1. Fascynują mnie stare książki kucharskie, które traktuję bardziej jako opowieść o dawnym życiu niż zbiór przepisów.
Powyższa książka kucharska należała do siostry mojej babci, która pochodziła z Kresów Wschodnich. Znalazłam w niej oprócz przepisów na różnorodne chleby i tradycyjne polskie dania, także przepisy "zagraniczne" typu makaroniki czy makaron włoski z parmezanem oraz dokładne instrukcje dotyczące prowadzenia gospodarstwa domowego w tym m.in. wskazówki jak dokarmiać indyka na Wielkanoc.
2. Ogórki małosolne lub domowe kiszone to skończona doskonałość. Potrafię zjeść całe wiaderko, sama. Potrafię także spędzić pół godziny robiąc zdjęcie ostatniemu ogórkowi... ;)
3. Konsumuję patriotycznie ;) tj staram się wybierać polskie marki, nie tylko jeśli chodzi o żywność, ale też w kwestii np. ubrań. Ostatnim moim polskim odkryciem jest firma Bialcon i jej młodsze dziecko Rabarbar - nie tylko zaprojektowane w Polsce, ale tutaj także uszyte. Ubrania odrobinę droższe niż sieciówki, ale za to świetne jakościowo, co jest dla mnie ważne, bo przywiązuję się do ubrań i raczej nie lubię ich zmieniać co sezon.
Poniżej zdjęcie z zeszłorocznej jesiennej kolekcji Bialconu, jeszcze niżej zdjęcie retro-płaszczyka w róże z nowej kolekcji Rabarbaru.
4. Co prawda nie mam jeszcze swojej kuchni, ale już wiem jak będzie wyglądać - układ idealny znalazłam w letnim wydaniu magazynu Ikea Family. Fronty białe (zdecydowanie bardziej retro, niż nowoczesne takie jak są na zdjęciu), biały blat, dwa duże okna, całość na planie kwadratu, czerwone dodatki w tym rubinowy jubileuszowy Kitchen Aid z przezroczystą dzieżą ;)
5. Co rusz odkrywam w sobie nowe pasje - a to zaczęłam obszywać serwetki, a to nie można mnie wyciągnąć ze sklepu ogrodniczego, bo odkryłam w nim niezwykłe nasionka fioletowych marchewek, jeszcze bardziej fioletowych fasolek i trzy odmiany poziomek. Czasami czuję się trochę rozdarta między tangiem, gotowaniem, fotografowaniem, nauką szycia i masą innych rzeczy... Na pewno nigdy się nie nudzę.
6. Posiadam dwie pary jeansów - jedną za małą, jedną za dużą. Cała reszta to sukienki i spódnice. Z czego dwie / trzy czarne, a reszta kolorowe. Uwielbiam barwne ubrania, im ciemniej i zimniej, tym chętniej wybieram mocne, ciepłe kolory. Moje wymarzone tegoroczne jesienne spódnice to żółta i ruda o klasycznych krojach, tuż za kolano. Obie znajdziecie na Asosie (Internetowy sklep z bardzo dużym wyborem znanych i nie tylko marek, jeszcze większymi przecenami. W skrócie: źródło wielu pokus ;)).
7. Starość, która w naszej kulturze jest tematem tabu, mnie jednak nie przeraża, wręcz przeciwnie, lubię o niej myśleć i wyobrażać sobie siebie za 30, 40 lat... Jedno jest pewne - będę tańczyć tango :)
Jeszcze raz dziękuję za zaproszenia do One Lovely Blog Award.
Dziękuję: Mad, Małgosi Z., Doctor, Punktransistor, Elżuni. :)
Showing posts with label inspiracje. Show all posts
Showing posts with label inspiracje. Show all posts
2011-09-16
2011-03-23
Wiosenne inspiracje.
