Showing posts with label parmezan. Show all posts
Showing posts with label parmezan. Show all posts
2011-07-15
Letnia lasagne - z bobem, fasolką szparagową i cukinią.
Wytrwali czytelnicy zapewne zorientowali się już, że jestem zagorzałą fanką wszelkiego typu makaronów jak i lasagne (lasagne ze szparagami, lasagne z pieczonymi warzywami). Lubię zrobić ją w dużym naczyniu i nie przeszkadza mi fakt, że dwa dni (czasami i trzy) pod rząd jem to samo, dodając tylko inną sałatkę. Lasagne mogę jeść zawsze i wszędzie,to też jeden z niewielu przypadków, kiedy naprawdę smakuje mi mięso (mowa o klasycznej lasagne verde bolognese).
I chociaż najczęściej robię ją zimą (lub zimną wiosną czy późną jesienią) to kiedy lato jest kapryśne i deszczowe, a temperatura na słońcu sięga 18 stopniu, przepraszam się z piekarnikiem i robię lasagne. Oczywiście warzywną. Będąc prawdziwym warzywno - owocowym zakupoholikiem i posiadając warzywniak uginający się od dobroci tuż pod nosem, mam lodówkę przepełnioną letnimi warzywami.
Podstawą lasagne jest klasyczny beszamel, doprawiony gałką muszktołową, parmezan i ricotta wymieszana ze świeżymi ziołami. Do tego ugotowany i obrany bób, podsmażona lub zgrillowana cukinia, fasolka szparagowa i świeże pomidory malinowe zamiast passaty, którą dodaję zimą.
Przepis (nieco przeze mnie zmodyfikowany) pochodzi z Kwestii Smaku.
Lasagne z bobem, cukinią, fasolką szparagową
1/2 opakowania makaronu do lasagne (np. Lubella)
1 szklanka bobu (350g surowego, w łupinkach) ugotowanego i obranego
1 szklanka fasolki szparagowej, ugotowanej
1 średnia cukinia
1 młoda cebulka
1 łyżka masła, 2 łyżki oliwy
1 duży pomidor malinowy
250g ricotty
2 łyżki świeżego tymianku
2 łyżki świeżej bazylii 1/2 szklanki świeżo startego parmezanu
Bób ugotować w osolonej wodzie (ok. 30 minut), odcedzić, ostudzić i obrać. Ugotować fasolkę szparagową. Cukinię pokroić albo na paski albo w plasterki, posolić. Posiekać drobno cebulkę. Na dużej patelni rozgrzać masło i oliwę, zeszklić cebulkę, dodać cukinię i smażyć z obu stron aż będzie miękka (ale nie za miękka, lekko al dente). Można ją też zgrillować na patelni grillowej.
Pomidor nakłuć w paru miejscach, a nastepnie sparzyć wrzątkiem. Zdjąc skórkę, pokroić w dużą kostkę, odrzucając nasiona.
Bób, fasolkę i pomidor wymieszać razem, w razie potrzeby dosolić.
Ricottę wymieszać z posiekanymi świeżymi ziołami, doprawić odrobiną soli i pieprzu.
Formę na lasagne (2,5 litrową) wysmarować masłem.
Przygotować beszamel:
na beszamel:
50g masła
1/3 szklanki mąki
2 szklanki mleka
sól, gałka muszkatołowa lub osnówka do smaku
W rondlu rozpuść masło, intensywnie mieszając dodaj mąkę. Podsmaż chwilę, aż mąka nabierze złotego koloru, następnie partiami dodawaj mleko, cały czas mieszając, by nie zrobiły się grudki. Gotuj przez ok. 10 minut aż sos zgęstnieje cały czas mieszając. Dopraw solą i gałką muszkatołową.
przygotowanie lasagne:
Wyłożyć 3 łyżki sosu beszamelowego na dno, ułożyć warstwę makaronu. Następnie wylać kolejną porcję beszamelu i ułożyć pierwszą warstwę warzywną. Na nią nałożyć ok. 3 łyżek ricotty wymieszanej z ziołami i posypać startym parmezanem. Ułożyć kolejną warstwę makaronu, nastepnie beszamelu i warzyw. Posypać startym parmezanem, ułożyć kolejną warstwę makaronu (trzecią). Polać pozostałym beszamelem i ricottą, dokładnie posypać parmezanem.
Lasagne należy wstawić do nagrzanego piekarnika na 35 -40 minut (185°C). Po wyjęciu odstawić na 15 - 20 minut, aby można było ją łatwiej pokroić.
Smacznego!
2011-02-15
Zimowe comfort food (cz.2)
Przepis i zdjęcia lasagne z pieczonymi warzywami czekają już od paru dni, mnie ciągle jednak brakuje weny na wpis. Za oknem rano pada gęsty śnieg, który na szczęście topnieje, a dzień staje się słoneczny, ciągle jeszcze jednak bardzo zimny. W domu mam już wiosnę (za sprawą P. i pięknych tulipanów) i wyzdrowiałam już całkowicie (dziękuję za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia).
Mam nadzieję więc, że będzie to ostatni "zimowy" wpis. Zwłaszcza, że myślami jestem przy układaniu nowego, letniego już menu do Przystanek Patrzałkowie. Tzn.:
- wertuję przepisy na chleby, szukając idealnego do podawania do letnich sałatek i bruschetty (dziś nastawiam zaczyn na country bread Hamelmana)
- piekę dziesiątą z kolei wersję kardamonowo-cynamonowych zawijasków (które pojawią się w całkowicie nowej sekcji menu pt. "śniadanie") tak by przemycić mąkę pełnoziarnistą bez uszczerbku dla struktury i smaku
- czytam The Flavour Thesaurus w poszukiwaniu inspiracji do letniego smoothie (niestety świeże truskawki czy jagody jako, że są z Ameryki południowej kosztują jak złoto, więc testowanie smoothie "w naturze" odpada, do czerwca muszę polegać na swojej smakowej wyobraźni)
- dopracowuję przepis na pastisio (grecka wersja lasagne), z czego najbardziej cieszy się P., który mógłby ją jeść codziennie, co też od paru dni ma miejsce.
I jak mogę pisać o zimowym comfort food, kiedy w głowie mi tylko lato? :) (a przynajmniej letnie menu i wiosenne kwiaty :)) Niemniej, dzisiejszej lasagne z pieczonymi warzywami należy się parę słów i choć pocieszała mnie głównie tej zimy, to jest to danie wybitnie jesienne, kiedy sezon na cukinie, bakłażany i pomidory jest w pełni.
Bazę jej zawsze stanowi domowy sos pomidorowy oraz beszamel z dodatkiem parmezanu i ricotty. Warzywa - w zmiennych proporcjach - kroję na cienkie długie paski (płaty), które nastepnie spryskuję oliwą, solę i podpiekam w piekarniku z włączoną funkcją grill. Kiedy robię lasagne dla P. używam dwóch bakłażanów, kiedy dla siebie całkowicie z nich rezygnuję na rzecz dodatkowej cukinii lub pieczonej papryki. Podane poniżej proporcje są na dużą lasagne, do formy 2,5 litrowej, idealną dla 6 - 8 osób. Lasagne najlepsza jest na drugi dzień, co przydaje się szczególnie jeśli przygotowujemy ją na przyjęcie czy uroczysty obiad.
Lasagne z pieczonymi warzywami
opakowanie makaronu do lasagne (np. Lubella)
1 średni bakłażan
2 małe cukinie
1 słodki ziemniak (batat)
125g ricotty
1/2 szklanki świeżo startego parmezanu
Warzywa zetrzeć na tarce typu mandolina lub innej wzdłuż - tak, aby powstały długie paski / płaty.o grubości ok. 2mm. Bakłażan posolić, odstawić na durszlaku na 15 minut. Po tym czasie opłukać zimną wodą i wytrzeć ręcznikiem papierowym do sucha. Piekarnik nagrzać do 200°C z włączoną funkcją grilla. Warzywa ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, spryskać oliwą z oliwek, posolić. Wstawić do piekarnika na 10 - 15 minut aż będą al dente - czas zależy od grubości pasków.
na domowy sos pomidorowy:
500g pomidorów z puszki / pulpy / passaty pomidorowej
1 duża cebula
pół selera
1 marchewka
4 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
garść świeżej bazylii
1/2 łyżeczki suszonego oregano
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
Cebulę, seler i marchewki obrać i drobno pokroić. W woku lub na dużej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić na nią warzywa i na średnim ogniu smażyć aż cebula się zeszkli. Zalać passatą pomidorową, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, bazylię, oregano, tymianek i cząber. Na małym ogniu gotować aż sos będzie gęsty (konsystencji śmietany).
