Bardzo szybkie i smaczne ucierane ciasto w sam raz na koniec zimy, kiedy zakup szarej renety lub innych jabłek do pieczenia jest już prawie niemożliwy, a do rodzimych truskawek jeszcze daleko.
Do ciasta użyłam cytryny ekologicznej - tylko wtedy nie boję się, że skórka jest nafaszerowana środkami przeciwpleśniowymi i innymi chemikaliami, jeśli nie macie pod nosem sklepu z takimi cytrusami może skusicie się na cytryny i pomarańcze prosto z Sycylii? (ja właśnie przymierzam się do zamówienia, Atria z Ziołowego Zakątka już zamówiła)
Orzeszki pinii to zdecydowanie luksus, ale to właśnie ich aromat i smak sprawia, że zwyczajne ciasto cytrynowe staje się bardzo gourmet.
Zostawiam Was ze zdjęciami i przepisem, a sama biegnę zjeść lunch - carpaccio z pieczonych buraków z fetą, z prażonymi pestkami dyni, świeżym tymiankiem i odrobiną oliwy z pestek dyni (na pewno o nim napiszę, tymczasem zdjęcie można zobaczyć tutaj)
Ciasto cytrynowe z orzeszkami pinii
na podst. lemon sour cream cake z książki "Cakes" The Australian Women's Weekly
250g miękkiego masła
1 łyżka startej skórki z cytryny
1 szklanka cukru (220g, w oryginale: 2 szklanki cukru, 440g)
6 jajek (w temperaturze pokojowej)
3/4 szklanki (180g) gęstej kwaśnej śmietany 18%
2 szklanki (300g) mąki tortowej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki orzeszków pinii
1 łyżka cukru trzcinowego demerara
2 łyżki miodu (w oryginale: 1/4 szklanki, 90g) - opcjonalnie
Przygotuj kwadratową formę o boku 23 cm (może też być trochę większa blaszka, ciasto będzie tylko niższe) - wysmaruj masłem i wysyp bułką tartą lub wyłóż papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzej do 170°C (150°C z termoobiegiem).
Masło dokładnie zmiksuj / utrzyj z cukrem i skórką cytrynową. Ciągle miksując dodaj jedno jajko, a gdy dobrze połączy się z masłem i cukrem, dodaj kolejne i tak po kolei, aż dodasz 6 jajek. W osobnej misce wymieszaj mąkę z proszkiem i sodą. Do masy jajecznej dodaj mąkę z proszkiem i śmietanę, w dwóch partiach, miksując tylko do połączenia składników. Wylej masę do formy i wstaw natychmiast do nagrzanego piekarnika na 15 minut.
W międzyczasie wymieszaj orzeszki pinii z cukrem trzcinowym.
Po 15 minutach szybko wyjmij ciasto z piekarnika (nie wyłączając go) i szybko wysyp na nim mieszankę orzeszków z cukrem, delikatnie wgniatając je w masę. Wstaw natychmiast ponownie do piekarnika na 45 minut.
Upieczone ciasto ostudź na kratce, a następnie polej miodem (jeśl jest gęsty to podgrzej go w garnuszku). Smacznego!
Showing posts with label orzeszki pinii. Show all posts
Showing posts with label orzeszki pinii. Show all posts
2012-03-10
2010-05-12
Słoneczne pesto.
Są takie dni, kiedy nic mi się nie chce. Kiedy zawijam się w koc z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach. Kiedy zjadłabym coś dobrego, ale nie mam siły na skomplikowane dania i długie stanie w kuchni. Wstawiam więc wodę na makaron, do którego przygotowuję prosty sos. Dzisiaj padło na dyniowe pesto, które wypatrzyłam na niezwykle inspirującym blogu Asi - Kwestia Smaku. Jako że purée z dyni ostatnio gości niemal na stałe w naszej lodówce, zrobienie pesto zajęło mi mniej czasu niż ugotowanie makaronu. Zmieniłam odrobinę proporcje, by uzyskać wyraźniejszy smak pieczonej dyni piżmowej, który uwielbiam. Zmniejszyłam także ilość - moje pesto zrobiłam z połowy porcji, która wydaje mi się być wystarczająca na 4 porcje makaronu.