W sumie dwa tygodnie spędzone na chorowaniu to zero gotowania i zdjęć, ale za to dużo czytania. Od deski do deski przeczytałam najnowsze wydanie Wysokich obcasów ekstra, Sensu, Zwierciadła i oczywiście Kuchni. Na pomoc w zabijaniu czasu (którego w innych okolicznościach mam wieczny niedobór) przyszły także dwa magazyny kulinarne online, oba na bardzo wysokim poziomie - jeden angielskojęzyczny, drugi polski. Jedyną ich wadą jest to, że są tylko online - mimo dużego jasnego ekranu ciągle wolę czytać 'na papierze', wycinać ciekawsze przepisy, podkreślać niektóre zdania, zaginać strony, wrzucić gazetę do torebki, by wyciągnąć w razie niebezpieczeństwa baaardzo długiej kolejki.
Sweet Paul - najnowszy numer w całości poświęcony jest dzieciom. Znajdziemy w nim przepisy na ulubione dania najmłodszych - w tym spaghetti z sosem pomidorowym i klopsikami, placuszki cukiniowe z domowym cytrynowym majonezem, placuszki ziemniaczane na słodko oraz cały dział przepisów dla niejadków - czyli np. bułeczki w kształcie ślimaka, jadalny naszyjnik czy łódeczki z ryżem i warzywami. Mnie szczególnie kusi wilgotne ciasto z musem jabłkowym - Grandma Johnson's Applesauce Cake.
Lawendowy dom to pierwszy polski magazyn online nie tylko o kulinariach, ale także o stylu życia, podróżach i modzie. Lawendowy dom nie ustępuje jakością zdjęć, grafiki i pomysłów magazynowi Sweet Paul za co należą się brawa całej ekipie, która go stworzyła, a w szczególności Beacie Lipov - redaktor naczelnej, pomysłodawczyni, autorce bloga Lawendowy dom. Z przepisów najchętniej wypróbuję wiosenną sałatkę z przepiórczymi jajkami i cytrynową oliwą oraz brokułowy suflet.
Jeśli podoba Wam się estetyka Sweet Paul i Lawendowego domu, zerknijcie też koniecznie do nowego wiosennego katalogu duńskiego Green Gate. W Polsce ich wyroby można kupić online (Wonderhome, Fiorello) - jeśli znacie sklep, gdzie można kupić je osobiście, dajcie znać - chętnie się wybiorę nacieszyć oko :)
Dużo przepięknych i kolorowych groszków znajdziecie też w nowej kolekcji Tchibo - miseczki, kubki, kieliszki do jajek. W ofercie są także dość trudno dostępne w Polsce formy do tart i tartaletek z wyjmowanym dnem oraz słoiki do przetworów firmy Weck, w których można upiec także krem (np. czekoladowo - korzenny z La Tartine Gourmande) lub ciasto. Idealnie nada się do tego proste (ale jakie pyszne!) maślane ciasto z duszonymi jabłkami lub gruszkami. W sam raz na przeczekanie do sezonu truskawkowego :) Słoiczki Weck dopiero planuje zakupić, więc ciasto upiekłam w silikonowej formie o średnicy 26cm (firma silikomart zakupione w K2). Spokojnie też wyjdzie w prostokątnej blaszce lub zwykłej okrągłej tortownicy.
Maślane ciasto z duszonymi jabłkami
na podst. The Australian Women's Weekly caramelised apple buttercake, z moimi zmianami
duszone jabłka:
400g jabłek (dwa duże / trzy mniejsze), obranych i pokrojonych w cienkie kawałki
30g masła
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
1 łyżka cukru trzcinowego (lub więcej, do smaku)
Na dużej patelni rozpuść masło, dodaj cukier z wanilią i trzcinowy oraz jabłka. Smaż przez ok. 5 minut aż jabłka będą miękkie (ale nie rozlatujące się). Ostudź.
ciasto:
125g miękkiego masła
100g cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (lub cukru waniliowego)
2 jajka,w temp. pokojowej
1szklanka (250ml) maślanki
250g mąki pszennej tortowej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
Przygotuj okrągłą formę o średnicy 26cm - wysmaruj masłem i wysyp bułką tartą lub wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzej do 180°C (160°C z termoobiegiem).
Masło dokładnie zmiksuj z cukrem i ekstraktem waniliowym na białą puszystą masę. Ciągle miksując dodaj jedno jajko, a gdy dobrze połączy się z masłem i cukrem, dodaj drugie.