Gotowy sos zmiksować blenderem, doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem.
na beszamel:
50g masła
1/3 szklanki mąki
2 szklanki mleka
sól, gałka muszkatołowa lub osnówka do smaku
W rondlu rozpuść masło, intensywnie mieszając dodaj mąkę. Podsmaż chwilę, aż mąka nabierze złotego koloru, następnie partiami dodawaj mleko, cały czas mieszając, by nie zrobiły się grudki. Gotuj przez ok. 10 minut aż sos zgęstnieje cały czas mieszając. Dopraw solą i gałką muszkatołową.
przygotowanie lasagne:
Beszamel wymieszać z ricottą i 3 łyżkami startego parmezanu. Formę na lasagne (2,5 litrową) wysmarować masłem. Wyłożyć 3 łyżki masy beszamelowej na dno, ułożyć warstwę makaronu. Następnie na makaron nałożyć warstwę domowego sosu pomidorowego, cukinii i bakłażana. Posypać dwoma łyżkami parmezanu, ułożyć warstwę makaronu. Wylać warstwę masy beszamelowej, ułożyć na nią warstwę pieczonego batata i cukinii. Posypać parmezanem, ułożyć kolejną warstwę makaronu i sosu pomidorowego. Powtarzać całość aż do wykończenia składników. Ostatnia warstwa powinna być makaronowo - beszamelowa posypana parmezanem. Lasagne należy wstawić do nagrzanego piekarnika na 45 minut (200°C). Po wyjęciu odstawić na 15 - 20 minut, aby można było ją łatwiej pokroić (lasagne na zdjęciu krojona była wrząca, bo robiło się ciemno ;)).
Smacznego!
2011-02-03
Zimowe comfort food (cz.1)
Ach, gdyby tylko można było przespać luty i obudzić się czując ciepłe wiosenne powietrze. Pójść do warzywniaka i kupić coś wiecej niż marchewki, ziemniaki i kapustę. Wystawić twarz do słońca i cieszyć się nadchodzącym latem pełnym truskawek, czereśni i malin.
Tymczasem dodaję sobie energii otwierając kolejną puszkę pomidorów ze słonecznych Włoch - zapiekam je z makaronem, różnymi serami i świeżą bazylią, niestety sztucznie pędzoną w szklarni (im dłużej trwa zima, tym mniej mi to przeszkadza). Czasami wychodzi z tego wegetariańska lasagne - z hiszpańską cukinią i afrykańskim batatem, czasami pastitsio - grecka wersja lasagne z mielonym mięsem, pomidorami i beszamelem. Moje zimowe comfort food.
Zapiekanka makaronowa
inspirowane Paccheri al graten z książki Recetas basicas de Italia Laury Zavan
domowy sos pomidorowy:
800g pomidorów z puszki / pulpy / passaty pomidorowej
2 duże cebule
pół selera
2 marchewki
4 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
garść świeżej bazylii
łyżeczka suszonego oregano
łyżeczka suszonego tymianku
szczypta cząbru
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
Cebulę, seler i marchewki obrać i drobno pokroić. W woku lub na dużej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić na nią warzywa i na średnim ogniu smażyć aż cebula się zeszkli. Zalać passatą pomidorową, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, bazylię, oregano, tymianek i cząber. Na małym ogniu gotować aż sos będzie gęsty (konsystencji śmietany).
Gotowy sos zmiksować blenderem, doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem. Taki sos idealnie nadaje się do jakiegokolwiek makaronu, wystarczy posypać parmezanem i pyszny obiad jest gotowy. Wspaniale też smakuje na domowej pizzy.
zapiekanka makaronowa:
domowy sos pomidorowy (patrz wyżej)
500g makaronu paccheri (duże grube rurki) lub innego - ugotowanego al dente wg przepisu na opakowaniu
250g świeżej mozarelli pokrojonej w kostkę
100g wędzonego sera (użyłam wędzonego cheddara, ale rolada ustrzycka też się dobrze sprawdzi), pokrojonego w kostkę
50g startego parmezanu
250g ricotty
garść listków świeżej bazylii
masło do wysmarowania formy + bułka tarta
Formę do pieczenia o pojemności 2,5 litrów (użyłam takiej formy) smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Makaron mieszamy mieszamy z sosem pomidorowym i połową parmezanu. Wkładamy połowę makaronu do naczynia, posypujemy kawałeczkami serów oraz łyżeczką ' rzucamy' kawałki ricotty. Na wierzch kładziemy listki bazylii, powtarzamy czynność tworząc kolejną warstwę.
Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 20 minut. Na ostatnie 5 minut włączam funkcję grill, by utworzyła się pyszna chrupiąca skórka. Smacznego!
Tymczasem dodaję sobie energii otwierając kolejną puszkę pomidorów ze słonecznych Włoch - zapiekam je z makaronem, różnymi serami i świeżą bazylią, niestety sztucznie pędzoną w szklarni (im dłużej trwa zima, tym mniej mi to przeszkadza). Czasami wychodzi z tego wegetariańska lasagne - z hiszpańską cukinią i afrykańskim batatem, czasami pastitsio - grecka wersja lasagne z mielonym mięsem, pomidorami i beszamelem. Moje zimowe comfort food.
Zapiekanka makaronowa
inspirowane Paccheri al graten z książki Recetas basicas de Italia Laury Zavan
domowy sos pomidorowy:
800g pomidorów z puszki / pulpy / passaty pomidorowej
2 duże cebule
pół selera
2 marchewki
4 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
garść świeżej bazylii
łyżeczka suszonego oregano
łyżeczka suszonego tymianku
szczypta cząbru
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
Cebulę, seler i marchewki obrać i drobno pokroić. W woku lub na dużej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić na nią warzywa i na średnim ogniu smażyć aż cebula się zeszkli. Zalać passatą pomidorową, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, bazylię, oregano, tymianek i cząber. Na małym ogniu gotować aż sos będzie gęsty (konsystencji śmietany).
Gotowy sos zmiksować blenderem, doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem. Taki sos idealnie nadaje się do jakiegokolwiek makaronu, wystarczy posypać parmezanem i pyszny obiad jest gotowy. Wspaniale też smakuje na domowej pizzy.
zapiekanka makaronowa:
domowy sos pomidorowy (patrz wyżej)
500g makaronu paccheri (duże grube rurki) lub innego - ugotowanego al dente wg przepisu na opakowaniu
250g świeżej mozarelli pokrojonej w kostkę
100g wędzonego sera (użyłam wędzonego cheddara, ale rolada ustrzycka też się dobrze sprawdzi), pokrojonego w kostkę
50g startego parmezanu
250g ricotty
garść listków świeżej bazylii
masło do wysmarowania formy + bułka tarta
Formę do pieczenia o pojemności 2,5 litrów (użyłam takiej formy) smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Makaron mieszamy mieszamy z sosem pomidorowym i połową parmezanu. Wkładamy połowę makaronu do naczynia, posypujemy kawałeczkami serów oraz łyżeczką ' rzucamy' kawałki ricotty. Na wierzch kładziemy listki bazylii, powtarzamy czynność tworząc kolejną warstwę.
Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 20 minut. Na ostatnie 5 minut włączam funkcję grill, by utworzyła się pyszna chrupiąca skórka. Smacznego!
2010-10-11
Obiad w 30 minut.
Dni są coraz krótsze, a rzeczy do zrobienia nie ubywa, a wręcz przybywa. Dużo piekę, testuję nowe przepisy, układam w myślach zimowe menu i ofertę świąteczną. Ciągle na kartonach (chociaż widać już koniec remontu), bez własnej kuchni najczęściej jemy obiad w Przystanek Patrzałkowie. Jeśli jednak gotuję już coś w kuchni mojej mamy, to jest to coś ekspresowego - makarony czy proste zupy. Coś co nie zajmie mi dłużej niż pół godziny. Z niecierpliwością czekam na przesyłkę z nową książką Jamiego O. Intuicja podpowiada mi, że "Jamie's 30-minute meals (czyli obiad w pół godziny) to pozycja akurat dla mnie. ;)
Póki co zapraszam na mój ekspresowy makaron, który jest zarazem ostatnią w tym roku odsłoną kurek. Możemy użyć każdego rodzaju makaronu, ja użyłam dischi volanti czyli latających spodków. Przypomina on uszka, a tradycyjnie używamy jest do sałatek i do zup (czasami robię z nim minestrone). Lekko zakręcony, z sosem kurkowym pyszny!
