Showing posts with label migdały. Show all posts
Showing posts with label migdały. Show all posts

2011-01-08

Kulinarne kalendarze i migdałowe brownie.


Gorąco dziękuję za komentarze o Waszych ulubionych potrawach wiglijnych, naprawdę z dużą przyjemnością je przeczytałam. Losowanie kalendarzy odbyło się z pomocą P., który przebierał i przebierał, aż w końcu wylosował dwie panie - Agę i Anię T. Obie poproszę o kontakt mejlowy i pełen adres, abym mogła wysłać kalendarze. Mam nadzieję, że się przydadzą i skusicie się na chociaż jeden przepis :)


Tymczasem resztę moich Czytelników zapraszam do pobrania wersji elektronicznej kalendarza w formacie .pdf oraz na kawałek migdałowego brownie.


Ciasto jest bez dodatku mąki, polecam je więc wszystkim na diecie bezglutenowej. Jest bardzo wilgotne i dobrze się przechowuje - można je upiec 2 dni wcześniej przed planowaną konsumpcją (ale kto by mu się oparł przez dwa dni!) Pasuje do niego odrobina bitej śmietany i świeże truskawki lub maliny, o których na razie tylko marzę i czekam aż przyjdzie lato.



Migdałowe brownie

200g masła
100g gorzkiej czekolady (min. 60% kakao)
5 jajek
150g cukru trzcinowego demerara
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego / cukru z prawdziwą wanilią
100g mąki migdałowej / zmielonych migdałów

Kwadratową formę o boku 20 - 23cm wyłóż papierem do pieczenia.
Piekarnik nagrzej do 180°C.
Masło i czekoladę włóż do rondla i na małym ogniu rozpuść cały czas mieszając. Jajka ubij z cukrami, dodaj mąkę migdałową oraz masło rozpuszczone z czekoladą. Ciasto przelej do formy i wstaw do piekarnika na 30 minut. Ostudź przed pokrojeniem. Smacznego!


2010-12-09

Pierniczki część druga - przepisy.

Obiecane wczoraj trzy przepisy na pierniczki. Więcej już wkrótce, bo właśnie dotarły do mnie nowe foremki i dzisiaj wieczorem ponownie zaczynam piernikowanie :)


Lebkuchen czyli niemieckie pierniczki na miodzie to jedne z moich ulubionych. Nie potrzebują długiego leżakowania - już na drugi, trzeci dzień są cudownie miękkie. Bardzo łatwe do pieczenia, dobrze się też przechowują - mój kandydat numer jeden na świąteczne prezenty. Przepis na lebkuchen jak i pepparkakor znalazłam w bardzo obszernej i smakowitej sekcji piernikowej bloga Dorotuś - Moje Wypieki. Zerknijcie!

Lebkuchen (niemieckie pierniczki na miodzie)

Przepis na 30 sztuk.

250g mąki pszennej tortowej
85g zmielonych migdałów (na mąkę)
3 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
200ml płynnego miodu
85g masła
100g drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej

Suche składniki: mąkę, migdały, proszek, sodę, przyprawy wymieszać w misce.
W garnuszku z grubym dnem umieścić masło i miód, podgrzewać, mieszając, do roztopienia masła. Zdjąć z palnika i lekko przestudzić (mieszanka ma jednak być ciepła). Do suchych składników wlać ciepłą masę maślano - miodową, dodać kandyzowane owoce i wymieszać (można mikserem), by nie było grudek. Ciasto powinno wyjść lepiące (nie dosypywać mąki). Przykryć ściereczką i odstawić do ostudzenia (zgęstnieje).
Po tym czasie z ciasta robić kulki wielkości niedużego orzecha włoskiego (powinno Wam wyjść około 30 sztuk). Układać na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia w dużych odległościach od siebie (bardzo rosną). Każdą kulkę spłaszczyć trochę łyżką (ponieważ ciasto się klei najlepiej maczać ręce w wodzie i wtedy formować kulki, również łyżka, którą je spłaszczamy powinna być wilgotna). Piec w temperaturze 180ºC przez 15 minut (nie dłużej, bo będą zbyt kruche). Lebkuchen wyciagnięte prosto z piekarnika będą bardzo miękkie, należy poczekać 2 minuty, potem przenieść je na kratkę do wystudzenia. Później ich wierzch kruszeje, by zmięknąć znów na drugi dzień, po pokryciu lukrem.