Smak tego pesto jest wyrafinowany. Delikatny, ale ma to coś. Plus ma niesamowity słoneczny kolor, który przegania wszelkie jesienne smutki :) Polecam koniecznie z pełnoziarnistym makaronem.
Pesto z pieczonej dyni
Oryginalny przepis pochodzi z Kwestii Smaku.
3/4 szklanki purée z dyni (użyłam dyni piżmowej)
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin
1/3 szklanki startego parmezanu
1/3 szklanki zrumienionych na suchej patelni orzeszków pinii
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli
świeżo mielony pieprz do smaku
Opcjonalnie do dekoracji makaronu:
zrumienione na suchej patelni orzeszki pinii
drobno pokrojona natka pietruszki
świeżo starty parmezan
Wszystkie składniki zmiksować (użyłam ręcznego blendera). Wymieszać z ciepłym makaronem i podawać udekorowane natką pietruszki i dodatkowym orzeszkami pinii. Dla tych bardziej 'serowych' - ze świeżo startym parmezanem. Smacznego!
Smak tego pesto jest wyrafinowany. Delikatny, ale ma to coś. Plus ma niesamowity słoneczny kolor, który przegania wszelkie jesienne smutki :) Polecam koniecznie z pełnoziarnistym makaronem.
Pesto z pieczonej dyni
Oryginalny przepis pochodzi z Kwestii Smaku.
3/4 szklanki purée z dyni (użyłam dyni piżmowej)
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin
1/3 szklanki startego parmezanu
1/3 szklanki zrumienionych na suchej patelni orzeszków pinii
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli
świeżo mielony pieprz do smaku
Opcjonalnie do dekoracji makaronu:
zrumienione na suchej patelni orzeszki pinii
drobno pokrojona natka pietruszki
świeżo starty parmezan
Wszystkie składniki zmiksować (użyłam ręcznego blendera). Wymieszać z ciepłym makaronem i podawać udekorowane natką pietruszki i dodatkowym orzeszkami pinii. Dla tych bardziej 'serowych' - ze świeżo startym parmezanem. Smacznego!
Etykiety:
dynia,
makaron (pasta),
orzeszki pinii,
parmezan,
Pesto z pieczonej dyni,
Włochy
2010-04-27
Brzydkie, ale smaczne - pesto rosso.
Pesto rosso jest chyba jednym z najmniej fotogenicznych sosów jakie robiłam. Składniki same w sobie są piękne i smakowite - świeża bazylia, suszone pomidory, oliwa z oliwek... po zmiksowaniu jednak... hmm... Niech to Was jednak nie zniechęci - pesto rosso jest przepyszne i niezastąpione nie tylko do makaronu ale i do bruschetty, sałatki makaronowej, grillowanego kurczaka czy warzyw. Smak pesto rosso jest mocny i wyraźny, bardzo pomidorowy, z kremową nutą dzięki nerkowcom i aromatycznym akcentem bazyliowym. Dla nieśmiałych i początkujących polecam zaczać od małej ilości sosu i dodać więcej w razie potrzeby. W lodówce można je przechowywać dłużej niż pesto alla genovese, o którym pisałam ostatnio.
Pesto rosso nazywane bywa też pesto alla siciliana. I chociaż na Sycylii jeszcze nie byłam, to już samo przygotowanie tego sosu przenosi mnie na słoneczne południe Włoch. Tak jak i pesto alla genovese wersji pesto alla siciliana jest dużo. Spotkałam się z dodatkiem oliwek, kaparów, a nawet pietruszki. Zachęcam do eksperymentów, a dzisiaj zapraszam na moją ulubioną wersję pesto rosso :)
Pesto rosso (pesto alla siciliana)
szklanka świeżej bazylii
3 łyżki świeżo startego parmezanu
6 suszonych pomidorów (z oliwy)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka orzeszków pinii (opcjonalnie, ja jednak bardzo je lubię)
3 łyżki nerkowców (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
1 żąbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 łyżeczki soli
świeżo zmielony pieprz do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Można przechowywać w lodówce do tygodnia: umieścić w czystej miseczce, wylać łyżkę / dwie oliwy tak by utworzyła cienką warstwę na pesto, szczelnie przykryć folią spożywczą.