Dischi volanti z kurkami
na 4 porcje
300g makaronu dischi volanti ("uszek") lub innego
500g kurek
1 cebula
3 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżki masła
100ml śmietanki (użyłam 30%)
4 łyżki świeżo startego parmezanu
sól, świeżo mielony pieprz
opcjonalnie: natka pietruszki lub świeży tymianek lub szałwia (dla odważnych ;) )
Grzyby oczyścić i umyć, większe kurki pokroić. Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę. Nastawić duży garnek z osoloną wodą na makaron, a na dużej patelni rozgrzać oliwę z oliwek. Zeszklić na niej cebulkę, a następnie dodać kurki. Smażyć przez ok. 7 - 8 minut (mieszająć), aż cała woda odparuje z kurek. Następnie dodać masło i smażyć kurki jeszcze przez minutę, dodać śmietankę i opcjonalnie natkę pietruszki lub odrobinę świeżego tymianku (szałwii). Doprawić solą i pieprzem. W międzyczasie ugotować makaron zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.
Rozłożyć na talerze, posypać tartym parmezanem, podawać natychmiast. Smacznego!
Póki co zapraszam na mój ekspresowy makaron, który jest zarazem ostatnią w tym roku odsłoną kurek. Możemy użyć każdego rodzaju makaronu, ja użyłam dischi volanti czyli latających spodków. Przypomina on uszka, a tradycyjnie używamy jest do sałatek i do zup (czasami robię z nim minestrone). Lekko zakręcony, z sosem kurkowym pyszny!
Dischi volanti z kurkami
na 4 porcje
300g makaronu dischi volanti ("uszek") lub innego
500g kurek
1 cebula
3 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżki masła
100ml śmietanki (użyłam 30%)
4 łyżki świeżo startego parmezanu
sól, świeżo mielony pieprz
opcjonalnie: natka pietruszki lub świeży tymianek lub szałwia (dla odważnych ;) )
Grzyby oczyścić i umyć, większe kurki pokroić. Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę. Nastawić duży garnek z osoloną wodą na makaron, a na dużej patelni rozgrzać oliwę z oliwek. Zeszklić na niej cebulkę, a następnie dodać kurki. Smażyć przez ok. 7 - 8 minut (mieszająć), aż cała woda odparuje z kurek. Następnie dodać masło i smażyć kurki jeszcze przez minutę, dodać śmietankę i opcjonalnie natkę pietruszki lub odrobinę świeżego tymianku (szałwii). Doprawić solą i pieprzem. W międzyczasie ugotować makaron zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.
Rozłożyć na talerze, posypać tartym parmezanem, podawać natychmiast. Smacznego!
2010-09-07
Dyniobranie.
Nie było mnie przez chwilę - zagarnęło mnie tango, przeprowadzka i dynie. W międzyczasie nie miałam nawet czasu, by odpisać na Wasze komentarze (nadrobię zaległości jeszcze dzisiaj) ani odpowiedzieć na zaproszenia do zabawy "Lubię...", które dostałam od Eweliny i Anny-Marii. Następny post będzie więc o tym co lubię, dzisiaj fotorelacja z dyniobrania i przepis na najprostsze dyniowe kluseczki.
Na zdjęciu poniżej ciekawa świata dynia, która wspięła się na jabłonkę i tam zaowocowała!
Bez opieki i zaangażowania mojego wujka dyniobranie zapewne nie odbyłoby się - to on je zasadził i doglądał przez całe lato. Dziękuję! :)
Dynia pod prysznicem...
Miałam ukroić tylko kawałek, by sprawdzić jaki jest kolor miąższu...
...jednak na kawałku się nie skończyło. Dynia została przekrojona i z połowy zrobiliśmy placuszki dyniowe. Pycha!
Drugą połowę upiekłam w piekarniku. Upieczony miąższ zmiksowałam blenderem, a z uzyskanego dyniowego purée zrobiłam pierwsze w tym roku (i na pewno nie ostatnie) pan di zucca (włoskie bułeczki dyniowe z rodzynkami).
Mimo tego, że bułeczki zrobiłam z podwójnej porcji, zostało mi całkiem sporo dyniowego purée, z którego powstały najprostsze, a zarazem moje ulubione kluseczki dyniowe. Podsmażyłam je na maśle dodawszy do niego świeżej szałwii - efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Lekko chrupiąca złota skórka, rozpływający się w ustach delikatny miąższ o słodkim smaku, który idealnie przełamuje masło szałwiowe.* I jak tu nie lubić dyni?
Kluseczki dyniowe z masłem szałwiowym
porcja na 4 osoby
2 szklanki dyniowego purée (1 szklanka = 250ml)
1 żółtko
1 jajko
1/2 szklanki startego parmezanu
1 1/2 szklanki mąki (może być też pszenna pełnoziarnista / graham)
1 łyżeczka soli
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
pieprz do smaku
masło szałwiowe:
3 łyżki masła
6 listków świeżej szałwii
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, doprawić solą, gałką muszkatołową i pieprzem. W dużym garnku zagotować wodę, posolić. Przy pomocy dwóch łyżeczek kłaść kluseczki na wrzącą wodę. 1 kluseczka - 1 łyżeczka. Delikatnie zamieszać. Gdy wypłyną na powierzchnię gotować jeszcze ok. dwóch minut. Łyżką cedzakową wyłożyć na talerz, dokładnie odsączając wodę. Powtarzać aż zużyjemy całe ciasto.
Gdy wszystkie kluseczki są gotowe na dużej patelni roztopić masło. Dodać świeżą szałwię i połowę kluseczek, podsmażyć na średnim ogniu, delikatnie przewracając kluseczki na drugą stronę po ok. minucie. To samo zrobić z drugą połową kluseczek. Podawać udekorowane świeżą szałwią i startym parmezanem (opcjonalnie). Smacznego!
* Jeśli nie mamy świeżej szałwii, polecam podsmażyć kluseczki po prostu na maśle lub oliwie i podawać np. z sosem pomidorowym, pieczarkowym lub prażonymi orzeszkami pinii.
Na zdjęciu poniżej ciekawa świata dynia, która wspięła się na jabłonkę i tam zaowocowała!
Bez opieki i zaangażowania mojego wujka dyniobranie zapewne nie odbyłoby się - to on je zasadził i doglądał przez całe lato. Dziękuję! :)
Dynia pod prysznicem...
Miałam ukroić tylko kawałek, by sprawdzić jaki jest kolor miąższu...
...jednak na kawałku się nie skończyło. Dynia została przekrojona i z połowy zrobiliśmy placuszki dyniowe. Pycha!
Drugą połowę upiekłam w piekarniku. Upieczony miąższ zmiksowałam blenderem, a z uzyskanego dyniowego purée zrobiłam pierwsze w tym roku (i na pewno nie ostatnie) pan di zucca (włoskie bułeczki dyniowe z rodzynkami).
Mimo tego, że bułeczki zrobiłam z podwójnej porcji, zostało mi całkiem sporo dyniowego purée, z którego powstały najprostsze, a zarazem moje ulubione kluseczki dyniowe. Podsmażyłam je na maśle dodawszy do niego świeżej szałwii - efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Lekko chrupiąca złota skórka, rozpływający się w ustach delikatny miąższ o słodkim smaku, który idealnie przełamuje masło szałwiowe.* I jak tu nie lubić dyni?
Kluseczki dyniowe z masłem szałwiowym
porcja na 4 osoby
2 szklanki dyniowego purée (1 szklanka = 250ml)
1 żółtko
1 jajko
1/2 szklanki startego parmezanu
1 1/2 szklanki mąki (może być też pszenna pełnoziarnista / graham)
1 łyżeczka soli
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
pieprz do smaku
masło szałwiowe:
3 łyżki masła
6 listków świeżej szałwii
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, doprawić solą, gałką muszkatołową i pieprzem. W dużym garnku zagotować wodę, posolić. Przy pomocy dwóch łyżeczek kłaść kluseczki na wrzącą wodę. 1 kluseczka - 1 łyżeczka. Delikatnie zamieszać. Gdy wypłyną na powierzchnię gotować jeszcze ok. dwóch minut. Łyżką cedzakową wyłożyć na talerz, dokładnie odsączając wodę. Powtarzać aż zużyjemy całe ciasto.
Gdy wszystkie kluseczki są gotowe na dużej patelni roztopić masło. Dodać świeżą szałwię i połowę kluseczek, podsmażyć na średnim ogniu, delikatnie przewracając kluseczki na drugą stronę po ok. minucie. To samo zrobić z drugą połową kluseczek. Podawać udekorowane świeżą szałwią i startym parmezanem (opcjonalnie). Smacznego!
* Jeśli nie mamy świeżej szałwii, polecam podsmażyć kluseczki po prostu na maśle lub oliwie i podawać np. z sosem pomidorowym, pieczarkowym lub prażonymi orzeszkami pinii.
2010-08-29
Te nadziane.
