Showing posts with label daktyle. Show all posts
Showing posts with label daktyle. Show all posts

2011-04-15

Na leniwe sobotnie śniadanie...

lubię zjeść coś słodkiego. Placuszki gryczane z bananami, placuszki owsiane polane syropem klonowym, domową granolę, o której pisałam ostatnio, czy tosty francuskie z pozostałości drożdżowej baby.

Pięknie to wszystko brzmi, tylko jak prawdziwy nocny marek, rano budzę się powoli i długo jestem senna. Ogarnięcie (czytaj: przygotowanie) śniadania bez dużego kubka zielonej herbaty to zadanie zazwyczaj ponad moje siły. ;)


Dlatego też mój śniadaniowy przepis musi być łatwy i przyjemny.  Do grupy tej oprócz niezliczonych placuszków zaliczam także muffinki. Jeśli tylko bardzo ograniczyć ilość cukru i zrównoważyć go składnikami o niskim indeksie glikemicznym (nie podnoszącymi gwałtownie poziomu cukru we krwi) czyli np. pełnoziarnistą mąką lub otrębami owsianymi, całość popić zieloną herbatą lub świeżo wyciśniętym sokiem grejpfrutowym to otrzymamy przyzwoite i zdrowe śniadanie (pierwsze, drugie lub podwieczorek - niepotrzebne skreślić ;)).




Dzisiaj zapraszam na muffinki muesli z daktylami, do których przygotowania potrzebna jest zaledwie jedna (!) miska, szklanka i łyżka. Ciasto przygotowuje się wieczór przed pieczeniem i wstawia na noc do lodówki.  Rano tylko wypełniam foremki ciastem, wstawiam do piekarnika, powoli turlam sie pod prysznic i kiedy wychodzę z łazienki śniadanie jest już gotowe. Może i Wy się skusicie?


Muffinki muesli z daktylami
inspirowane Overnight date & muesli muffins z  The Australian Women's Weekly "Home cooked"

przepis na 12 szt., 1 szklanka = 250ml

Wieczorem w dużej misce wymieszać:

1 szklankę mąki pszennej pełnoziarnistej / razowej typ 1850 lub 2000
1 szklankę muesli (ulubionego, ja używam bez cukru lub domowej granoli)
1 szklankę otrębów owsianych
1 łyżeczkę cynamonu
1 łyżeczkę sody

a następnie dodać:

1 1/2 szklanki maślanki
1/2 szklanki oleju (np. z pestek winogron) lub rozpuszczonego masła
2 łyżki miodu (jeśli wolicie bardziej słodkie muffinki to należy podwoić ilość miodu)
1/2 szklanki drobno posiekanych daktyli
1 duże jajko

Wszystko razem delikatnie wymieszać łyżką tylko do połączenia składników. Przykryć folią i wstawić na noc do lodówki.

Rano:
Nagrzać piekarnik do 180°C. Papilotkami wyłóż foremkę na muffinki. Nałóż ciasto do foremki i wstaw do nagrzanego piekarnika na ok. 25 minut (patyczek będzie prawie suchy, ale nie oblepiony - muffinki są bardzo wilgotne). Upieczone wyjmij z piekarnika i przez 5 minut ostudź z formie, a następnie wyjmij wszystkie muffinki i ostudź na kratce lub zajadaj się ciepłymi z domową konfiturą :) Smacznego!

2010-08-28

Ciasto na deszczowy dzień.



Padający nieskończonymi strugami deszcz sprawił, że wyciągnęłam przykurzone płyty Nicka Cave'a i zapragnęłam ciasta. Nie tarty z owocami, nie drożdżówki, nawet nie ciasteczek. Ciasta. Najlepiej takiego, którego przygotowanie razem ze sprzątaniem nie zajmie mi dłużej niż 20 minut, tak bym szybko mogła wrócic pod koc i do książek.* Wymyśliłam sobie jeszcze, że powinno być pełnoziarniste i z homeopatyczną ilością cukru, tak bym mogła bez wyrzutów sumienia zjeść więcej niż jeden kawałek. Na pomoc przyszło mi specjalne wydanie The Australian Women's Weekly o ciastach, chwila koncentracji i po 15 minutach keks daktylowy z syropem klonowym był już w piekarniku. Po 1,5h od momentu rozpoczęcia akcji "ciasto" keksu już nie było, bo zapach syropu klonowego zwabił całą rodzinę (=nici z podwójnej porcji dla mnie).
Za łatwość wykonania, cudowny zapach i niezwykły smak keks daktylowy awansuje do grupy mojego "comfort food", obok chlebka / keksu bananowego Sophie Dahl. Gorąco polecam!




