Showing posts with label wanilia. Show all posts
Showing posts with label wanilia. Show all posts

2011-05-17

Na niepogodę.

Kolejny spacer do warzywniaka po zielone szparagi i rabarbar skończył się fiaskiem - tym razem to nie ja się spóźniłam i szparagi wyszły, ale pan, który je dostarcza nie przyjechał już drugi dzień z rzędu. Myślałam, że skuszę się na truskawki, ale jak się okazało, że ciągle są hiszpańskie przeszła mi na nie ochota (truskawki muszą pachnąć i być słodkie, a większość hiszpańskich nie spełnia ani jednego ani drugiego wymagania). Wróciłam z pęczkiem rzodkiewek, gruszkami (i to nie z Argentyny czy innego Chile), szpinakiem i młodą kapustką.

 Malfatti przed ugotowaniem.

Ze szpinaku zrobiłam malfatti - włoskie kluseczki ze szpinakiem i ricottą, które uwielbiam z masłem szałwiowym, rzodkiewki wylądowały na kanapkach z hummusem, gruszki poddusiłam na maśle, dodałam prawdziwej wanilii i podałam z pieczonym kremem czekoladowym. [Po zjedzeniu tych wszystkich smakołyków nawet zimno i siąpiący od rana deszcz przestały mnie drażnić.]
Młoda kapusta czeka na pomysł, może macie jakiś sprawdzony, wiosenny przepis?


Przepis na zapiekany krem czekoladowy, który jest siostrzaną wersją korzennego kremu dyniowego z jabłkami znalazlam na najbardziej kolorowym i optymistycznym dla mnie blogu La Tartine Gourmande. Ponieważ krem jest bardziej wytrawny niż słodko - mleczno - czekoladowy idealnie komponują się z nim duszone gruszki - najlepiej bardzo dojrzałe i słodkie. Jeśli te, które znajdziecie w warzywniaku są bardzo twarde, wystarczy odłożyć je na parę dni w temperaturze pokojowej, a dojrzeją :)


Zapiekany krem czekoladowy z duszonymi gruszkami

Krem czekoladowy:

2 żółtka jajka
1/4 szklanki jasnego cukru muscovado lub trzcinowego demerara
1 szklanka + 3 łyżki mleka
1 szklanka mleka kokosowego (można zastąpić kremówką)
80g dobrej deserowej / gorzkiej czekolady
1/2 laski wanili, rozcięta, ziarenka wyłuskane
1/4 łyżeczki mielonego kardamonu


Nagrzej piekarnik do 160°C. Przygotuj 6 ramekinów / żaroodpornych miseczek.
W misce zmiksuj żółtka z cukrem. W rondlu podgrzej mleko zwykłe i kokosowe z kardamonem i wanilią, doprowadź prawie do wrzenia, zdejmij z ognia i dodaj połamaną na kawałki czekoladę. Mieszaj aż do momentu, gdy czekolada się rozpuści. Ciągle mieszając wlej zawartość rondla do miski z żółtkami i cukrem. Gotowy krem rozlej do ramekinów.
Krem pieczemy w kąpieli wodnej - w tym celu wypełnij dużą foremę do pieczenia lub głęboką blaszkę wrzącą wodą i ustaw w niej ramekiny. Piecz przez ok. 30 minut, krem ma pozostać 'galaretowaty'. Wyjmij ramekiny z kąpieli wodnej i ostudź. Wstaw do lodówki na parę godzin lub na noc.

Do dekoracji:
2 - 3 gruszki, obrane, pokrojone w kostkę
1/2 laski wanili, rozcięta, ziarenka wyłuskane
2 łyżki masła

Na patelni na średnim ogniu rozpuść masło. Dodaj gruszki i wanilię (ziarenka + pozostały po ich wyłuskaniu strąk). Duś mieszając od czasu do czasu, aż gruszki zmiękną, nie za długo, by nie zrobił nam się dżem gruszkowy ;). Schłodzony krem czekoladowy udekoruj ciepłymi gruszkami. Smacznego!

2010-09-08

Lubię...