W osobnej misce wymieszaj mąkę z proszkiem i sodą.
Do masy maślano - jajecznej dodaj maślankę, zmiksuj do połączenia składników. Dodaj mąkę z proszkiem i sodą, wymieszaj dużą łyżką tylko do połączenia się składników. Do formy przełóż połowę gotowego ciasta, na to wyłóż jabłka zostawiając ok. 2cm odstępu od brzegu formy. Na jabłka wylej pozostałe ciasto.
Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez 1h. Ostudź na kratce i po ok. 10 minutach wyjmij ciasto z góry nogami z formy. Ciasto jest b. smaczne jeszcze ciepłe z gałką lodów waniliowych lub cynamonowych. Smacznego!
Sweet Paul - najnowszy numer w całości poświęcony jest dzieciom. Znajdziemy w nim przepisy na ulubione dania najmłodszych - w tym spaghetti z sosem pomidorowym i klopsikami, placuszki cukiniowe z domowym cytrynowym majonezem, placuszki ziemniaczane na słodko oraz cały dział przepisów dla niejadków - czyli np. bułeczki w kształcie ślimaka, jadalny naszyjnik czy łódeczki z ryżem i warzywami. Mnie szczególnie kusi wilgotne ciasto z musem jabłkowym - Grandma Johnson's Applesauce Cake.
Lawendowy dom to pierwszy polski magazyn online nie tylko o kulinariach, ale także o stylu życia, podróżach i modzie. Lawendowy dom nie ustępuje jakością zdjęć, grafiki i pomysłów magazynowi Sweet Paul za co należą się brawa całej ekipie, która go stworzyła, a w szczególności Beacie Lipov - redaktor naczelnej, pomysłodawczyni, autorce bloga Lawendowy dom. Z przepisów najchętniej wypróbuję wiosenną sałatkę z przepiórczymi jajkami i cytrynową oliwą oraz brokułowy suflet.
Jeśli podoba Wam się estetyka Sweet Paul i Lawendowego domu, zerknijcie też koniecznie do nowego wiosennego katalogu duńskiego Green Gate. W Polsce ich wyroby można kupić online (Wonderhome, Fiorello) - jeśli znacie sklep, gdzie można kupić je osobiście, dajcie znać - chętnie się wybiorę nacieszyć oko :)
Dużo przepięknych i kolorowych groszków znajdziecie też w nowej kolekcji Tchibo - miseczki, kubki, kieliszki do jajek. W ofercie są także dość trudno dostępne w Polsce formy do tart i tartaletek z wyjmowanym dnem oraz słoiki do przetworów firmy Weck, w których można upiec także krem (np. czekoladowo - korzenny z La Tartine Gourmande) lub ciasto. Idealnie nada się do tego proste (ale jakie pyszne!) maślane ciasto z duszonymi jabłkami lub gruszkami. W sam raz na przeczekanie do sezonu truskawkowego :) Słoiczki Weck dopiero planuje zakupić, więc ciasto upiekłam w silikonowej formie o średnicy 26cm (firma silikomart zakupione w K2). Spokojnie też wyjdzie w prostokątnej blaszce lub zwykłej okrągłej tortownicy.
Maślane ciasto z duszonymi jabłkami
na podst. The Australian Women's Weekly caramelised apple buttercake, z moimi zmianami
duszone jabłka:
400g jabłek (dwa duże / trzy mniejsze), obranych i pokrojonych w cienkie kawałki
30g masła
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią
1 łyżka cukru trzcinowego (lub więcej, do smaku)
Na dużej patelni rozpuść masło, dodaj cukier z wanilią i trzcinowy oraz jabłka. Smaż przez ok. 5 minut aż jabłka będą miękkie (ale nie rozlatujące się). Ostudź.
ciasto:
125g miękkiego masła
100g cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (lub cukru waniliowego)
2 jajka,w temp. pokojowej
1szklanka (250ml) maślanki
250g mąki pszennej tortowej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
Przygotuj okrągłą formę o średnicy 26cm - wysmaruj masłem i wysyp bułką tartą lub wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzej do 180°C (160°C z termoobiegiem).