Pamiętacie czasy kiedy żelki Haribo to był egzotyczny przysmak przywieziony przez ciocię / wujka zza zachodniej granicy? Mimo tego, że Haribo były twarde i gumowate, zjadane (a raczej żute) były przeze mnie nałogowo. Do dziś pamiętam jak w połowie lat 90tych na Jarmarku Dominikańskim pojawiły się stragany z żelkami Haribo na wagę - w owym czasie najbardziej widoczny dla mnie znak zmniejącego się ustroju. Jak każde dziecko z wielką radością powitałam wysyp słodyczy, w tym żelków - misi, serduszek i ... Akuku reklamowanych jako te nadziane, które zostały moimi żelkami numer 1.
Miękkie i słodkie Akuku kryją w sobie lekko kwaśny mus owocowy. Przyjemności degustacji dwóch różnych smaków i konsytencji w jednym żelku nie zepsuła (i do tej pory nie psuje) nawet długa lista barwników i zastraszająca ilość cukru.
Ale... tak naprawdę miało być o cukiniach. Żółtych, nadzianych mięsem, z parmezanową kruszonką. I choć "faszerować" to bardziej odpowiednie słowo niż "nadziewać", to dla mnie cukinie pozostaną nadziane, a nie faszerowane. Tym nadzianym nie mogę się oprzeć, gdy tymczasem faszerowane kojarzą mi się z mało zachęcającą mamałygą. Gdybyście kiedyś próbowali namówić niejadka w kwestii jedzenia mięsa (takiego jak ja), to polecam wykorzystać do tego celu nadziane cukinie...
Przyjemność płynąca z ich jedzenia jest nawet większa niż z żelków. Nadziane cukinie to nie dwa, a trzy różne smaki, trzy różne faktury - chrupiąca parmezanowa kruszonka, aromatyczne mięsne nadzienie i słodka, miękka cukinia. I znowu na usta ciśnie mi się słowo "poezja".*
Przepis pochodzi z bloga Asi Kwestia Smaku, nie zmieniłam w nim nic - jest idealny. Pominęłam jedynie sos Worcestershire, którego nie miałam, zastępując go dodatkową łyżką keczupu.
Nadziane cukinie
(z farszem mięsnym i z parmezanową kruszonką)
2 porcje:**
1 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
1 mała cebula
300 g mielonego mięsa jagnięcego (użyłam wołowo-wieprzowego - M.)
1 łyżka keczupu
1 łyżka sosu Worcestershire (pominęłam, zastąpiłam dodatkową łyżką keczupu - M.)
2/3 szklanki bulionu wołowego (lub drobiowego)
1 cukinia, około 600 - 700 g (moja miała kilogram - M.)
1 ząbek czosnku, pokrojony w kosteczkę
5 łyżek posiekanej natki pietruszki
1 jajko
6 łyżek tartego parmezanu
3 łyżki bułki tartej
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z oliwek extra virgin do skropienia
Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy i na małym ogniu zeszklić cebulę pokrojoną w kosteczkę. Zwiększyć ogień i dodać zmielone mięso. Smażyć przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Dodać keczup i sos Worcestershire. Smażyć przez 1 minutę, następnie wlać bulion i zagotować. Przykryć patelnię i dusić przez 30 minut. Zdjąć pokrywkę i smażyć aż prawie cały płyn wyparuje. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą.
W czasie gdy dusimy mięso, przygotować cukinię. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Cukinię umyć, osuszyć, przepołowić wzdłuż na pół i położyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, rozcięciem do góry. Piec przez 6 minut, aż cukinia nieco zmięknie. Nożem wyciąć miąższ ze środka cukinii, pozostawiając około 1 cm brzeg. Wycięty miąższ posiekać. Na czystą patelnię wlać 1/2 łyżki oliwy, dodać czosnek, a jak się zrumieni - posiekany miąższ cukinii. Smażyć przez około 1 minutę, wymieszać z mięsem, a następnie połączyć z połową jajka, 3 łyżkami parmezanu i 3 łyżkami natki pietruszki.
Powstałym farszem wypełnić wgłębienia w cukinii. Wymieszać pozostałą połowę jajka, 3 łyżki parmezanu, 3 łyżki bułki tartej i 1 łyżkę oliwy z oliwek extra virgin, tworząc kruchą posypkę. Rozsypać ją na wierzch cukinii. Wstawić do piekarnika na 15 - 20 minut, aż kruszonka się zrumieni a cukinia będzie miękka. Skropić oliwą z oliwek extra virgin, posypać świeżo zmielonym pieprzem i resztą natki pietruszki.
*Nie znalazłam innego, którego oddawałoby mój zachwyt lepiej niż słowo "poezja", która powinna zostać moim słowem miesiąca.
**U mnie były to 4 ze względu na rozmiar cukinii.
Miękkie i słodkie Akuku kryją w sobie lekko kwaśny mus owocowy. Przyjemności degustacji dwóch różnych smaków i konsytencji w jednym żelku nie zepsuła (i do tej pory nie psuje) nawet długa lista barwników i zastraszająca ilość cukru.
Ale... tak naprawdę miało być o cukiniach. Żółtych, nadzianych mięsem, z parmezanową kruszonką. I choć "faszerować" to bardziej odpowiednie słowo niż "nadziewać", to dla mnie cukinie pozostaną nadziane, a nie faszerowane. Tym nadzianym nie mogę się oprzeć, gdy tymczasem faszerowane kojarzą mi się z mało zachęcającą mamałygą. Gdybyście kiedyś próbowali namówić niejadka w kwestii jedzenia mięsa (takiego jak ja), to polecam wykorzystać do tego celu nadziane cukinie...
Przyjemność płynąca z ich jedzenia jest nawet większa niż z żelków. Nadziane cukinie to nie dwa, a trzy różne smaki, trzy różne faktury - chrupiąca parmezanowa kruszonka, aromatyczne mięsne nadzienie i słodka, miękka cukinia. I znowu na usta ciśnie mi się słowo "poezja".*
Przepis pochodzi z bloga Asi Kwestia Smaku, nie zmieniłam w nim nic - jest idealny. Pominęłam jedynie sos Worcestershire, którego nie miałam, zastępując go dodatkową łyżką keczupu.
Nadziane cukinie
(z farszem mięsnym i z parmezanową kruszonką)
2 porcje:**
1 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
1 mała cebula
300 g mielonego mięsa jagnięcego (użyłam wołowo-wieprzowego - M.)
1 łyżka keczupu
1 łyżka sosu Worcestershire (pominęłam, zastąpiłam dodatkową łyżką keczupu - M.)
2/3 szklanki bulionu wołowego (lub drobiowego)
1 cukinia, około 600 - 700 g (moja miała kilogram - M.)
1 ząbek czosnku, pokrojony w kosteczkę
5 łyżek posiekanej natki pietruszki
1 jajko
6 łyżek tartego parmezanu
3 łyżki bułki tartej
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z oliwek extra virgin do skropienia
Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy i na małym ogniu zeszklić cebulę pokrojoną w kosteczkę. Zwiększyć ogień i dodać zmielone mięso. Smażyć przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Dodać keczup i sos Worcestershire. Smażyć przez 1 minutę, następnie wlać bulion i zagotować. Przykryć patelnię i dusić przez 30 minut. Zdjąć pokrywkę i smażyć aż prawie cały płyn wyparuje. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą.
W czasie gdy dusimy mięso, przygotować cukinię. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Cukinię umyć, osuszyć, przepołowić wzdłuż na pół i położyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, rozcięciem do góry. Piec przez 6 minut, aż cukinia nieco zmięknie. Nożem wyciąć miąższ ze środka cukinii, pozostawiając około 1 cm brzeg. Wycięty miąższ posiekać. Na czystą patelnię wlać 1/2 łyżki oliwy, dodać czosnek, a jak się zrumieni - posiekany miąższ cukinii. Smażyć przez około 1 minutę, wymieszać z mięsem, a następnie połączyć z połową jajka, 3 łyżkami parmezanu i 3 łyżkami natki pietruszki.
Powstałym farszem wypełnić wgłębienia w cukinii. Wymieszać pozostałą połowę jajka, 3 łyżki parmezanu, 3 łyżki bułki tartej i 1 łyżkę oliwy z oliwek extra virgin, tworząc kruchą posypkę. Rozsypać ją na wierzch cukinii. Wstawić do piekarnika na 15 - 20 minut, aż kruszonka się zrumieni a cukinia będzie miękka. Skropić oliwą z oliwek extra virgin, posypać świeżo zmielonym pieprzem i resztą natki pietruszki.
*Nie znalazłam innego, którego oddawałoby mój zachwyt lepiej niż słowo "poezja", która powinna zostać moim słowem miesiąca.
**U mnie były to 4 ze względu na rozmiar cukinii.
2010-05-16
Placuszki warzywne z sosem jogurtowo - koperkowym i wędzonym łososiem.
