na warzywa korzeniowe. I mimo, że tęsknię za słonecznymi pomidorami, rzodkiewką, sałatą i innymi wiosenno - letnimi przysmakami, wybieram sezonowe buraki, selery, ziemniaki czy marchewki.
Dzisiaj zapraszam na pyszne gnocchi z dodatkiem pieczonych lub gotowanych buraków, które podaję z prażonymi orzechami laskowymi i pesto. Może to być klasyczne bazyliowe pesto lub np. z rukoli. Przepis podpatrzyłam u Bei z La Tartine Gourmande, poniższa wersja jest z moimi zmianami.
Gnocchi z buraków
4 porcje
200g ugotowanych (lub upiecznych) buraków
400g ugotowanych ziemniaków
sól, pieprz do smaku
70g mąki pszennej
50g mąki ziemniaczanej
2 łyżki mąki z orzechów laskowych
1 jajko
do podania: rukola, pesto, orzechy laskowe
Ziemniaki i buraki przecisnąć przez praskę. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, doprawić solą i pieprzem. W dużym garnku zagotować wodę, posolić.
Ciasto podzielić na 4 części i z każdej uformować wałek. Pokroić go na kluski wielkości 3cm (lub mniejsze wg uznania) i kłaść je na wrzącą wodę. Delikatnie zamieszać. Gdy wypłyną na powierzchnię gotować jeszcze ok. 2 minuty. Łyżką cedzakową wyłożyć na talerz, dokładnie odsączając wodę. Powtarzać aż zużyjemy całe ciasto.
Podawać ciepłe z pesto z bazylii lub rukoli, z świeżą rukolą i siekanymi, podpieczonymi (10min. w 180 stopniach) orzechami włoskimi. Smacznego!
Showing posts with label Pesto alla genovese. Show all posts
Showing posts with label Pesto alla genovese. Show all posts
2011-01-06
2010-08-19
Chlebek z pesto - krok po kroku.
Już jest - a w zasadzie już był, bo zjedliśmy go co do okruszka z pomidorową ze świeżych pomidorów. P. jednak przezornie obfotografował dla mnie i dla Was cały proces przygotowywania, ja obfotografowałam już gotowy chlebek, walcząc ze sobą by nie skubnąć odrobinę. Pachniał cudownie...
Chlebek z pesto to przebój naszego pobytu w Buenos Aires,gdzie w obliczu bazylii tańszej niż woda produkowałam świeże pesto codziennie (w masowej ilości), a chlebek z nim co trzeci dzień. Często zamiast formować bochenek, kroiłam rulon (wyjaśnienie o jakim rulonie mowa znajdziecie w zdjęciach poniżej) w poprzek i piekłam zawijaski z pesto. Taka wytrawna wersja kanelbullar (szwedzkich cynamonowych bułeczek), bardziej elegancka niż chleb, idealna na letnie przyjęcie.
Przepis na to cudo znalazłam na portalu Cookingbread.com, gdzie na podstronie classes można znaleźć solidną ilość ciekawych chlebowych przepisów z dokładnymi instrukcjami i zdjęciami, a wsród nich jako pierwszy dzisiejszy chlebek. Wersja polska przepisu pochodzi z Pracowni wypieków Liski, która dodała od siebie orzeszki piniowe - strzał w dziesiątkę! Poniżej znajdziecie przepis na jeden bochenek (w oryginale dwa), z moimi małymi modyfikacjami.
Jeśli macie chwilkę to polecam przygotowanie własnoręcznie zielonego pesto, chyba nikogo nie muszę przekonywać odnośnie jego wyższości nad słoiczkowym / supermarketowym. W ramach eksperymentów można spróbować też z pesto rosso, jednak to już nie to samo. Co bazylia, to bazylia! Zapraszam na bazyliową ucztę! :)
(zdjęcie poruszone, wiem, ale to wina mojego łakomstwa, tak spieszyło mi się do jedzenia ;))
Chleb z pesto
1 bochenek, keksówka o wymiarach 12,5x20cm
125ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka cukru
35g mleka odtłuszczonego w proszku (1/4 szklanki)
1 1/2 łyżeczki soli
1 1/2 łyżeczki drożdży instant
400g mąki pszennej chlebowej (użyłam typ 750) (2 - 2,5 szklanki w zależności od mąki)
1/2 szklanki pesto
1/2 szklanki tartego parmezanu
12 łyżki orzeszków piniowych
W dużej misce połączyć wodę, oliwę z oliwek, cukier, odtłuszczone mleko w proszku, sól i drożdże instant. Dobrze wymieszać do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodać szklankę mąki i mieszać drewnianą łyżką aż będzie gładkie. Dodać połowę szklanki mąki i zrobić to samo. Teraz posypać połową szklanki mąki stolnicę i położyć na niej ciasto. Zacząć je ugniatać i jeśli zajdzie potrzeba dodać więcej mąki aż ciasto nie będzie przyklejać się do stolnicy. Ugniatać przez około 8 - 10 minut. Dodać trochę oliwy z oliwek do dużej miski (około łyżki). Przełożyć ciasto do miski, przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce na godzinę, by podwoiło objętość.