Masło dokładnie zmiksuj z cukrem i ekstraktem waniliowym na białą puszystą masę. Ciągle miksując dodaj jedno jajko, a gdy dobrze połączy się z masłem i cukrem, dodaj drugie.
W osobnej misce wymieszaj mąkę z proszkiem i sodą.
Do masy maślano - jajecznej dodaj maślankę, zmiksuj do połączenia składników. Dodaj mąkę z proszkiem i sodą, wymieszaj dużą łyżką tylko do połączenia się składników. Do formy przełóż połowę gotowego ciasta, na to wyłóż jabłka zostawiając ok. 2cm odstępu od brzegu formy. Na jabłka wylej pozostałe ciasto.
Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez 1h. Ostudź na kratce i po ok. 10 minutach wyjmij ciasto z góry nogami z formy. Ciasto jest b. smaczne jeszcze ciepłe z gałką lodów waniliowych lub cynamonowych. Smacznego!
2011-02-20
The Baked brownie.
Nic nie sprawia mi więcej przyjemności w zimowy (ach, niestety ciągle jeszcze...) wieczór niż kokilka z zapieczonym czekoladowym kremem i tangowe filmiki na youtube. I małe zakupy na Amazonie... Odkąd odkryłam, że wysyłka do Polski jest za darmo, moja wish list powiększyła się do niepokojących rozmiarów. Jako, że po raz kolejny nie wygrałam miliona w lotka, nie mogę przerzucić po prostu całej listy do koszyka - zamiast tego robię dokładną selekcję i godzinami wybieram książkę, którą zamówię. Wszystko oczywiście z wielką przyjemnością.
Tym razem wybór padł na Baked, książkę przedstawiającą przepisy z nowojorskiej piekarni / cukierni pod taką samą nazwą autorstwa dwóch utalentowanych przyjaciół Matta Lewisa i Renato Poliafito. Znajdziemy w niej - oprócz pięknych zdjęć i oryginalnej szaty graficznej - dokładne i pełne wskazówek przepisy na amerykańskie klasyki takie jak chociażby red velvet cake, chocolate chip cookies i oczywiście brownie. Brownie wyjątkowe i to nie dlatego, że ulubione przez Oprah Winfrey i Marthę Stewart. Wilgotne, bardzo czekoladowe, nie za słodkie (o dziwo!). Najlepsze jakie do tej pory jadłam, a upiekłam ich już naprawdę całkiem sporo. Polecam gorąco, nie tylko z okazji Czekoladowego Weekendu!
Brownie
przepis na formę 23cm na 33cm (piekłam w 25cm na 30cm), ok. 20 porcji
1 1/4 szklanki mąki
1 łyżeczka soli (dałam 1/2 łyżeczki)
2 łyżki prawdziwego niesłodzonego kakao
300g gorzkiej czekolady dobrej jakości (60 - 70% kakao)
230g masła
1 łyżeczka kawy instant
1 1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki cukru trzcinowego demerara lub jasnego muscovado
5 dużych jajek, w temperaturze pokojowej
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
Formę wyłóż papierem do pieczenia lub wysmaruj masłem. Piekarnik nagrzej do 175°C.
Masło, czekoladę i kawę włóż do rondla i rozpuść w kąpieli wodnej (lub na bardzo małym ogniu) cały czas mieszając. Wyłącz gaz, ale trzymaj rondel ciągle nad wodą i dodaj cukier mieszając aż całkowicie się połączy z masłem i czekoladą. Ostudź do temperatury pokojowej.
W osobnej misce wymieszaj mąkę, sól i kakao.
Do ostudzonej czekoladowej masy dodaj 3 jajka, mieszając tylko do momentu połączenia. Dodaj kolejne 3 i także mieszaj tylko do momentu połączenia się z masą. Dodaj wanilię. Używając dużej drewnianej łyżki lub silikonowej szpatułki dodaj do masy mąkę. Wymieszaj delikatnie tylko do połączenia składników.