Gdyby sos był za gęsty przed podaniem można go rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu.
Pesto rosso nazywane bywa też pesto alla siciliana. I chociaż na Sycylii jeszcze nie byłam, to już samo przygotowanie tego sosu przenosi mnie na słoneczne południe Włoch. Tak jak i pesto alla genovese wersji pesto alla siciliana jest dużo. Spotkałam się z dodatkiem oliwek, kaparów, a nawet pietruszki. Zachęcam do eksperymentów, a dzisiaj zapraszam na moją ulubioną wersję pesto rosso :)
Pesto rosso (pesto alla siciliana)
szklanka świeżej bazylii
3 łyżki świeżo startego parmezanu
6 suszonych pomidorów (z oliwy)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1 łyżka orzeszków pinii (opcjonalnie, ja jednak bardzo je lubię)
3 łyżki nerkowców (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
1 żąbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 łyżeczki soli
świeżo zmielony pieprz do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Można przechowywać w lodówce do tygodnia: umieścić w czystej miseczce, wylać łyżkę / dwie oliwy tak by utworzyła cienką warstwę na pesto, szczelnie przykryć folią spożywczą.
Gdyby sos był za gęsty przed podaniem można go rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu.
2010-04-25
Zielono mi - bazyliowe pesto.
Czy wiecie skąd pochodzi nazwa "bazylia" (ang. basil)?
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)
Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.
Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.
Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.
Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje). Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.
Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.
Pesto alla genovese
duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).
Jak wyczytałam w Larousse Gastronomique - od greckiego słowa basilikos, którego znaczenie jest "królewski", albowiem tylko osoba należąca do rodziny królewskiej mogła zrywać bazylię. :)
Bazylia to moja ulubiona przyprawa. Uwielbiam jej zapach przywodzący na myśl cytrynę i jaśmin, wspaniały zielony kolor i to jak idealnie komponuje się z moimi ulubionymi pomidorami i mozarellą. Uwielbiam bazylię świeżą, prawie nie uznaję suszonej, gdyż traci ona większość swojego aromatu. Świeża niestety potrzebuje dużo słońca, którego w Polsce mamy tak niewiele. Dlatego teraz, będąc w jesiennym już, ale wciąż słonecznym Buenos Aires, korzystam i zajadam się bazylią. Wielki pęczek, odpowiednik 2 krzaczków, które można kupić w Polsce w supermarkecie, kosztuje zaledwie 3 peso (ok. 2 zł). Trwałość zerwanej bazylii jest jednak bardzo krótka, dlatego co drugi dzień robię pesto.
Genialny pomysł by zatrzymać zapach i smak bazylii poprzez utarcie jej z oliwą z oliwek, orzeszkami pinii i parmezanem pochodzi z Ligurii we Włoszech. Obowiązkowy jest także dodatek ząbka czosnku, czasami dodaje się także orzechy włoskie i łyżkę owczego sera pecorino o nieco ostrzejszym niż parmezan smaku. Tradycyjnie pesto uciera się w moździerzu, jednak bez obawy możemy je zmiksować blenderem lub malakserem. Gotowe pesto, które możemy kupić w supermarkecie to dobry fast food nieporównywalny jednak do pesto zrobionego w domu ze świeżych składników.
Do kluczowych skłądników pesto należy dobra oliwa z oliwek (najlepiej extra virgin), orzeszki pinii i duża ilość słonecznej bazylii. Tylko z najlepszych składników uzyskamy pyszny sos, który możemy użyć nie tylko do makaronu. Pesto idealnie nadaje się jako pasta do grzanek, jako dodatek do pieczonej ryby (np. łososia), zupy czy też jako sos do duszonych czy piecznych warzyw (np. cukinii i bakłażana). Nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez pesto; sama się sobie dziwię, że pisze o nim dopiero teraz.