Lubię mieć pomalowane paznokcie. Z gamy czerwieni mam swoje trzy ulubione odcienie: czereśniowy, truskawkowy, malinowy. Na jesień zaopatruję się w ciemną śliwkę.


Lubię high heels. Minimum 7,5cm. Na co dzień chodzę w płaskich ballerinach, jednak na parkiet wychodzę w moich wysokich obcasach, chociaż równie dobrze, a czasami o wiele wygodniej jest tańczyć w sneakersach. Niczym sroka wybieram te najbardziej świecące - najczęściej srebrne lub złote. Lubię wzory Comme il faut i Neotango, uwielbiam Gretaflorę. (Wszystkie trzy firmy są argentyńskie i specjalizują się w butach do tanga.)


Lubię nasz Bałtyk, zwłaszcza po sezonie, kiedy jest zimny i wieje wiatr. Nie żebym była masochistką i lubiła marznąć (wręcz odwrotnie - uwielbiam ciepło), ale spacer po pustej plaży, a następnie dobra rozgrzewająca herbata lub gorąca czekolada i kino należą do moich weekendowych przyjemności.
Nad morzem lubię też zjeść pieczonego halibuta. Od lat w tym samym miejscu - w Barze Przystań.
Jeśli tylko mogę wybieram się tam w poniedziałek lub wtorek, jest spokojniej i nie trzeba pół godziny stać w kolejce ;)
 

Powyższy halibut to tylko mała dygresja, bo chciałam napisać o rzeczach raczej pozajedzeniowych - bo o tym co lubię jeść i gotować wiecie na pewno już sporo... Wystarczy spojrzeć na 'składniki' w prawej kolumnie bloga i widać, że króluje dynia. Ale jak to często ze mną bywa - rozmowa / mejl / wpis nieuniknienie kończy się albo na jedzeniu albo tangu. Uhm.

Ale ale...lubię też kwiaty. Najbardziej lubię je dostawać, niewiele mniej fotografować. Niektórzy je jedzą, ja niestety ciągle jestem niewtajemniczona jeśli chodzi o ten dział kulinarny.





Lubię sklepy ze starociami oraz meble z duszą.  Jest coś niezwykłego w kupnie starej zapadającej się sofy i odnowieniu jej tak, by wydobyć w pełni jej blask. Dawne czasy chociaż częściowo ocalone od zapomnienia. Część wynalezionych i odzyskanych w ten sposób mebli możecie zobaczyć w Przystanek Tango Café.




Na zakończenie zabawy, do której zaprosiły mnie Ewelina, Anna-Maria i Zielenina wracam znowu do jedzenia... bo serniki lubię, a od niemal prawie roku pojawił się tu zaledwie jeden (włoski sernik migdałowy), gdy tymczasem upiekłam ich z conajmniej tuzin. Połowę z tej ilości stanowił klasyczny sernik waniliowy. Za każdym razem staram się przybrać go w nowe szaty. Na moje urodziny udekorowałam do świeżymi truskawkami, teraz zajadam się nim z ciepłym musem malinowym, a już za chwilę zastąpi go mus cynamonowo-śliwkowy.
Przepis na sernik pochodzi z bloga Moje wypieki Doroty Świątkowskiej i jest wspaniały - dziękuję! Poniżej wersja z moimi niewielkimi zmianami.


Sernik waniliowy

Składniki na spód:
225 g ciastek Digestive
75 g masła
1 łyżeczka kakao

Ciastka dokładnie pokruszyć blenderem lub wałkiem. Masło roztopić, wymieszać z pokruszonymi ciastkami. Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia. W dno wcisnąć masę ciastkową, schłodzić pół godziny w lodówce.


Składniki na masę serową:
500 g twarogu trzykrotnie zmielonego (używam Dr Oetkera lub Piątnicy)
1 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki cukru waniliowego (najlepiej z prawdziwą wanilią)
5 kropel aromatu waniliowego
3 jajka
120 g cukru pudru
225 ml śmietany kremówki

Wszystkie składniki dokładnie zmiksować, nie ma potrzeby ubijania białek osobno.Wylać na schłodzony spód. Piec ok. 45 minut w temperaturze 180ºC (160ºC z termoobiegiem), można od góry przykryć folią, by pozostał biały. Nie pieczemy do tzw. suchego patyczka, ważne, by sernik był ścięty, szczególnie po środku. Schłodzić (minimum 3 godziny, a najlepiej przez całą noc).