"Zobaczyłam je i musiałam je zrobić"
"Po prostu nie mogłam im się oprzeć"
... etc. czytaliście zapewne wiele razy. Wybaczycie jeśli przeczytacie po raz kolejny?
Placuszki warzywne zobaczyłam u Liski na White Plate i oczywiście nie mogłam im się oprzeć. Łatwo się zorientować, że mam słabość do placuszków, krokietów, racuchów. Zarówno słodkich (pełnoziarniste na maślance z płatkami owsianymi, pełoziarniste kokosowe, bananowe, dyniowe na słodko Nigelli ) i tych wytrawnych (z cukinii z tymiankiem, dyniowe ze śmietaną i szczypiorkiem, dyniowe krokiety z sosem tzatziki). Od początku marca, kiedy to odkryłam przepis, usmażyłam ich pewnie z setkę. ;)
Placuszki Liski przeliczyłam mniej więcej na szklanki (bo nie mam tutaj wagi), ubrałam w sos jogurtowo-koperkowy, ozdobiłam wędzonym łososiem i taram, bez wielkiego wysiłku wyszedł wspaniały obiad. Gorąco polecam!
Placuszki warzywne
z sosem jogurtowo - koperkowym i wędzonym łososiem
Oryginalny przepis pochodzi z bloga White Plate Liski.
ok. 18 placuszków o średnicy 8cm
3 szklanki startych warzyw (u mnie był to 1 duży ziemniak, 1 marchewka, mały kawałek dyni)
1 średnia cebula starta na drobnej tarce
3 jajka
1 1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu
3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
3 łyżki tartego sera (użyłam cheddara, może też być parmezan)
4 - 5 łyżek oliwy (do smażenia)
150g wędzonego łososia (do podania)
1. Warzywa zetrzeć na tarce o niewielkich oczkach. W misce wymieszać mąkę z jajkami, dodać warzywa z cebulą, posolić, doprawić pieprzem, dodać ser.
2. Na głębokiej patelni rozgrzać oliwę. Łyżką nabierać porcje warzyw i kłaść je na rozgrzanym tłuszczu lekko rozpłaszczając. Zmniejszyć ogień - placki powinny się smażyć na średnim ogniu.
Po ok. 2-3 minutach przewrócić je na drugą stronę i smażyć kolejne 2-3 minuty.
Zdejmować placki z patelni na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem (który wchłonie nadmiar tłuszczu).
3. Łososia pokroić w paski, zwinąć w ruloniki. Każdy placuszek polać łyżeczką sosu jogurtowo - koperkowego i udekorować rulonikiem z łososia. Podawać najlepiej ciepłe. Smacznego!
Sos jogurtowo - koperkowy
1 jogurt naturalny (200g)
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka drobno posiekanego koperku
1/4 łyżeczki soku z cytryny
1/2 łyżeczki cukru pudru
1/4 łyżeczki soli
Wszystkie składniki wymieszać. Przechowywać w lodówce.
"Po prostu nie mogłam im się oprzeć"
... etc. czytaliście zapewne wiele razy. Wybaczycie jeśli przeczytacie po raz kolejny?
Placuszki warzywne zobaczyłam u Liski na White Plate i oczywiście nie mogłam im się oprzeć. Łatwo się zorientować, że mam słabość do placuszków, krokietów, racuchów. Zarówno słodkich (pełnoziarniste na maślance z płatkami owsianymi, pełoziarniste kokosowe, bananowe, dyniowe na słodko Nigelli ) i tych wytrawnych (z cukinii z tymiankiem, dyniowe ze śmietaną i szczypiorkiem, dyniowe krokiety z sosem tzatziki). Od początku marca, kiedy to odkryłam przepis, usmażyłam ich pewnie z setkę. ;)
Placuszki Liski przeliczyłam mniej więcej na szklanki (bo nie mam tutaj wagi), ubrałam w sos jogurtowo-koperkowy, ozdobiłam wędzonym łososiem i taram, bez wielkiego wysiłku wyszedł wspaniały obiad. Gorąco polecam!
Placuszki warzywne
z sosem jogurtowo - koperkowym i wędzonym łososiem
Oryginalny przepis pochodzi z bloga White Plate Liski.
ok. 18 placuszków o średnicy 8cm
3 szklanki startych warzyw (u mnie był to 1 duży ziemniak, 1 marchewka, mały kawałek dyni)
1 średnia cebula starta na drobnej tarce
3 jajka
1 1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu
3 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
3 łyżki tartego sera (użyłam cheddara, może też być parmezan)
4 - 5 łyżek oliwy (do smażenia)
150g wędzonego łososia (do podania)
1. Warzywa zetrzeć na tarce o niewielkich oczkach. W misce wymieszać mąkę z jajkami, dodać warzywa z cebulą, posolić, doprawić pieprzem, dodać ser.
2. Na głębokiej patelni rozgrzać oliwę. Łyżką nabierać porcje warzyw i kłaść je na rozgrzanym tłuszczu lekko rozpłaszczając. Zmniejszyć ogień - placki powinny się smażyć na średnim ogniu.
Po ok. 2-3 minutach przewrócić je na drugą stronę i smażyć kolejne 2-3 minuty.
Zdejmować placki z patelni na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem (który wchłonie nadmiar tłuszczu).
3. Łososia pokroić w paski, zwinąć w ruloniki. Każdy placuszek polać łyżeczką sosu jogurtowo - koperkowego i udekorować rulonikiem z łososia. Podawać najlepiej ciepłe. Smacznego!
Sos jogurtowo - koperkowy
1 jogurt naturalny (200g)
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka drobno posiekanego koperku
1/4 łyżeczki soku z cytryny
1/2 łyżeczki cukru pudru
1/4 łyżeczki soli
Wszystkie składniki wymieszać. Przechowywać w lodówce.
2010-05-15
Prawdziwe gourmet...
... czyli tak naprawdę co? Wyszukane danie kuchni molekuralnej czy sałatka capresse z dojrzałymi pachnącymi pomidorami? Próbowałam znaleźć (ze względu na okoliczności tylko w internecie) polską definicję słowa gourmet. I owszem, coś znalazłam, ale raczej tłumaczenia typu "smakosz", gdy tymczasem w języku angielskim gourmet ma znacznie szersze znaczenie odnoszące się do gotowania i jedzenia jako kultury i sztuki. Nie powinnam być zdziwiona, wszak nie istnieje u nas nawet kierunek studiów jak sztuka kulinarna (culinary arts), a jedynie żywienie zbiorowe czy zawodówki z kierunkiem "kucharz", którym oj daleko do kształcenia prawdziwych szefów kuchni.
Wracając do gourmet - dla mnie wyznacznikiem dań gourmet jest jakość produktów użytych do ich przyrządzenia, a także estetyka podania (w tym i dania molekularne i rustykalne w stylu Jamiego Olivera). Gourmet niesie ze sobą przyjemność jedzenia niekoniecznie związaną z ilością tegoż. To raczej delektowanie się smakiem, zachwyt nad piękną formą, jedzenie i gotowanie jako doświadczenie nie tylko fizyczne, ale i emocjonalne oraz artystyczne.
To jeden z wielu powodów, dla których nie tknę przemysłowego ciasta z cukierni czy hamburgera z McDonalda. To jeden z powodów, z powodu których gotowanie przynosi mi tyle przyjemności.
Czym dla Was jest gourmet? Jakie skojarzenia ze sobą niesie?
Dzisiaj zapraszam na danie z mojej ulubionej ostatnio książki "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan. Makaron, ale inaczej. Gdy wniosłam danie do pokoju P. wykrzyknął "Misia, to jest prawdzwie gourmet!", jedząc zaś pomrukiwał "niezwykłe, niezwykłe" (mimo, że danie jest wybitnie wegetariańskie. Do tej pory jedynie stek argentyński i halibut w Przystani / u Rybaków w Sopocie były w stanie wzbudzić w P. taki zachwyt.)
Conchiglioni nadziewane pesto i cukinią
4 porcje
24 duże muszle (po 6 szt. na porcję) - makaron conchiglioni
3 cukinie (lub 1 cukinia + 1 bakłażan + 2 kolorowe papryki)
2 ząbki czosnku
ok. 5 łyżek oliwy z oliwek
słoiczek bazyliowego pesto (najlepiej domowego)
sól, świeżo zmielony pieprz do smaku
2-3 łyżki świeżo startego parmezanu (do podania)
1. Umyj i obierz cukinie. Pokrój w drobną kostkę, włóż do durszlaka, posól. Odstaw na 15 minut. W międzyczasie wstaw wodę na makaron i ugotuj wg wskazówek na opakowaniu.