Z rzeczy ważnych: bazyli nie można podgrzewać. W gotowaniu dodaje się ją na samym końcu, tuż przed podaniem potrawy. Bazylia pod wpływem ciepła ciemnieje i staje się gorzka. Gotowe pesto przechowuję szczelnie przykryte w lodówce do maksymalnie tygodnia (chociaż najepsze jest świeże - z czasem ciemnieje). Dodaję je do ugotowanego i odsączonego makaronu i już go nie podgrzewam - wystarczy wymieszać ciepły makaron z sosem. Pesto pasuje do każdego makaronu, chociaż ja najbardziej lubię je z pełnoziarnistym penne lub rigatoni. Prawie zawsze do pesto dodaję także dwa / trzy orzechy włoskie (oprócz pinioli), czasami też nerkowce. Jako, że uwielbiam orzechy często dodatkowo prażę dodatkową porcję na suchej patelni i posypuję nimi gotowy makaron.
Dzisiaj zapraszam na pesto alla genovese (Genua - port i miasto, stolica regionu Liguria), czyli tradycyjne zielone pesto bazyliowe. Klasyka. Jutro natomiast zapraszam na pesto alla siciliana, znane też jako pesto rosso z dodatkiem suszonych pomidorów.
Pesto alla genovese
duży pęczek bazylii (ok. 1,5 - 2 szklanek)
3 łyżki orzeszków pinii (najlepiej podprażonych na suchej patelni)
3 połówki orzechów włoskich
3-4 łyżki startego parmezanu
1 ząbek czosnku (obrany i pokrojony w plasterki)
1/2 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
1/4 łyżeczki soli (lub do smaku)
szczypta świeżo mielonego pieprzu do smaku
Wszystkie składniki zmiksować na gładki sos. Gdyby sos był za gęsty można dodać więcej oliwy z oliwek (ale istnieje ryzyko, że będzie za tłusty) lub rozrzedzić odrobiną wody z gotowania makaronu (byle nie wrzącej!).
2010-01-09
Przepis na szczęśliwy Nowy Rok...
"Wziąć dwanaście miesięcy, obmyć je dobrze do czysta z goryczy, chciwości, pedanterii i lęku. Podzielić każdy miesiąc na 30 lub 31 części, tak żeby zapasu starczyło akuratnie na rok. Każdy dzionek przyrządzać oddzielnie, biorąc po jednej części pracy i dwie części wesołości i humoru. Dodać do tego trzy kopiaste łyżki optymizmu, łyżeczkę tolerancji, ziarnko ironii i szczyptę taktu. Następnie masę tę polać obficie miłością. Gotowe danie ozdobić bukiecikami małych przyjemności i podawać je codziennie z pogodą ducha i porządną filiżanką ożywczej herbaty."
-- Katharina Elizabeth Goethe.
Wróciłam. Warszawa pożegnała mnie śnieżycą i mrozem, a Budapeszt powitał ciepłem i deszczem. Idąc dzisiaj na rynek po pomarańcze, poczułam się jakby była już wiosna.Zapragnęłam kupić rzodkiewki i sałatę (na pragnieniach jednak się skończyło - wróciliśmy z pomarańczami i dynią).
Święta były magiczne... pełne ciepła i miłości najbliższych mi osób. Nie zabrakło wspaniałego jedzenia i mnóstwa smakowitych kulinarnych książek, którymi obdarował mnie Mikołaj. Nie zabrakło żadnego z tradycyjnych dwunastu dań, które pojawiają się na naszym stole, za to pojawiły się dwa nowe - rolada z indyka z nadzieniem cytrynowo-orzechowym* oraz drezdeński wieniec stollen.
Nie zabrakło ciast, które w tym roku można było degustować w Przystanek Tango Cafe - zamówień było całkiem sporo. Tylu gratulacji nie słyszałam dawno i mimo zmęczenia czułam jak rosną mi skrzydła :)
Teraz z kubkiem rooibosa w dłoni, włoskim sernikiem migdałowym w piecu, słuchając Jehro - All I Want, porządkuję zdjęcia i myślę, którymi przepisami się z Wami podzielić. Zdjęcia pozostawiają dużo do życzenia ze względu na światło, brak statywu i jasnego obiektywu, ale cieszę się, że chociaż w taki sposób mogę Wam przybliżyć moja kawiarnię.
Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz (de facto powinnam od tego zacząć) - dziękuję za cudowne życzenia świąteczne i noworoczne :) Świadomość, że ktoś tutaj zagląda, czyta, jest ze mną sprawia, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Tymczasem zapraszam do przepisu na indyka i stollen. Myślę, że indyk sprawdzi się idealnie także na inne uroczyste okazje. Z lodową sałatą, pieczonymi ziemniaczkami lub ryżem i koniecznie - lampką schłodzonego wytrwawnego białego wina** zamienia się w doskonały obiad. Stollen to drezdeńskie ciasto świąteczne, pachnące rumem, z mnóstwem bakalii oraz (moja ulubiona część) marcepanem. Garść ciekawych informacji o stollen można znaleźć tutaj, a przepis z którego korzystałam tutaj. Tradycyjnie pieczone w formie podobnej do strucli, ja jednak postanowiłam zrobić stollen w formie wieńca, dodałam także więcej różnorodnych suszonych owoców. Oba przepisy pochodzą z internetowej strony miesięcznika Good Food.
Teraz z kubkiem rooibosa w dłoni, włoskim sernikiem migdałowym w piecu, słuchając Jehro - All I Want, porządkuję zdjęcia i myślę, którymi przepisami się z Wami podzielić. Zdjęcia pozostawiają dużo do życzenia ze względu na światło, brak statywu i jasnego obiektywu, ale cieszę się, że chociaż w taki sposób mogę Wam przybliżyć moja kawiarnię.
Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz (de facto powinnam od tego zacząć) - dziękuję za cudowne życzenia świąteczne i noworoczne :) Świadomość, że ktoś tutaj zagląda, czyta, jest ze mną sprawia, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Tymczasem zapraszam do przepisu na indyka i stollen. Myślę, że indyk sprawdzi się idealnie także na inne uroczyste okazje. Z lodową sałatą, pieczonymi ziemniaczkami lub ryżem i koniecznie - lampką schłodzonego wytrwawnego białego wina** zamienia się w doskonały obiad. Stollen to drezdeńskie ciasto świąteczne, pachnące rumem, z mnóstwem bakalii oraz (moja ulubiona część) marcepanem. Garść ciekawych informacji o stollen można znaleźć tutaj, a przepis z którego korzystałam tutaj. Tradycyjnie pieczone w formie podobnej do strucli, ja jednak postanowiłam zrobić stollen w formie wieńca, dodałam także więcej różnorodnych suszonych owoców. Oba przepisy pochodzą z internetowej strony miesięcznika Good Food.
Drezdeński wieniec (Dresdner stollen)
Bakalie i suszone owoce**:
85g wyparzonych rodzynek
50g żurawin
50g orzechów włoskich
50g skórki pomarańczowej
50g skórki cytrynowej
5 pokrojonych kandyzowanych wiśni
4 łyżki rumu (użyłam Bacardi)
550g mąki pszennej chlebowej (użyłam typ 650)
14g suszonych drożdży instant
50g drobnego złocistego cukru
szczypta gałki muszkatołowej
pół łyżeczki soli
skórka z jednej cytryny
85g masła w kawałkach
250ml mleka
1 jajko rozbełatane plus dodatkowe jajko do posmarowania ciasta
300g marcepana
Forma do pieczenia wieńca - 28cm średnicy.
1. Wymieszaj razem rodzynki, żurawiny, skórki i kandyzowane wiśnie. Zalej rumem i odstaw na czas przygotowania ciasta.
2. Przygotuj ciasto:
Do dużej miski wsyp mąkę, sól, drożdże, cukier, gałkę muszkatołową i skórkę z cytryny. W mąkę wetrzyj masło. Delikatnie podgrzej mleko ("na palec"), dodaj je razem z jajkiem do ciasta. Dłońmi wymieszaj i zagnieć ciasto. Uformuj kulę i wyjmij na delikatnie oprószoną mąką stolnicę. Wyrabiaj przez 3-4 minuty. Przełóż ciasto do naoliwionej miski, przykryj folią spożywczą i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce aż podwoi objętość (ok. 45min. do godziny).