Uwagi:
1. Sernik jest niski, jeśli wolicie wyższe serniki, od razu najlepiej zwiększcie proporcje masy serowej (wtedy też troszkę dłużej trzeba piec) lub upieczcie go w tortownicy o średnicy 20cm.
2. Jeśli mamy piekarnik z opcją nawilżania to polecam ją włączyć, szczególnie przy pieczeniu z termoobiegiem, który dość wysusza i sprawia, że sernik pęka. Jeśli tej opcji nie mamy, a pieczemy z termoobiegiem to na dno piekarnika polecam włożyć blaszkę wypełnioną do połowy gorącą wodą i wydłużyć czas pieczenia o 10minut.

2010-08-27

Historia pewnej dyni.


Bardzo chciałabym umieć opowiadać interesujące i mądre historie. Prawda jednak jest taka, że napisanie każdego zdania przychodzi mi z trudem już od czasów liceum, kiedy to na myśl o eseju, wypracowaniu czy nawet raporcie z laboratorium dostawałam białej gorączki. Przez lata wypracowałam metody (zazwyczaj skuteczne) współżycia z tą moją słabością, zaakceptowałam brak lekkiego pióra czy też talentu literackiego. Od czasu do czasu jednak chciałabym opowiedzieć Wam jakąś ciekawą historię, np. o tym jak dynie opanowały ogród mojego wujka i w poszukiwaniu miejsca wdrapały się na jabłoń i na niej zaczęły owocować. Czy też jak w drodze do Gdańska znaleźliśmy wieelkie pole dyniowe, dynie aż po horyzont - marzenie.
Ale dobra historia potrzebuje suspensu, puenty, odrobiny humoru i emocji, by była ciekawa dla czytelników.* Stwierdziłam więc, że łatwiej opowiedzieć mi historię zdjęciami... zapraszam więc dzisiaj na dyniową sesję zdjęciową z małymi komentarzami i oczywiście przepisami.


Pierwszą tegoroczną dynię (niestety jeszcze nie z nasionek przywiezionych z Węgier, a od znajomego rolnika) rozkroiłam z namaszczeniem, wachąjąc i ciesząc oko jej cudownym kolorem. Powstały z niej moje ulubione placuszki dyniowe i zupa.




Zupa zamarzyła mi się słodka, więc dodałam do niej prawdziwej wanilii, a dla równowagi, by nie była mdła, a jedynie przyjemnie słodka - cytryny. Wyszło cudo, które zjedliśmy z orkiszowymi bułeczkami z suszonymi morelami, śliwkami i daktylami. Całość da się skomentować tylko jednym słowem - poezja.   



Zupa dyniowa waniliowo-cytrynowa

2 kg obranej dyni, pokrojonej w grubą kostkę
3 marchewki, obrane i pokrojne w drobną kostkę
ćwiartka (mały kawałek) selera korzeniowego, obranego i pokrojnego w drobną kostkę
1 mała cebulka, drobno pokrojona
1 cytryna
1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią (10g) lub 1 laska wanilii
4 łyżki oliwy z oliwek
2 kostki bulionu warzywnego (używam wersji bio, bez glutaminanu i soli)
sól, słodka śmietanka 12% do smaku

W garnku z grubym dnem rozgrzać oliwę. Zeszklić na niej cebulkę, dodać marchewkę i seler. Delikatnie podsmażyć cały czas mieszając (ok. 5 minut). Zalać 1,5 - 2 litrami wrzącej wody, dodać kostki bulionu warzywnego, zamieszać. Dodać pokrojoną dynię i gotować ok. 20 minut aż dynia zmięknie. Zupę lekko ostudzić, zmiksować blenderem na krem. Dodać cukier z prawdziwą wanilią lub ziarenka z jednej laski wanilii, doprawić solą. Na koniec wycisnąć sok z cytryny, cały czas smakując - nie chcemy by zupa była kwaśna, zadaniem cytryny jest dodanie tego "czegoś" by zupa nie była mdła. Zupę podawać z kroplą słodkiej śmietanki. Smacznego!