2. Obierz czosnek. Ręcznikiem papierowym osusz cukinie. Rozgrzej 2 łyżki oliwy na patelni, na średnim ogniu usmaż połowę cukini z 2 ząbkami czosnku. Przełóż do miski cukinię, czosnek dodaj do pozostałej cukinii - usmaż ją na 2 łyżkach oliwy. Przełóż do miski, czosnek wyrzuć. Ważne: cukinia powinna pozostać lekko chrupiąca, nie chcemy jej rozgotować. Jeśli potrzeba dopraw cukinię solą.
3. Makaron odsącz z wody, dodaj łyżkę oliwy z oliwek i delikatnie wymieszaj. Każdą muszlę nadziej jedną łyżeczką pesto i ok. 3 łyżeczkami cukinii. Ułóż muszle na talerzu - po 6 muszli na porcję, posyp parmezanem i świeżo mielonym pieprzem. Podawaj z lampką schłodzonego białego wina. Smacznego :)
Uwagi:
1. Duże muszle czyli conchiglioni można dostać także po nazwą "jumbo shells".
2. W oryginalym przepisie muszle były nadziewane mieszanką cukini, bakłażanów i kolorowych papryk - propozycja pyszna, jednak bardziej pracochłonna (trzeba min. zdjąć skórki z papryk). Ja postawiłam na cukinie i się nie zawiodłam. Dla P. dodatkowo zrobiłam parę muszli z mieszanych - z cukinią i z bakłażanem (zdjęcie poniżej).
Wracając do gourmet - dla mnie wyznacznikiem dań gourmet jest jakość produktów użytych do ich przyrządzenia, a także estetyka podania (w tym i dania molekularne i rustykalne w stylu Jamiego Olivera). Gourmet niesie ze sobą przyjemność jedzenia niekoniecznie związaną z ilością tegoż. To raczej delektowanie się smakiem, zachwyt nad piękną formą, jedzenie i gotowanie jako doświadczenie nie tylko fizyczne, ale i emocjonalne oraz artystyczne.
To jeden z wielu powodów, dla których nie tknę przemysłowego ciasta z cukierni czy hamburgera z McDonalda. To jeden z powodów, z powodu których gotowanie przynosi mi tyle przyjemności.
Czym dla Was jest gourmet? Jakie skojarzenia ze sobą niesie?
Dzisiaj zapraszam na danie z mojej ulubionej ostatnio książki "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan. Makaron, ale inaczej. Gdy wniosłam danie do pokoju P. wykrzyknął "Misia, to jest prawdzwie gourmet!", jedząc zaś pomrukiwał "niezwykłe, niezwykłe" (mimo, że danie jest wybitnie wegetariańskie. Do tej pory jedynie stek argentyński i halibut w Przystani / u Rybaków w Sopocie były w stanie wzbudzić w P. taki zachwyt.)
Conchiglioni nadziewane pesto i cukinią
4 porcje
24 duże muszle (po 6 szt. na porcję) - makaron conchiglioni
3 cukinie (lub 1 cukinia + 1 bakłażan + 2 kolorowe papryki)
2 ząbki czosnku
ok. 5 łyżek oliwy z oliwek
słoiczek bazyliowego pesto (najlepiej domowego)
sól, świeżo zmielony pieprz do smaku
2-3 łyżki świeżo startego parmezanu (do podania)
1. Umyj i obierz cukinie. Pokrój w drobną kostkę, włóż do durszlaka, posól. Odstaw na 15 minut. W międzyczasie wstaw wodę na makaron i ugotuj wg wskazówek na opakowaniu.
2. Obierz czosnek. Ręcznikiem papierowym osusz cukinie. Rozgrzej 2 łyżki oliwy na patelni, na średnim ogniu usmaż połowę cukini z 2 ząbkami czosnku. Przełóż do miski cukinię, czosnek dodaj do pozostałej cukinii - usmaż ją na 2 łyżkach oliwy. Przełóż do miski, czosnek wyrzuć. Ważne: cukinia powinna pozostać lekko chrupiąca, nie chcemy jej rozgotować. Jeśli potrzeba dopraw cukinię solą.
3. Makaron odsącz z wody, dodaj łyżkę oliwy z oliwek i delikatnie wymieszaj. Każdą muszlę nadziej jedną łyżeczką pesto i ok. 3 łyżeczkami cukinii. Ułóż muszle na talerzu - po 6 muszli na porcję, posyp parmezanem i świeżo mielonym pieprzem. Podawaj z lampką schłodzonego białego wina. Smacznego :)
Uwagi:
1. Duże muszle czyli conchiglioni można dostać także po nazwą "jumbo shells".
2. W oryginalym przepisie muszle były nadziewane mieszanką cukini, bakłażanów i kolorowych papryk - propozycja pyszna, jednak bardziej pracochłonna (trzeba min. zdjąć skórki z papryk). Ja postawiłam na cukinie i się nie zawiodłam. Dla P. dodatkowo zrobiłam parę muszli z mieszanych - z cukinią i z bakłażanem (zdjęcie poniżej).
2010-05-12
Słoneczne pesto.
Są takie dni, kiedy nic mi się nie chce. Kiedy zawijam się w koc z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach. Kiedy zjadłabym coś dobrego, ale nie mam siły na skomplikowane dania i długie stanie w kuchni. Wstawiam więc wodę na makaron, do którego przygotowuję prosty sos. Dzisiaj padło na dyniowe pesto, które wypatrzyłam na niezwykle inspirującym blogu Asi - Kwestia Smaku. Jako że purée z dyni ostatnio gości niemal na stałe w naszej lodówce, zrobienie pesto zajęło mi mniej czasu niż ugotowanie makaronu. Zmieniłam odrobinę proporcje, by uzyskać wyraźniejszy smak pieczonej dyni piżmowej, który uwielbiam. Zmniejszyłam także ilość - moje pesto zrobiłam z połowy porcji, która wydaje mi się być wystarczająca na 4 porcje makaronu.
Smak tego pesto jest wyrafinowany. Delikatny, ale ma to coś. Plus ma niesamowity słoneczny kolor, który przegania wszelkie jesienne smutki :) Polecam koniecznie z pełnoziarnistym makaronem.
Pesto z pieczonej dyni
Oryginalny przepis pochodzi z Kwestii Smaku.
3/4 szklanki purée z dyni (użyłam dyni piżmowej)
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin
1/3 szklanki startego parmezanu
1/3 szklanki zrumienionych na suchej patelni orzeszków pinii
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli
świeżo mielony pieprz do smaku
Opcjonalnie do dekoracji makaronu:
zrumienione na suchej patelni orzeszki pinii
drobno pokrojona natka pietruszki
świeżo starty parmezan
Wszystkie składniki zmiksować (użyłam ręcznego blendera). Wymieszać z ciepłym makaronem i podawać udekorowane natką pietruszki i dodatkowym orzeszkami pinii. Dla tych bardziej 'serowych' - ze świeżo startym parmezanem. Smacznego!
Smak tego pesto jest wyrafinowany. Delikatny, ale ma to coś. Plus ma niesamowity słoneczny kolor, który przegania wszelkie jesienne smutki :) Polecam koniecznie z pełnoziarnistym makaronem.
Pesto z pieczonej dyni
Oryginalny przepis pochodzi z Kwestii Smaku.
3/4 szklanki purée z dyni (użyłam dyni piżmowej)
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin
1/3 szklanki startego parmezanu
1/3 szklanki zrumienionych na suchej patelni orzeszków pinii
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli
świeżo mielony pieprz do smaku
Opcjonalnie do dekoracji makaronu:
zrumienione na suchej patelni orzeszki pinii
drobno pokrojona natka pietruszki
świeżo starty parmezan
Wszystkie składniki zmiksować (użyłam ręcznego blendera). Wymieszać z ciepłym makaronem i podawać udekorowane natką pietruszki i dodatkowym orzeszkami pinii. Dla tych bardziej 'serowych' - ze świeżo startym parmezanem. Smacznego!
Etykiety:
dynia,
makaron (pasta),
orzeszki pinii,
parmezan,
Pesto z pieczonej dyni,
Włochy
2010-05-10
Wyrwane z kontekstu.
Czytam Wasze wspaniałe wpisy o sezonie na rabarbar, szparagi i cudownie zielone nowalijki i robi mi się odrobinę smutno, bo wszystko mnie to omija (prawie wszystko, o czym więcej w dalszej części wpisu). Z drugiej strony - złota (argentyńska) jesień to moja ulubiona pora roku. I chociaż maj w Buenos Aires to nasz kalendarzowy listopad, to liczba słonecznych dni jest zadziwiająca. Gdy świeci słońce to nawet zimno niestraszne - po prostu zakładam kolejną warstwę ubrań, gruby szary sweter, fuksjowy szalik, biorę książkę w dłoń i idziemy z P. do parku, złapać parę ciepłych żółtych promieni. Czytam z wypiekami na twarzy o nowych gatunkach dyni, które kupiłam i dumam nad szparagami.