Lukier:
1 szklanka cukru pudru
2 łyżki ciepłej wody

Cukier puder wsypać do miseczki. Dolewać gorącą wodę, łyżka po łyżce, mieszając i rozcierając grzbietem łyżki. Gdy lukier będzie lejący, ale nie za gęsty, maczać w nim pierniczki i odkładać na kratkę do całkowitego zastygnięcia lukru. Mój lukier był odrobinę rzadszy i pokryłam nim pierniczki bardzo cienko, bo nie przepadam za jakimikolwiek lukrami.


Pepparkakor są Wam na pewno znane z Ikei. Jeszcze do niedawna każda wizyta w tym sklepie kończyła się dla mnie zakupem glögg'u (korzenny napój, na bazie którego przyrządza się typowo szwedzkiego grzańca - można dodać wino, rum czy wódkę oraz migdały i rodzynki) oraz paczki Anna's pepparkakor najchętniej pełnoziarnistych lub pomarańczowych. Zapewniam, że domowa wersja tych cieniutkich i kruchych pierniczków jest równie pyszna, a nawet lepsza :) Ja zrobiłam je w wersji skandynawskiej (ulubione łosie) i slowfoodowej (czyli ślimaki).



Pepparkakor (szwedzkie pierniczki)

150g melasy
110g masła
80g cukru pudru
375g mąki pszennej tortowej
1/2 łyżeczki cynamonu
1 1/2 łyżeczki imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
szczypta soli
1 duże jajko
2 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika

W małym garnuszku podgrzać melasę, masło i cukier, od czasu do czasu mieszając. Zdjąć z ognia i odstawić na pół godziny, by przestygło. W dużej misce przesiać mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy i sól. W środku zrobić wgłębienie i dodać jajko razem z melasą. Zagnieść przy pomocy miksera (ja zagniotłam ręcznie bez problemu - Misia). Przykryć kulę folią przezroczystą i schłodzić w lodówce ok. 2 godziny.
Odkrawając małe porcje ciasta, rozwałkować je (im cieniej, tym lepiej) na silionowej macie lub od razu na oprószonej mąką lub wyłożonej papierem do pieczenia blaszce. Nastepnie foremkami wyciąć dowolne kształty.
Piec w temperaturze 175ºC przez 8 - 10 minut - do czasu, aż brzegi pierniczków zaczną się rumienić. Wyjąć z piekarnika, ostudzić na kratce. Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce. Z każdym kolejnym dniem stają się smaczniejsze.


Lepki piernik na melasie to z kolei przepis z pięknej książki "Nigella świątecznie", którą dostałam w zeszłym roku na Gwiazdkę. Ciasto z gatunku wilgotnych i ciężkich, coś jak piernikowe brownie tyle, że bez czekolady. Znając przepisy Nigelli z góry zrezygnowałam z cukru, dochodząc do wniosku, że 200g miodu i 200g melasy to naprawdę sporo jak na średnią blaszkę ciasta. I miałam rację, piernik wyszedł i tak bardzo słodki.(Jeśli jednak chcielibyście dodać cukier to w oryginale jest to 125g ciemnego cukru muscovado.)


Lepki piernik na melasie

20 porcji, prostokątna blaszka 30 na 20cm, 5cm głęboka

150g masła
200g miodu (w oryginalne Golden syrup)
200g melasy
2 łyżeczki drobno startego świeżego imbiru
1 łyżeczka mielonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
szczypta mielonych goździków
1 łyżeczka sody oczyszczonej rozpuszczonej w 2 łyżkach ciepłej wody
250ml pełnotłustego mleka
2 jajka, rokłócone
300g mąki

Rozgrzej piekarnik do 170ºC. Wyłóż foremkę papierem do pieczenia.
W rondlu roztop masło na najmniejszym ogniu, wraz z miodem, melasą, świeżym i mielonym imbirem, cynamonem i goździkami (oraz cukrem jeśli dodajesz takowy). Zdejmij rondel z ognia, dodaj mleko, jajka i roztwór sody w wodzie.
Odważ w misce mąkę i wsyp do rondla, dokładnie ucierając. Nie przejmuj się tym, że ciasto jest bardzo rzadkie. Dzięki temu później będzie lepkie.
Wlej je do przygotowanej formy i piecz przez 45 - 60 minut (u mnie 60 - Misia), aż urośnie i zestali się na wierzchu. Przełóż foremkę na kratkę i zostaw piernik w formie aż ostygnie.
Piernik można przygotować nawet dwa tygodnie wcześniej, owinąć luźno pergaminem i przechowywać w szczelnej puszce / pojemniku, przed podaniem pokroiwszy na kawałki.
Smacznego!

2010-09-22

Krajanka z jeżynami i migdałami.