Pełnoziarniste bułeczki orkiszowe z suszonymi owocami
Oryginalny przepis pochodzi z wrześniowego wydania Mojego gotowania. Poniżej wersja z moimi zmianami. 

Przepis na 12 bułeczek.

50g suszonych moreli
50g suszonych daktyli
50g suszonych śliwek, miękkich, bez pestek
400g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (ok. 3szklanek) **
1 łyżeczka drożdży instant (użyłam Dr Oetkera)
1/2 łyżeczki soli
1 1/2 szklanki mleka
2 łyżki miodu
50g masła lub 3 łyżki oliwy

1. Suszone owoce pokroić w drobną kostkę i zalać wrzącą wodą. Odstawić.

2. W małym rondelku podgrzać mleko, miód i masło, aż się rozpuści. Ostudzić do temperatury pokojowej. (ważne - za gorące mleko zabije drożdże!)

3. Do miski przesiać mąkę, dodać drożdże i sól. Wymieszać. Wlać ostudzone mleko z miodem i masłem. Odsączyć owoce i dodać do ciasta. Całość wyrabiać mikserem albo ręką na stolnicy, aż ciasto będzie elastyczne, nieklejące się do rąk. Można delikatnie podsypać mąką (maks. 2 - 3 łyżki) jeśli wyrabiamy ciasto na stolnicy.

4. Przykryć miskę folią i odstawić w ciepłe miejsce na pół godziny do godziny - pierwsze wyrastania. Potem podzielić ciasto na 12 równych części (1 bułeczka - ok. 75g) i uformować bułeczki. Ulożyć na blaszcze wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach 6 - 8cm. Przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce na minimum pół godziny do kolejnego wyrośnięcia.

5. Wyrośnięte bułeczki piec 30 minut w temperaturze 180°C (165°C z termoobiegiem). Ostudzić na kratce. Smacznego!


*Niedoścignionym wzorem pozostaje dla mnie Truskawkowa Ania, na której wpisy nie czekam, a wyczekuję i czytam z nieukrywaną przyjemnością jak najlepszą powieść.
**Można zastąpić mąką pszenną pełnoziarnistą, ale orkisz jest cięższy i ma odrobinę inny, bardziej orzechowy smak.

PS. Fotorelacja z dyniowego pola już wkrótce!

2010-04-05

Święta. Maślano - waniliowa brioszka.

Późny jesienny wieczór tutaj.
Wczesny wiosenny ranek tam.

Po raz kolejny obchodzimy Wielkanoc bez mazurka, żurku, baby wielkanocnej. Tęsknię za rodziną i naszymi świątecznymi zwyczajami, ale wiem, że już następne święta spędzę z nimi piekąc i gotując wszystkie nasze ulubione tradycyjne dania. Póki co rozkoszuję się jesienią i tangiem. W ramach świątecznego lokalnego akcentu upiekłam flan. Jest to tradycyjny deser argentyński wywodzący się z Hiszpanii,  składający się  z jajek i mleka, podawany koniecznie z karmelem.

Na naszym świątecznym stole znalazła się także maślana brioszka na semolinie, którą upiekłam w desperacji. Myślałam, że nie mam szansy jej upiec w gazowym rozregulowanym piekarniku. Ku mojej radości - udała się i była pyszna, zwłaszcza z dżemem z czarnych śliwek. 
Dlaczego upiekłam ją w desperacji? Albowiem główna rzecz, której mi brakuje w Buenos Aires to chleb. Najlepiej żytni i na zakwasie. Dział pieczywa w supermarketach jest baaardzo ubogi - suche, papierowe bagietki i chleb tostowy, krojony, pakowany razem z niezliczoną ilością konserwantów. Resztę działu zajmują wszelkiego rodzaju ciasta i słodkości. Wszystkie zdecydowanie za słodkie jak dla mnie i z margarynowym posmakiem. Obowiązkowo z dużą ilością konserwantów, zapewne ze względu na subtropikalne temperatury panujące tutaj przez większą część roku.