Tak, nikt się nie przesłyszał, dumam nad szparagami. W Europie sezon jest na nie na wiosnę, właśnie teraz. Analogiczne sezon na nie na półkuli południowej powinien być w naszym listopadzie / grudniu, czyli na początku tutejszej wiosny. Jednak jakieś dwa tygodnie temu pojawiło się mnóstwo szparagów. Pięknych, delikatnych, młodych, zielonych i białych... i w bardzo przyzwoitej cenie. Jesienny sezon na szparagi???! Dodam, że szparagi mają oznaczy kraj pochodzenia - "origen: Argentina, Santa Fe". Czyli są jak najbardziej lokalne.
Miłość do szparagów zwyciężyła i przestałam się głowić co one tutaj robią o tej porze. Przystąpiłam do konsumpcji. ;) W przeciągu dwóch tygodni zjedliśmy z nimi w roli głównej conajmniej dwie tarty, dwie lasagne oraz cztery śniadania pt. szparagi, jajko i szynka. Samych szparagów zjedzonych "od tak" nie liczę. Niewiarygodne, ale ciągle nie mamy dość :)
Wiem, wiem, na Facebooku obiecałam wpis o maśle i margarynie oraz przepis na chlebek bananowo-owsiany z zaledwie 4 łyżkami oleju canola... Chlebek bananowy zniknął jednak na tyle szybko, że nie zdążyłam go sfotografować, a lasagne ze szparagami uwieczniona na zdjęciach grzecznie czeka od tygodnia. I jest pyszna! Zapraszam. :)
Lasagne z zielonymi szparagami
Przepis pochodzi z "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan.
ok. 6 porcji
przepis na kwadratową formę (21 cm x 21 cm) lub prostokątną o zbliżonych wymiarach
opakowanie makaronu lasagne
pęczek zielonych szparagów
250g zielonego groszku (może być mrożony)
3 małe cebulki lub 3 młode pory
500g ricotty
100g startego parmezanu
3 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżki masła
sól
świeżo zmielony pieprz
gałka muszkatołowa
sos beszamelowy:
70g masła
70g mąki
1l mleka
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól do smaku
1. Przygotuj sos beszamelowy:
W rondlu rozpuść masło, intensywnie mieszając dodaj mąkę. Podsmaż chwilę, aż mąka nabierze złotego koloru, następnie partiami dodawaj mleko, cały czas mieszając, by nie zrobiły się grudki. Gotuj przez ok. 10 minut aż sos zgęstnieje cały czas mieszając. Dopraw solą i gałką muszkatołową.
2. Pokrój szparagi (oprócz główek - zachowaj je na później) na centymetrowe kawałki. Drobno pokrój cebulę / pory. Na patelni rozpuść oliwę z masłem, delikatnie podsmaż cebulę / pory i następnie szparagi. Powinny zmięknąć, ale ciągle być chrupiące. Osobno ugotuj główki - włóż je do wrzącej osolonej wody. Po 2 minutach wyjmij je i ugotuj w tej samej wodze zielony groszek. Ważne by się nie rozgotował i pozostał lekko "al dente".
3. Wymieszaj beszamel z ricottą, dopraw świeżo zmielonym pieprzem. Na dno naczynia wyłóż łyżkę lub dwie tak przygotowanego sosu posyp parmezanem, a następnie ułóż na nim płaty lasagne. Wymieszaj szparagi (oprócz główek), cebulę i groszek. Na sos wyłóż warstwę warzyw, posyp parmezanem, ułóż kolejną warstwę makaronu. Powtórz kolejne warstawy (sos, warzywa, parmezan, makaron) aż do wyczerpania się składników. Warstwa górna to makaron, odrobina sosu, główki szparagów i parmezan.
Zapiekaj w 180 °C przez 20 minut. Ostudź przez ok. 15 minut przed pokrojeniem (lasagne najlepsza jest na drugi dzień, porcje można łatwo pokroić i podgrzać w piekarniku). Podawaj z lampką schłodzonego białego wytrawnego wina. Smacznego :)
Tak, nikt się nie przesłyszał, dumam nad szparagami. W Europie sezon jest na nie na wiosnę, właśnie teraz. Analogiczne sezon na nie na półkuli południowej powinien być w naszym listopadzie / grudniu, czyli na początku tutejszej wiosny. Jednak jakieś dwa tygodnie temu pojawiło się mnóstwo szparagów. Pięknych, delikatnych, młodych, zielonych i białych... i w bardzo przyzwoitej cenie. Jesienny sezon na szparagi???! Dodam, że szparagi mają oznaczy kraj pochodzenia - "origen: Argentina, Santa Fe". Czyli są jak najbardziej lokalne.
Miłość do szparagów zwyciężyła i przestałam się głowić co one tutaj robią o tej porze. Przystąpiłam do konsumpcji. ;) W przeciągu dwóch tygodni zjedliśmy z nimi w roli głównej conajmniej dwie tarty, dwie lasagne oraz cztery śniadania pt. szparagi, jajko i szynka. Samych szparagów zjedzonych "od tak" nie liczę. Niewiarygodne, ale ciągle nie mamy dość :)
Wiem, wiem, na Facebooku obiecałam wpis o maśle i margarynie oraz przepis na chlebek bananowo-owsiany z zaledwie 4 łyżkami oleju canola... Chlebek bananowy zniknął jednak na tyle szybko, że nie zdążyłam go sfotografować, a lasagne ze szparagami uwieczniona na zdjęciach grzecznie czeka od tygodnia. I jest pyszna! Zapraszam. :)
Lasagne z zielonymi szparagami
Przepis pochodzi z "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan.
ok. 6 porcji
przepis na kwadratową formę (21 cm x 21 cm) lub prostokątną o zbliżonych wymiarach
opakowanie makaronu lasagne
pęczek zielonych szparagów
250g zielonego groszku (może być mrożony)
3 małe cebulki lub 3 młode pory
500g ricotty
100g startego parmezanu
3 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżki masła
sól
świeżo zmielony pieprz
gałka muszkatołowa
sos beszamelowy:
70g masła
70g mąki
1l mleka
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól do smaku
1. Przygotuj sos beszamelowy:
W rondlu rozpuść masło, intensywnie mieszając dodaj mąkę. Podsmaż chwilę, aż mąka nabierze złotego koloru, następnie partiami dodawaj mleko, cały czas mieszając, by nie zrobiły się grudki. Gotuj przez ok. 10 minut aż sos zgęstnieje cały czas mieszając. Dopraw solą i gałką muszkatołową.
2. Pokrój szparagi (oprócz główek - zachowaj je na później) na centymetrowe kawałki. Drobno pokrój cebulę / pory. Na patelni rozpuść oliwę z masłem, delikatnie podsmaż cebulę / pory i następnie szparagi. Powinny zmięknąć, ale ciągle być chrupiące. Osobno ugotuj główki - włóż je do wrzącej osolonej wody. Po 2 minutach wyjmij je i ugotuj w tej samej wodze zielony groszek. Ważne by się nie rozgotował i pozostał lekko "al dente".
3. Wymieszaj beszamel z ricottą, dopraw świeżo zmielonym pieprzem. Na dno naczynia wyłóż łyżkę lub dwie tak przygotowanego sosu posyp parmezanem, a następnie ułóż na nim płaty lasagne. Wymieszaj szparagi (oprócz główek), cebulę i groszek. Na sos wyłóż warstwę warzyw, posyp parmezanem, ułóż kolejną warstwę makaronu. Powtórz kolejne warstawy (sos, warzywa, parmezan, makaron) aż do wyczerpania się składników. Warstwa górna to makaron, odrobina sosu, główki szparagów i parmezan.
Zapiekaj w 180 °C przez 20 minut. Ostudź przez ok. 15 minut przed pokrojeniem (lasagne najlepsza jest na drugi dzień, porcje można łatwo pokroić i podgrzać w piekarniku). Podawaj z lampką schłodzonego białego wytrawnego wina. Smacznego :)
2010-05-08
Duża zupa czyli minestrone.
Minestra oznacza po włosku zupę, którą zaczyna się posiłek. Przyrostek -one służy do tworzenia zgrubień i dlatego też minestrone to w dosłownym tłumaczeniu nic innego jak duża zupa. Minestrone zwłaszcza z dodatkiem makaronu stanowić może pełnowartościowy posiłek i to - oprócz dużej ilości warzyw - bardzo w niej lubię.