Ciasto przelej do formy i wstaw do piekarnika na 30 minut. Po 15 minutach obróć blaszkę, aby ciasto upiekło się równomiernie. Uwaga: brownie nie pieczemy do suchego patyczka. Ciasto ma być wilgotne, a patyczek delikatnie obklejony. Ostudź przed pokrojeniem. Smacznego!
PS. W Wilnie do 8 marca zobaczyć można czekoladowy pokój - ja nie mogę, ale może ktoś z Was się skusi? Zrobiony z 300kg czekolady... ach...
Tym razem wybór padł na Baked, książkę przedstawiającą przepisy z nowojorskiej piekarni / cukierni pod taką samą nazwą autorstwa dwóch utalentowanych przyjaciół Matta Lewisa i Renato Poliafito. Znajdziemy w niej - oprócz pięknych zdjęć i oryginalnej szaty graficznej - dokładne i pełne wskazówek przepisy na amerykańskie klasyki takie jak chociażby red velvet cake, chocolate chip cookies i oczywiście brownie. Brownie wyjątkowe i to nie dlatego, że ulubione przez Oprah Winfrey i Marthę Stewart. Wilgotne, bardzo czekoladowe, nie za słodkie (o dziwo!). Najlepsze jakie do tej pory jadłam, a upiekłam ich już naprawdę całkiem sporo. Polecam gorąco, nie tylko z okazji Czekoladowego Weekendu!
Brownie
przepis na formę 23cm na 33cm (piekłam w 25cm na 30cm), ok. 20 porcji
1 1/4 szklanki mąki
1 łyżeczka soli (dałam 1/2 łyżeczki)
2 łyżki prawdziwego niesłodzonego kakao
300g gorzkiej czekolady dobrej jakości (60 - 70% kakao)
230g masła
1 łyżeczka kawy instant
1 1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki cukru trzcinowego demerara lub jasnego muscovado
5 dużych jajek, w temperaturze pokojowej
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
Formę wyłóż papierem do pieczenia lub wysmaruj masłem. Piekarnik nagrzej do 175°C.
Masło, czekoladę i kawę włóż do rondla i rozpuść w kąpieli wodnej (lub na bardzo małym ogniu) cały czas mieszając. Wyłącz gaz, ale trzymaj rondel ciągle nad wodą i dodaj cukier mieszając aż całkowicie się połączy z masłem i czekoladą. Ostudź do temperatury pokojowej.
W osobnej misce wymieszaj mąkę, sól i kakao.
Do ostudzonej czekoladowej masy dodaj 3 jajka, mieszając tylko do momentu połączenia. Dodaj kolejne 3 i także mieszaj tylko do momentu połączenia się z masą. Dodaj wanilię. Używając dużej drewnianej łyżki lub silikonowej szpatułki dodaj do masy mąkę. Wymieszaj delikatnie tylko do połączenia składników.
Ciasto przelej do formy i wstaw do piekarnika na 30 minut. Po 15 minutach obróć blaszkę, aby ciasto upiekło się równomiernie. Uwaga: brownie nie pieczemy do suchego patyczka. Ciasto ma być wilgotne, a patyczek delikatnie obklejony. Ostudź przed pokrojeniem. Smacznego!
PS. W Wilnie do 8 marca zobaczyć można czekoladowy pokój - ja nie mogę, ale może ktoś z Was się skusi? Zrobiony z 300kg czekolady... ach...
2010-08-12
Retro inspiracje.
... czyli o tym jak powstały retro-maliny i nie tylko :)
Zdjęcia z polaroidu lub też z takim efektem kolorystycznym fascynują mnie od dawna, a blog Delie About a boy przeglądam z wypiekami na twarzy. Photoshop mnie jednak męczy (czy też brak czasu nie pozwala na dostateczne na nim skupienie), więc bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam program, który przerobi zdjęcia za mnie. Nazywa się Poladroid i uzależnia. Ofiarą padły nie tylko maliny, ale też i jagody... i tysiące innych zdjęć.