Długo zabrał mi ten wpis, a ja na swoje usprawiedliwienie nie mam nic poza typowo jesiennym spleenem... po jeżynowej krajance ani śladu, piekarnik zimny od niemal tygodnia, a ja ciągle nie podzieliłam się z Wami przepisem znalezionym w sierpniowym numerze Delicious. Jego autorem jest australijski restaurator i kucharz Bill Granger, na którego książkę Nakarm mnie czaję się od dawna. W przepisie wprowadziłam małą zmianę zmniejszając ilość cukru (zarówno dodanego do ciasta i kruszonki, jak i używając dżemu bez jego dodatku) - mimo tego ciasto było idealnie słodkie. Jeżyny można z powodzeniem zastąpić malinami, a konfiturę jeżynową malinową, z owoców leśnych lub czarnej porzeczki. Zapraszam! :)



Krajanka z jeżynami i migdałami

Spód:
165g masła w temp. pokojowej
60g cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego
225g mąki pszennej
50g mąki kukurydzianej

Warstwa owocowa:
160g (1/2 szklanki) dżemu jeżynowego
150g (1 szklanka) świeżych jeżyn

Warstwa migdałowa:
200g płatków migdałowych
2 łyżki mleka
60g masła
20g cukru pudru

1. Nagrzej piekarnik do 180°C. Wyłóż papierem do pieczenia kwadratową formę 24cm na 24cm lub podłużną 20 x 24cm.

2. Przygotuj warstwę migdałową: do małego rondelka włóż wszystkie składniki i na bardzo wolnym ogniu mieszając rozpuść masło. Zdejmij z ognia i odstaw do ostygnięcia.

3. Przygotuj spód: zmiksuj masło, cukier i cukier waniliowy na gładką i puszystą masę. Przesiej mąkę i mąkę kukurdzianą. Dodaj do masła i cukru w dwóch partiach, miksując na najniższych obrotach tylko do momentu połączenia składników. Wyłóż masę do formy i piecz przez 12 minut aż się zazłoci (uwaga: mi zajęło to 20minut!). Upieczony spód wyjmij z piekarnika i ostudzić przez 10 minut.

4. Wymieszaj dżem jeżynowy z jeżynami, delikatnie miażdżąc jagody widelcem. Rozprowadź na upieczonym spodzie. Na warstwę jeżynową wyłóż ostudzoną masę migdałową. Piecz przez 25 minut lub do momentu kiedy migdały zaczną się złocić.Ciasto ostudź w formie, na kratce. Ostudzone pokrój na kwadraty. Smacznego!

2010-09-15

In season.


Wsłuchując się w delikatny głos Beth Gibbons*, myślę i dumam.
O tym, że chciałabym przeczytać mądrą książkę, ale gubię się w księgarni i po godzinie przeglądania książek wciąż nie mogę się zdecydować na żadną.
O tym, jak bardzo lubię dostawać prezenty bez okazji, ostatnie dni były dla mnie prawie jak Gwiazdka. Nowy kulinarny Moleskin czeka na pierwszy wpis, a magnesiki na lodówkę na koniec remontu.**
O tym, czy w piątek na rynku uda mi się kupić kurki, żeby zrobić to cudo.
O tym, czy Mr Blue Sky jeszcze zawita do nas na chwilę, ostatni weekend był taki piękny i słoneczny!
Wyglądam za okno i wiem, że jednak na razie nie, pozostaje szare niebo. Pora zatem na śliwkowy lakier do paznokci, ciepłą bluzę i kawałek tarty śliwkowej***. Sezon na słońce niestety się skończył, ale przynajmniej na śliwki rozpoczął się na dobre! :)



Tarta śliwkowa z kremem migdałowym

Przepis na 1 tartę o średnicy 28cm.

Kruche ciasto:

250g mąki krupczatki
50g cukru pudru, przesianego
125g zimnego masła, pokrojonego w drobną kostkę
skórka starta z 1/2 cytryny
1 duże jajko, rozmącone
2 łyżki mleka

Przesiej na czysty blat mąkę, a na nią cukier puder. Dodaj masło i połącz składniki rozcierając je w palcach. Kiedy ciasto będzie miało konsystencję kruszonki dodaj skórkę z cytryny. Dodaj jajka oraz mleko i szybko zagnieć ciasto formując z niego kulę. Ciasta nie należy wyrabiać zbyt długo, ponieważ po upieczeniu będzie nie kruche a gumowate. Połóż kulę ciasta na posypanym mąką blacie i uklep ją dłońmi, nadając jej kształt grubego placka, a następnie owiń folią spożywczą i włóż do lodówki na co najmniej 30 minut. 