Wyrośnięte ciasto rozwałkować na prostokąt 20x35 cm. Posmarować pesto, posypać parmezanem i zwinąć wzdłuż dłuższego boku. Następnie przekroić na środku wzdłuż (przecinać ok. 4 cm od górnej części) i spleść je razem tak, by nacięcie z nadzieniem pozostawało na górze.
Przełożyć chleb do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Posypać parmezanem, orzeszkami piniowymi i przykryć folią. Odstawić do wyrastania na ok. godzinę, chleb powinien lekko wystawać ponad blaszkę.
Piekarnik nagrzać do 175°C (165°C z termoobiegiem). Wstawić chleb i piec 35 minut, do czasu zrumienienia. Przez ostatnie 10 - 15 minut przykryć folią aluminiową, by nie spalić orzeszków piniowych. Ostudzić na kratce, smacznego!
Wersja obrazkowa poniżej :)
Etykiety:
bazylia,
chleb,
Chleb z pesto,
Pesto alla genovese
2010-05-15
Prawdziwe gourmet...
... czyli tak naprawdę co? Wyszukane danie kuchni molekuralnej czy sałatka capresse z dojrzałymi pachnącymi pomidorami? Próbowałam znaleźć (ze względu na okoliczności tylko w internecie) polską definicję słowa gourmet. I owszem, coś znalazłam, ale raczej tłumaczenia typu "smakosz", gdy tymczasem w języku angielskim gourmet ma znacznie szersze znaczenie odnoszące się do gotowania i jedzenia jako kultury i sztuki. Nie powinnam być zdziwiona, wszak nie istnieje u nas nawet kierunek studiów jak sztuka kulinarna (culinary arts), a jedynie żywienie zbiorowe czy zawodówki z kierunkiem "kucharz", którym oj daleko do kształcenia prawdziwych szefów kuchni.
Wracając do gourmet - dla mnie wyznacznikiem dań gourmet jest jakość produktów użytych do ich przyrządzenia, a także estetyka podania (w tym i dania molekularne i rustykalne w stylu Jamiego Olivera). Gourmet niesie ze sobą przyjemność jedzenia niekoniecznie związaną z ilością tegoż. To raczej delektowanie się smakiem, zachwyt nad piękną formą, jedzenie i gotowanie jako doświadczenie nie tylko fizyczne, ale i emocjonalne oraz artystyczne.
To jeden z wielu powodów, dla których nie tknę przemysłowego ciasta z cukierni czy hamburgera z McDonalda. To jeden z powodów, z powodu których gotowanie przynosi mi tyle przyjemności.
Czym dla Was jest gourmet? Jakie skojarzenia ze sobą niesie?
Dzisiaj zapraszam na danie z mojej ulubionej ostatnio książki "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan. Makaron, ale inaczej. Gdy wniosłam danie do pokoju P. wykrzyknął "Misia, to jest prawdzwie gourmet!", jedząc zaś pomrukiwał "niezwykłe, niezwykłe" (mimo, że danie jest wybitnie wegetariańskie. Do tej pory jedynie stek argentyński i halibut w Przystani / u Rybaków w Sopocie były w stanie wzbudzić w P. taki zachwyt.)
Conchiglioni nadziewane pesto i cukinią
4 porcje
24 duże muszle (po 6 szt. na porcję) - makaron conchiglioni
3 cukinie (lub 1 cukinia + 1 bakłażan + 2 kolorowe papryki)
2 ząbki czosnku
ok. 5 łyżek oliwy z oliwek
słoiczek bazyliowego pesto (najlepiej domowego)
sól, świeżo zmielony pieprz do smaku
2-3 łyżki świeżo startego parmezanu (do podania)
1. Umyj i obierz cukinie. Pokrój w drobną kostkę, włóż do durszlaka, posól. Odstaw na 15 minut. W międzyczasie wstaw wodę na makaron i ugotuj wg wskazówek na opakowaniu.
2. Obierz czosnek. Ręcznikiem papierowym osusz cukinie. Rozgrzej 2 łyżki oliwy na patelni, na średnim ogniu usmaż połowę cukini z 2 ząbkami czosnku. Przełóż do miski cukinię, czosnek dodaj do pozostałej cukinii - usmaż ją na 2 łyżkach oliwy. Przełóż do miski, czosnek wyrzuć. Ważne: cukinia powinna pozostać lekko chrupiąca, nie chcemy jej rozgotować. Jeśli potrzeba dopraw cukinię solą.