Drugie moje odkrycie to Bake It Pretty - sklep internetowy z szerokim wyborem wszelkiego rodzaju akcesoriów do pieczenia. I chociaż nie używam sztucznych barwników do pieczenia czy cukierkowych dekoracji, to zachwyciłam się papilotkami do muffinek. Nie mogę się zdecydować czy wolę te czerwone w białe kropeczki, czy może niebieskie albo w kratkę. Na razie chyba jednak pozostanę przy przeglądaniu strony, gdyż ceny wysyłki są niestety wysokie, ale może kiedyś... na jakąś specjalną okazję :)
Kropeczki / 'polka dots' / są dla mnie z definicji wzorem retro i nigdy ich za dużo, więc gdy zobaczyłam letni katalog Green Gate podskoczyłam z radości. Kropeczek w nim jest pod dostatkiem! Green Gate to skandynawska firma produkująca porcelanę i różnorodne artykuły dekoracyjne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to wzornictwo Jackpota przeniesione z pięknych swetrów, szalików i sukienek na porcelanę. Na szczęście nie musimy jechać do Kopenhagi (chociaż taką wycieczką nie pogardziłabym, oj nie) by zakupić jakieś cudeńko tej firmy, albowiem spora część asortymentu dostępna jest w polskim sklepie internetowym Fiorello. Wiem, że dopiero jest połowa sierpnia, ale przeglądając Fiorello mam ochotę zacząć pisać list do św. Mikołaja... ;)
Zdjęcia z polaroidu lub też z takim efektem kolorystycznym fascynują mnie od dawna, a blog Delie About a boy przeglądam z wypiekami na twarzy. Photoshop mnie jednak męczy (czy też brak czasu nie pozwala na dostateczne na nim skupienie), więc bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam program, który przerobi zdjęcia za mnie. Nazywa się Poladroid i uzależnia. Ofiarą padły nie tylko maliny, ale też i jagody... i tysiące innych zdjęć.
Drugie moje odkrycie to Bake It Pretty - sklep internetowy z szerokim wyborem wszelkiego rodzaju akcesoriów do pieczenia. I chociaż nie używam sztucznych barwników do pieczenia czy cukierkowych dekoracji, to zachwyciłam się papilotkami do muffinek. Nie mogę się zdecydować czy wolę te czerwone w białe kropeczki, czy może niebieskie albo w kratkę. Na razie chyba jednak pozostanę przy przeglądaniu strony, gdyż ceny wysyłki są niestety wysokie, ale może kiedyś... na jakąś specjalną okazję :)
Kropeczki / 'polka dots' / są dla mnie z definicji wzorem retro i nigdy ich za dużo, więc gdy zobaczyłam letni katalog Green Gate podskoczyłam z radości. Kropeczek w nim jest pod dostatkiem! Green Gate to skandynawska firma produkująca porcelanę i różnorodne artykuły dekoracyjne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to wzornictwo Jackpota przeniesione z pięknych swetrów, szalików i sukienek na porcelanę. Na szczęście nie musimy jechać do Kopenhagi (chociaż taką wycieczką nie pogardziłabym, oj nie) by zakupić jakieś cudeńko tej firmy, albowiem spora część asortymentu dostępna jest w polskim sklepie internetowym Fiorello. Wiem, że dopiero jest połowa sierpnia, ale przeglądając Fiorello mam ochotę zacząć pisać list do św. Mikołaja... ;)
Etykiety:
inspiracje
2010-05-20
Garść inspiracji.
Garść pierwsza:
Letnia kolekcja akcesoriów do domu i do kuchni Anthropologie. Bajkowe. Mi najbardziej podobają się deseczki do krojenia w kształcie klonowych liści i delikatne miseczki z japońskiej porcelany.
Garść druga:
Przepiękny blog Francuzki, której mąż jest Węgrem, a mieszkają wspólnie w Nowej Zelandii. Fotografia, jedzenie i sztuka. Czy też jedzenie, które jest sztuką, jak te jesienne tartaletki.