Nie ma "jednego" przepisu na tą wspaniałą włoską zupę - tak jak i w Polsce nie ma jednego przepisu na krupnik czy pomidorówkę. Każdy włoski region szczyci się swoją wersją. I tak na przykład w Mediolanie dodaje się do niej ryż, w Toskanii obowiązkowym dodatkiem jest zielona fasolka szparagowa i zielony groszek, w Genui dodaje się do niej kawałki dyni, bób, fasolkę czerwoną kidney i trzy rodzaje makaronu (cannolicchi, ditalini, penne), odrobinę pesto i tartego parmezanu.
Wspólnym mianownikiem wszystkich wersji są warzywa takie jak seler, cukinie, marchewki, ziemniaki, cebula i dojrzałe pomidory gruszkowe.
Moja ulubiona minestrone to kwintesencja późnego lata i wczesnej jesieni. Jest bardzo lekka, kolorowa, całkowicie warzywna i chyba najbliższa wersji toskańskiej (ciekawe dlaczego...? ;) ). P. dodaje do niej trochę parmezanu, ja natki pietruszki, oboje za to często jemy ją z chrupiącą grzanką posmarowaną zielonym pesto. Oryginalny przepis pochodzi z "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan.
Minestrone
ok. 6 porcji
300g zielonej fasolki szparagowej
2 średnie ziemniaki
1 cebula
2 marchewki
3 gałązki selera naciowego
2 średnie cukinie
3 dojrzałe pomidory (najlepiej gruszkowe)
5 łyżek oliwy z oliwek
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
opcjonalnie: starty parmezan, natka pietruszki
1. Nożem zrób małe nacięcia na pomidorach a następnie sparz je wrzątkiem. Zdejmij skórkę, przekrój na pół, wyrzuć nasionka, pozostałą część pomidora pokrój w kostkę.
Cebulę obierz i pokrój w drobną kostkę.
Umyj, obierz i pokrój w drobną kostkę (ok. 1,5cm na 1,5cm) pozostałe warzywa.
2. W dużym garnku podgrzej oliwę z oliwę. Na ciepłą oliwę wrzuć cebulę, marchewkę i seler naciowy. Często mieszając smaż aż cebula się zeszkli, a seler i marchewka lekko zmiękną.
Dodaj pozostałe warzywa i całość zalej wodą, tak by przykryła wszystkie warzywa. Gotuj na wolnym ogniu pod przykryciem ok. 30 - 40 minut (aż wszystkie warzywa będą miękkie, ale nie rozgotowane!). Dopraw do smaku solą i pieprzem, podawaj posypane natką pietruszki lub startym parmezanem (we Włoszech często podaje się go osobno). Smacznego!
Nie ma "jednego" przepisu na tą wspaniałą włoską zupę - tak jak i w Polsce nie ma jednego przepisu na krupnik czy pomidorówkę. Każdy włoski region szczyci się swoją wersją. I tak na przykład w Mediolanie dodaje się do niej ryż, w Toskanii obowiązkowym dodatkiem jest zielona fasolka szparagowa i zielony groszek, w Genui dodaje się do niej kawałki dyni, bób, fasolkę czerwoną kidney i trzy rodzaje makaronu (cannolicchi, ditalini, penne), odrobinę pesto i tartego parmezanu.
Wspólnym mianownikiem wszystkich wersji są warzywa takie jak seler, cukinie, marchewki, ziemniaki, cebula i dojrzałe pomidory gruszkowe.
Moja ulubiona minestrone to kwintesencja późnego lata i wczesnej jesieni. Jest bardzo lekka, kolorowa, całkowicie warzywna i chyba najbliższa wersji toskańskiej (ciekawe dlaczego...? ;) ). P. dodaje do niej trochę parmezanu, ja natki pietruszki, oboje za to często jemy ją z chrupiącą grzanką posmarowaną zielonym pesto. Oryginalny przepis pochodzi z "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan.
Minestrone
ok. 6 porcji
300g zielonej fasolki szparagowej
2 średnie ziemniaki
1 cebula
2 marchewki
3 gałązki selera naciowego
2 średnie cukinie
3 dojrzałe pomidory (najlepiej gruszkowe)
5 łyżek oliwy z oliwek
sól i świeżo mielony pieprz do smaku
opcjonalnie: starty parmezan, natka pietruszki
1. Nożem zrób małe nacięcia na pomidorach a następnie sparz je wrzątkiem. Zdejmij skórkę, przekrój na pół, wyrzuć nasionka, pozostałą część pomidora pokrój w kostkę.
Cebulę obierz i pokrój w drobną kostkę.
Umyj, obierz i pokrój w drobną kostkę (ok. 1,5cm na 1,5cm) pozostałe warzywa.
2. W dużym garnku podgrzej oliwę z oliwę. Na ciepłą oliwę wrzuć cebulę, marchewkę i seler naciowy. Często mieszając smaż aż cebula się zeszkli, a seler i marchewka lekko zmiękną.
Dodaj pozostałe warzywa i całość zalej wodą, tak by przykryła wszystkie warzywa. Gotuj na wolnym ogniu pod przykryciem ok. 30 - 40 minut (aż wszystkie warzywa będą miękkie, ale nie rozgotowane!). Dopraw do smaku solą i pieprzem, podawaj posypane natką pietruszki lub startym parmezanem (we Włoszech często podaje się go osobno). Smacznego!
2010-04-27
Brzydkie, ale smaczne - pesto rosso.
Pesto rosso jest chyba jednym z najmniej fotogenicznych sosów jakie robiłam. Składniki same w sobie są piękne i smakowite - świeża bazylia, suszone pomidory, oliwa z oliwek... po zmiksowaniu jednak... hmm... Niech to Was jednak nie zniechęci - pesto rosso jest przepyszne i niezastąpione nie tylko do makaronu ale i do bruschetty, sałatki makaronowej, grillowanego kurczaka czy warzyw. Smak pesto rosso jest mocny i wyraźny, bardzo pomidorowy, z kremową nutą dzięki nerkowcom i aromatycznym akcentem bazyliowym. Dla nieśmiałych i początkujących polecam zaczać od małej ilości sosu i dodać więcej w razie potrzeby. W lodówce można je przechowywać dłużej niż pesto alla genovese, o którym pisałam ostatnio.
Pesto rosso nazywane bywa też pesto alla siciliana. I chociaż na Sycylii jeszcze nie byłam, to już samo przygotowanie tego sosu przenosi mnie na słoneczne południe Włoch. Tak jak i pesto alla genovese wersji pesto alla siciliana jest dużo. Spotkałam się z dodatkiem oliwek, kaparów, a nawet pietruszki. Zachęcam do eksperymentów, a dzisiaj zapraszam na moją ulubioną wersję pesto rosso :)
Pesto rosso (pesto alla siciliana)
szklanka świeżej bazylii
3 łyżki świeżo startego parmezanu
6 suszonych pomidorów (z oliwy)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka orzeszków pinii (opcjonalnie, ja jednak bardzo je lubię)
3 łyżki nerkowców (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
1 żąbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 łyżeczki soli
świeżo zmielony pieprz do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Można przechowywać w lodówce do tygodnia: umieścić w czystej miseczce, wylać łyżkę / dwie oliwy tak by utworzyła cienką warstwę na pesto, szczelnie przykryć folią spożywczą.
Gdyby sos był za gęsty przed podaniem można go rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu.
Pesto rosso nazywane bywa też pesto alla siciliana. I chociaż na Sycylii jeszcze nie byłam, to już samo przygotowanie tego sosu przenosi mnie na słoneczne południe Włoch. Tak jak i pesto alla genovese wersji pesto alla siciliana jest dużo. Spotkałam się z dodatkiem oliwek, kaparów, a nawet pietruszki. Zachęcam do eksperymentów, a dzisiaj zapraszam na moją ulubioną wersję pesto rosso :)
Pesto rosso (pesto alla siciliana)
szklanka świeżej bazylii
3 łyżki świeżo startego parmezanu
6 suszonych pomidorów (z oliwy)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka orzeszków pinii (opcjonalnie, ja jednak bardzo je lubię)
3 łyżki nerkowców (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
1 żąbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 łyżeczki soli
świeżo zmielony pieprz do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Można przechowywać w lodówce do tygodnia: umieścić w czystej miseczce, wylać łyżkę / dwie oliwy tak by utworzyła cienką warstwę na pesto, szczelnie przykryć folią spożywczą.
Gdyby sos był za gęsty przed podaniem można go rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu.
2010-04-25
Zielono mi - bazyliowe pesto.
Czy wiecie skąd pochodzi nazwa "bazylia" (ang. basil)?
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)
Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.
Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.
Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.
Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje). Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.
Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.
Pesto alla genovese
duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)
Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.
Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.
Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.
Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje). Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.
Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.
Pesto alla genovese
duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).
Subscribe to:
Posts (Atom)



















