Keks daktylowy z syropem klonowym
Oryginalny przepis pochodzi z The Australian Women's Weekly "Cakes" - Date and maple loaf. Poniżej przepis z moimi zmianami.

150g drobno pokrojonych suszonych daktyli
80ml (1/3 szklanki) wrzącej wody
1/2 łyżeczki sody
90ml (1/4 szklanki) syropu klonowego
90g miękkiego masła
50g brązowego cukru trzcinowego (w oryginale 75g - 1/3 szklanki)
2 jajka
120g mąki pszennej pełnoziarnistej (3/4 szklanki)
75g mąki pszennej tortowej (1/2 szklanki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

1. Nagrzać piekarnik do 180°C (160°C z termoobiegiem). Keksówkę o wymiarach 14cm x 21cm wyłożyć papierem do pieczenia.

2. Drobno posiekane daktyle zalać wrzątkiem, dodaj sodę i odstawić na 5 minut. Następnie wymieszać z syropem klonowym.

3. Mikserem ubić masło i cukier, aż masa będzie lekka i jasna. Dodawać jajka, jedno po drugim, miksując po każdym dodaniu aż do połączenia składników. Do masy dodać daktyle z wodą, sodą i syropem klonowym. Mąki wymieszać razem z proszkiem do pieczenia i dodać do ciasta w dwóch porcjach, miksując na najniższych obrotach lub używając łyżki. (Mieszać tylko do połączenia składników).

4. Przełożyć ciasto do keksówki, piec ok. 50 minut. Wyjąć z piekarnika, przełożyć na kratkę, a po 10 minutach wyjąć z formy i ostudzić. (teoretycznie - ciasto pachnie tak cudownie, że trudno mu się oprzeć!) Smacznego!



*Książek kulinarnych oczywiście - zaczytuję się w "Kuchni lwowskiej" Andrzeja Fiedoruka i "Local Breads" Daniela Leader'a. Obie są fantastyczne i warte skromnej recenzji, co na pewno niedługo uczynię.

2010-08-27

Historia pewnej dyni.


Bardzo chciałabym umieć opowiadać interesujące i mądre historie. Prawda jednak jest taka, że napisanie każdego zdania przychodzi mi z trudem już od czasów liceum, kiedy to na myśl o eseju, wypracowaniu czy nawet raporcie z laboratorium dostawałam białej gorączki. Przez lata wypracowałam metody (zazwyczaj skuteczne) współżycia z tą moją słabością, zaakceptowałam brak lekkiego pióra czy też talentu literackiego. Od czasu do czasu jednak chciałabym opowiedzieć Wam jakąś ciekawą historię, np. o tym jak dynie opanowały ogród mojego wujka i w poszukiwaniu miejsca wdrapały się na jabłoń i na niej zaczęły owocować. Czy też jak w drodze do Gdańska znaleźliśmy wieelkie pole dyniowe, dynie aż po horyzont - marzenie.
Ale dobra historia potrzebuje suspensu, puenty, odrobiny humoru i emocji, by była ciekawa dla czytelników.* Stwierdziłam więc, że łatwiej opowiedzieć mi historię zdjęciami... zapraszam więc dzisiaj na dyniową sesję zdjęciową z małymi komentarzami i oczywiście przepisami.


Pierwszą tegoroczną dynię (niestety jeszcze nie z nasionek przywiezionych z Węgier, a od znajomego rolnika) rozkroiłam z namaszczeniem, wachąjąc i ciesząc oko jej cudownym kolorem. Powstały z niej moje ulubione placuszki dyniowe i zupa.