Nie mogąc zrealizować marzeń o chlebie żytnim, zamarzyłam o brioszce, którą widziałam jakiś czas temu na blogu Patrycji, a której nie udało mi się upiec wcześniej z braku miałkiej semoliny. Tutaj dostępna jest ona w każdym sklepie ze zdrową żywnością.  Brioszka jest bezproblemowa, bardzo puszysta, waniliowa i maślana. Idealna na świąteczne śniadanie, które mam nadzieję że spędzicie w gronie rodziny czy przyjaciół, w ciepłej i serdecznej atmosferze. Wesołych Świąt Wielkanocnych - Felices Pascuas! :)


Maślano - waniliowa brioszka na semolinie
Oryginalny przepis pochodzi z blogu Patrycji.

Przepis na 2 duże brioszki, piekłam w keksówce. 

510g semoliny, koniecznie miałkiej*
90g mąki orkiszowej**
25g świeżych drożdży
1 szczypta kurkumy
60g cukru***
300g letniego mleka
110g miękkiego masła
1 jajko
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub cukier z prawdziwą wanilią
1 szczypta imbiru
1 szczypta soli

1. Z drożdży, odrobiny ciepłego mleka, 1 łyżeczki mąki (pszennej lub orkiszowej) i 1/2 łyżeczki cukru, przygotować zaczyn - wymieszać dokładnie i ostawić w ciepłe miejsce, aż podrośnie.
2. W misce wymieszać obie mąki, zrobić w nich dołek i wlać wyrośnięte drożdże, dodać kurkumę i wymieszać łopatką. Następnie dodać mleko, fruktozę, jajko, wymieszać, dodać masło, ekstrakt z wanilii i miksować na średnim biegu ok 2-3 minut, w tym czasie dodać imbir i na końcu sól.
3.  Miskę przykryć szczelnie folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na noc do lodówki (lub na 1h w ciepłe miejsce). Ciasto ma podwoić swoją objętość.
4.  Blat posypać garścią mąki (pszennej lub orkiszowej), wyłożyć ciasto i krótko zagnieść, ciasto wchłonie mąkę, ponownie podsypać garścią mąką i krótko zagnieść. Ciasto powinno być elastyczne i lekko napięte.
5. Podzielić je na równe części i uturlać w naoliwionych dłoniach dobrze napięte kulki.
Kulki ułożyć jedna na drugiej (w dwóch warstwach) w lekko nasmarowanej masłem i wyłożonej pergaminem keksówce lub w formie na mini babeczki.
6. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce, ciasto ma podwoić objętość (45-60min). Wyrośnięte ciasto posmarować mlekiem. Piec w 180°C. Małe brioszki: 12-15min, duża brioszka: 30-35min. Studzić na kratce.

* Miałka semolina wyglądem przypomina bardzo delikatny piasek. Jak pisze Patrycja: "Zwykła semolina się tu zupełnie nie sprawdzi."
**Mąkę orkiszową raz zastąpiłam zwykłą pszenną, a raz miałką semoliną, czyli brioszkę zrobiłam z 600g semoliny. Obie wersje były pyszne.
***W przepisie Patrycji jest fruktoza, której ja nie używam. Fruktoza ma niski indeks glikemiczny, czyli na pierwszy rzut oka jest dobrym substytutem cukru, jednak metabolizowana jest w wątrobie. Po pierwsze obciąża ją to nie mniej  niż alkohol, po drugie gdy nie jest ona w stanie zmetabolizować całości fruktozy, zamienia ją w ... tak... tłuszcz. A dokładniej w trójglicerydy. Jest jeszcze parę innych powodów, dla których nie używam fruktozy jako zamiennika cukru, ale o tym innym razem.



Related Posts with Thumbnails