Garść trzecia:
Przepisy ilustrowane czyli "Oni rysują i gotują" (oryg.: "they draw and cook"). Przeglądanie tych przepisów sprawia, że chciałabym wyciągnąć moje kredki z dzieciństwa i zacząć ilustrować moje przepisy zamiast fotografować. ;)
Garść czwarta i ostatnia:
Jim Lahey i jego no knead bread, czyli chleb bez wyrabiania, którego przygotowanie to fraszka igraszka. A smak - boski. O Jimie słyszałam już parę razy, głośno o nim na różnych blogach kulinarnych, ale dopóki nie spróbowałam chleba upieczonego jego metodą nie byłam przekonana co do jej "rewelacyjności". U naszych tangowych przyjaciół (Duranta i Violety), którzy także prowadzą kulinarny portal o slow food the viand i którzy poczęstowali nas chlebem Lahey'a, znalezłam link do filmu, w którym Lahey pokazuje Markowi Bittmanowi z New York Times'a jak przygotować no knead bread. Pod koniec filmu Lahey mówi "Upewnij się, że każdy ma dostęp do tego. [filmu i przepisu]. To jest mój cel." (oryg.: "Make sure everyone has access to it. That's the goal."). Jestem za!
Jako, że w BsAs nie posiadam garnka żeliwnego, będzie to pierwszy chleb jaki upiekę, gdy wrócę do Polski (już tydzień, ależ ten czas szybko leci...). Tymczasem zapraszam na filmik:
PS.: Jim Lahey wydał też książkę "My bread", w której znajdziemy różne przepisy w oparciu o jego metodę. Nie wiem kiedy to się stało, ale książka już jest w moim koszyku na Amazonie. ;)
PS. II: Fotorelacja z wycieczki do Tigre i delty Parany już wkrótce, nie zapomniałam o niej! :)
Letnia kolekcja akcesoriów do domu i do kuchni Anthropologie. Bajkowe. Mi najbardziej podobają się deseczki do krojenia w kształcie klonowych liści i delikatne miseczki z japońskiej porcelany.
Garść druga:
Przepiękny blog Francuzki, której mąż jest Węgrem, a mieszkają wspólnie w Nowej Zelandii. Fotografia, jedzenie i sztuka. Czy też jedzenie, które jest sztuką, jak te jesienne tartaletki.
Garść trzecia:
Przepisy ilustrowane czyli "Oni rysują i gotują" (oryg.: "they draw and cook"). Przeglądanie tych przepisów sprawia, że chciałabym wyciągnąć moje kredki z dzieciństwa i zacząć ilustrować moje przepisy zamiast fotografować. ;)
Garść czwarta i ostatnia:
Jim Lahey i jego no knead bread, czyli chleb bez wyrabiania, którego przygotowanie to fraszka igraszka. A smak - boski. O Jimie słyszałam już parę razy, głośno o nim na różnych blogach kulinarnych, ale dopóki nie spróbowałam chleba upieczonego jego metodą nie byłam przekonana co do jej "rewelacyjności". U naszych tangowych przyjaciół (Duranta i Violety), którzy także prowadzą kulinarny portal o slow food the viand i którzy poczęstowali nas chlebem Lahey'a, znalezłam link do filmu, w którym Lahey pokazuje Markowi Bittmanowi z New York Times'a jak przygotować no knead bread. Pod koniec filmu Lahey mówi "Upewnij się, że każdy ma dostęp do tego. [filmu i przepisu]. To jest mój cel." (oryg.: "Make sure everyone has access to it. That's the goal."). Jestem za!
Jako, że w BsAs nie posiadam garnka żeliwnego, będzie to pierwszy chleb jaki upiekę, gdy wrócę do Polski (już tydzień, ależ ten czas szybko leci...). Tymczasem zapraszam na filmik:
PS.: Jim Lahey wydał też książkę "My bread", w której znajdziemy różne przepisy w oparciu o jego metodę. Nie wiem kiedy to się stało, ale książka już jest w moim koszyku na Amazonie. ;)
PS. II: Fotorelacja z wycieczki do Tigre i delty Parany już wkrótce, nie zapomniałam o niej! :)
Etykiety:
inspiracje,
Jim Lahey
Subscribe to:
Posts (Atom)























.jpg)