3. Po tym czasie, wyjmij ciasto na stolnicę i zagnieć 2 lub 3 razy, a następnie rozwałkuj na prostokąt o wymiarach 37cm x 17cm. 1/3 orzechów i namoczonych w rumie owoców rozłóż na środku prostokąta. Złóż kopertę, zwróć uwagę, by brzegi dobrze się połączyły. Rozwałkuj ponownie i dodaj kolejną porcję owoców. Powtórz całą czynność aż wszystkie owoce i orzechy połączą się dobrze z ciastem.
4. Rozwałkuj ciasto na prostokąt o wymiarach 55cm x 16cm. Z marcepana uformuj wałek długi na ok. 53cm. Umieść marcepan odrobinę poniżej środka ciasta, następnie połącz brzegi ciasta. Ułóż ciasto tak by brzegi znajdowały sie na dole. Przełożyć do przygotowanej formy - jeśli jest teflonowa / silikonowa to wystarczy wysmarować masłem/ olejem. Przy innych formach polecam wysypać je delikatnie bułką tarta. Należy dobrze połączyć brzegi.
5. Przykryj ściereczką i odstaw do wyrośnięcia na ok. 30 do 45 minut lub aż ciasto podwoi objętość. Rozgrzej piekarnik do 190°C. Wierzch posmaruj rozbełatanym jajkiem. Piecz przez około 20 minut, a następnie wyjmij ciasto z formy i piecz "do góry nogami" na blaszce bez formy. Po wyjęciu z formy, posmaruj drugą stronę jajkiem i piecz aż ciasto będzie złote. Ostudź przed pokrojeniem. Udekoruj albo lukrem i kawałkami suszonych żurawin lub posyp cukrem i płatkami migdałami... albo daj się ponieść swojej fantazji :) Smacznego!
Rolada z indyka z nadzieniem cytrynowo-orzechowym
20 pasków wędzonego boczku (ok. 140g)
3kg piersi z indyka (nierozciętej)
Farsz:
25g masła
łyżka oliwy z oliwek
2 duże cebule, pokrojone
140g boczku pokrojonego w kostkę
50g orzeszków pinii
4 ząbki czosnku, pokrojone
25g szałwii, posiekanej
starta skórka z dwóch cytryn
posiekana natka pietruszki (duży pęczek)
100g bułki tartej
1 jajko, rozbełatane
1. Przygotuj farsz:
Rozgrzej masło i oliwę na dużej patelni, dodaj cebulę i smaż aż się zeszkli, ok. 10minut. Przełóż do miski. Nastepnie usmaż boczek pokrojony w kostkę (nie dodając już żadnego tłuszczu), ok. 5 minut. Dodaj do niego orzeszki pinii, czosnek, szałwię i startą skórkę cytrynową. Podsmaż przez minutę lub dwie, aż do momentu gdy orzeszki zaczną robić się złote. Dodaj posiekaną natkę pietruszki.
Przełoż wszystko do miski z cebulą, dodaj do tego bułkę tartą, jajko, dopraw solą i pieprzem.
2. W poprzek dużej deski do krojenia rozłóż 5 sznureczków, którymi zwiążesz indyka. Na nich ułóż paski boczku. Na osobnej desce, przykryj indyka folią spożywczą i rozbij delikatnie na duży płat. Przełóż na boczek, dopraw solą i pieprzem. Rozsmaruj farsz, zwiń mięso w roladę i zwiąż sznureczkami.**** Tak przygotowaną roladę możesz przechowywać w lodówce (przykrytą folią) do dwóch dni.
3. Nagrzej piekarnik do 190°C. Przełóż roladę do rękawa do pieczenia i piecz przez 40min. na kilogram indyka - czyli przy 3kg piersi conajmniej 2h. Smacznego!
*z moimi ulubionymi piniolami
**my raczyliśmy się winem prosto z piwnic Egeru...mmm... poezja...
***dodałam jeszcze parę sztuk pokrojonych suszonych truskawek i ananasów, które bardzo lubię :)
****niestety dla mnie jest to czynność nie do wykonania solo, dobrze mieć kogoś do pomocy :)
Subscribe to:
Posts (Atom)