3. Makaron odsącz z wody, dodaj łyżkę oliwy z oliwek i delikatnie wymieszaj. Każdą muszlę nadziej jedną łyżeczką pesto i ok. 3 łyżeczkami cukinii. Ułóż muszle na talerzu - po 6 muszli na porcję, posyp parmezanem i świeżo mielonym pieprzem. Podawaj z lampką schłodzonego białego wina. Smacznego :)
Uwagi:
1. Duże muszle czyli conchiglioni można dostać także po nazwą "jumbo shells".
2. W oryginalym przepisie muszle były nadziewane mieszanką cukini, bakłażanów i kolorowych papryk - propozycja pyszna, jednak bardziej pracochłonna (trzeba min. zdjąć skórki z papryk). Ja postawiłam na cukinie i się nie zawiodłam. Dla P. dodatkowo zrobiłam parę muszli z mieszanych - z cukinią i z bakłażanem (zdjęcie poniżej).
Wracając do gourmet - dla mnie wyznacznikiem dań gourmet jest jakość produktów użytych do ich przyrządzenia, a także estetyka podania (w tym i dania molekularne i rustykalne w stylu Jamiego Olivera). Gourmet niesie ze sobą przyjemność jedzenia niekoniecznie związaną z ilością tegoż. To raczej delektowanie się smakiem, zachwyt nad piękną formą, jedzenie i gotowanie jako doświadczenie nie tylko fizyczne, ale i emocjonalne oraz artystyczne.
To jeden z wielu powodów, dla których nie tknę przemysłowego ciasta z cukierni czy hamburgera z McDonalda. To jeden z powodów, z powodu których gotowanie przynosi mi tyle przyjemności.
Czym dla Was jest gourmet? Jakie skojarzenia ze sobą niesie?
Dzisiaj zapraszam na danie z mojej ulubionej ostatnio książki "Recetas basicas de Italia" Laury Zavan. Makaron, ale inaczej. Gdy wniosłam danie do pokoju P. wykrzyknął "Misia, to jest prawdzwie gourmet!", jedząc zaś pomrukiwał "niezwykłe, niezwykłe" (mimo, że danie jest wybitnie wegetariańskie. Do tej pory jedynie stek argentyński i halibut w Przystani / u Rybaków w Sopocie były w stanie wzbudzić w P. taki zachwyt.)
Conchiglioni nadziewane pesto i cukinią
4 porcje
24 duże muszle (po 6 szt. na porcję) - makaron conchiglioni
3 cukinie (lub 1 cukinia + 1 bakłażan + 2 kolorowe papryki)
2 ząbki czosnku
ok. 5 łyżek oliwy z oliwek
słoiczek bazyliowego pesto (najlepiej domowego)
sól, świeżo zmielony pieprz do smaku
2-3 łyżki świeżo startego parmezanu (do podania)
1. Umyj i obierz cukinie. Pokrój w drobną kostkę, włóż do durszlaka, posól. Odstaw na 15 minut. W międzyczasie wstaw wodę na makaron i ugotuj wg wskazówek na opakowaniu.
2. Obierz czosnek. Ręcznikiem papierowym osusz cukinie. Rozgrzej 2 łyżki oliwy na patelni, na średnim ogniu usmaż połowę cukini z 2 ząbkami czosnku. Przełóż do miski cukinię, czosnek dodaj do pozostałej cukinii - usmaż ją na 2 łyżkach oliwy. Przełóż do miski, czosnek wyrzuć. Ważne: cukinia powinna pozostać lekko chrupiąca, nie chcemy jej rozgotować. Jeśli potrzeba dopraw cukinię solą.
3. Makaron odsącz z wody, dodaj łyżkę oliwy z oliwek i delikatnie wymieszaj. Każdą muszlę nadziej jedną łyżeczką pesto i ok. 3 łyżeczkami cukinii. Ułóż muszle na talerzu - po 6 muszli na porcję, posyp parmezanem i świeżo mielonym pieprzem. Podawaj z lampką schłodzonego białego wina. Smacznego :)
Uwagi:
1. Duże muszle czyli conchiglioni można dostać także po nazwą "jumbo shells".
2. W oryginalym przepisie muszle były nadziewane mieszanką cukini, bakłażanów i kolorowych papryk - propozycja pyszna, jednak bardziej pracochłonna (trzeba min. zdjąć skórki z papryk). Ja postawiłam na cukinie i się nie zawiodłam. Dla P. dodatkowo zrobiłam parę muszli z mieszanych - z cukinią i z bakłażanem (zdjęcie poniżej).
2010-04-25
Zielono mi - bazyliowe pesto.
Czy wiecie skąd pochodzi nazwa "bazylia" (ang. basil)?
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)
Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.
Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.
Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.
Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje). Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.
Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.
Pesto alla genovese
duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)
Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.
Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.
Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.
Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje). Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.
Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.
Pesto alla genovese
duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).
Subscribe to:
Posts (Atom)