Zupa zamarzyła mi się słodka, więc dodałam do niej prawdziwej wanilii, a dla równowagi, by nie była mdła, a jedynie przyjemnie słodka - cytryny. Wyszło cudo, które zjedliśmy z orkiszowymi bułeczkami z suszonymi morelami, śliwkami i daktylami. Całość da się skomentować tylko jednym słowem - poezja.   



Zupa dyniowa waniliowo-cytrynowa

2 kg obranej dyni, pokrojonej w grubą kostkę
3 marchewki, obrane i pokrojne w drobną kostkę
ćwiartka (mały kawałek) selera korzeniowego, obranego i pokrojnego w drobną kostkę
1 mała cebulka, drobno pokrojona
1 cytryna
1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią (10g) lub 1 laska wanilii
4 łyżki oliwy z oliwek
2 kostki bulionu warzywnego (używam wersji bio, bez glutaminanu i soli)
sól, słodka śmietanka 12% do smaku

W garnku z grubym dnem rozgrzać oliwę. Zeszklić na niej cebulkę, dodać marchewkę i seler. Delikatnie podsmażyć cały czas mieszając (ok. 5 minut). Zalać 1,5 - 2 litrami wrzącej wody, dodać kostki bulionu warzywnego, zamieszać. Dodać pokrojoną dynię i gotować ok. 20 minut aż dynia zmięknie. Zupę lekko ostudzić, zmiksować blenderem na krem. Dodać cukier z prawdziwą wanilią lub ziarenka z jednej laski wanilii, doprawić solą. Na koniec wycisnąć sok z cytryny, cały czas smakując - nie chcemy by zupa była kwaśna, zadaniem cytryny jest dodanie tego "czegoś" by zupa nie była mdła. Zupę podawać z kroplą słodkiej śmietanki. Smacznego!



Pełnoziarniste bułeczki orkiszowe z suszonymi owocami
Oryginalny przepis pochodzi z wrześniowego wydania Mojego gotowania. Poniżej wersja z moimi zmianami. 

Przepis na 12 bułeczek.

50g suszonych moreli
50g suszonych daktyli
50g suszonych śliwek, miękkich, bez pestek
400g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (ok. 3szklanek) **
1 łyżeczka drożdży instant (użyłam Dr Oetkera)
1/2 łyżeczki soli
1 1/2 szklanki mleka
2 łyżki miodu
50g masła lub 3 łyżki oliwy

1. Suszone owoce pokroić w drobną kostkę i zalać wrzącą wodą. Odstawić.

2. W małym rondelku podgrzać mleko, miód i masło, aż się rozpuści. Ostudzić do temperatury pokojowej. (ważne - za gorące mleko zabije drożdże!)

3. Do miski przesiać mąkę, dodać drożdże i sól. Wymieszać. Wlać ostudzone mleko z miodem i masłem. Odsączyć owoce i dodać do ciasta. Całość wyrabiać mikserem albo ręką na stolnicy, aż ciasto będzie elastyczne, nieklejące się do rąk. Można delikatnie podsypać mąką (maks. 2 - 3 łyżki) jeśli wyrabiamy ciasto na stolnicy.

4. Przykryć miskę folią i odstawić w ciepłe miejsce na pół godziny do godziny - pierwsze wyrastania. Potem podzielić ciasto na 12 równych części (1 bułeczka - ok. 75g) i uformować bułeczki. Ulożyć na blaszcze wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach 6 - 8cm. Przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce na minimum pół godziny do kolejnego wyrośnięcia.

5. Wyrośnięte bułeczki piec 30 minut w temperaturze 180°C (165°C z termoobiegiem). Ostudzić na kratce. Smacznego!


*Niedoścignionym wzorem pozostaje dla mnie Truskawkowa Ania, na której wpisy nie czekam, a wyczekuję i czytam z nieukrywaną przyjemnością jak najlepszą powieść.
**Można zastąpić mąką pszenną pełnoziarnistą, ale orkisz jest cięższy i ma odrobinę inny, bardziej orzechowy smak.

PS. Fotorelacja z dyniowego pola już wkrótce!
Related Posts with Thumbnails