Po tym czasie wyjmij ciasto z lodówki i rozwałkuj na posypanym mąką blacie lub pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia. Formę na tartę z wyjmowanym dnem o średnicy 28cm posmaruj masłem. Wyłóż ciastem formę tworząc rant. Wstaw na 1h do lodówki.


Konfitura śliwkowa:

1/2 kg śliwek
80g cukru
2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią
1/2 łyżeczki przyprawy do pierników
1 łyżeczka mąki kukurydzianej rozprowadzonej w 1 łyżce zimnej wody

Przekrój śliwki na pół i usuń pestki. Pokrój na ćwiartki i włóż do rondelka, dodaj cukier, cukier waniliowy i przyprawę do pierników. Duś na małym ogniu aż owoce zmiękną i osiągną konsystencję dżemu, a wówczas zagęść mąką kukurydzianą i zagotuj.




Krem migdałowy:

280g zmielonych na proszek migdałów bez łupin / mąki migdałowej
50g mąki pszennej
1 laska wanilii / 1 cukier z prawdziwą wanilią
250g masła w temp. pokojowej
150g cukru pudru****
3 duże jajka, rozmącone

Wymieszaj mąkę migdałową z mąką pszenną. Przetnij wzdłuż laskę wanilii i wydrap z niej miąższ. Utrzyj masło, wanilię i cukier puder na puszystą, gładką masę (użyłam miksera). Dodaj migdały wymieszane z mąką, wlej rozmącone jajka i zmiksuj wszystko na gładki krem. Wstaw do lodówki na ok. 30 minut by stężał. (u mnie wystarczyło 10 minut)



Na wierzch tarty:

0,5kg śliwek
50g płatków migdałowych
1 łyżeczka cukru pudru

Śliwki, które użyjesz na wierzch tarty pokrój na ćwiartki, oprósz cukrem pudrem i pozostaw 5 minut na durszlaku by puściły sok. Odsącz.

Rozgrzej piekarnik do 180°C i podpiecz ciasto przez ok. 15 minut. Wyjmij z piekarnik i odstaw do przestygnięcia. Piekarnik pozostaw włączony.







Na podpieczony spód nałóż gorącą konfiturę. Na dżemie rozsmaruj krem migdałowy. Rózłóż na powierzchni ćwiartki śliwek, wciskając je lekko w krem i posyp płatkami migdałowymi. Wstaw na 1h do piekarnika. Gdy tarta będzie cała zarumieniona wyjmij ją z piekarnika i odstaw by ostygła.  Smacznego!










*Beth Gibbons & Rustin Man "Out of season"
**Chwilowo piekę i gotuję w gościnnej kuchni mojej Mamy i mieszkam raz to w Trójmieście, raz to w Malborku.
***Według przepisu Jamiego O. (z małymi zmianami) z mojej ulubionej jego książki: "Jamie Oliver w domu" o znaczącym podtytule: "Przez gotowanie do lepszego życia". Z tej książki robiłam już m.in. fusili z pomidorami i świeżymi ziołami.
****W oryginale 250g, co wydawało mi się szaloną ilością. Dodałam więc 190g i wciąż tarta była baardzo słodka. Następną zrobię z 150g i myślę, że tak ilość jest wystarczająco. Dodatkowo zawsze można posypać gotową tartę cukrem pudrem.

2010-09-09

Tarta migdałowa z jagodami na pożegnanie lata..



Jeremy: From my observations, sometimes it's better off not knowing, and other times there's no reason to be found.
Elizabeth: Everything has a reason.
Jeremy: Hmm. It's like these pies and cakes. At the end of every night, the cheesecake and the apple pie are always completely gone. The peach cobbler and the chocolate mousse cake are nearly finished... but there's always a whole blueberry pie left untouched.
Elizabeth: So what's wrong with the blueberry pie?
Jeremy: There's nothing wrong with the blueberry pie. Just... people make other choices. You can't blame the blueberry pie, just... no one wants it.

Wyciągam z dna szafy żółty szalik, ciepły brązowy sweter i długie legginsy - niechybny znak, że jest już jesień, duchowo jednak nie pożegnałam jeszcze lata. Z żalem spoglądam na letnie sukienki i bluzeczki na ramiączkach, chowam słoneczne okulary. Moje letnie kapcie - japonki - zastępuję ciepłymi papuciami z owczej wełny. Parzę zieloną herbatę i przypominam sobie o My blueberry nights - film, który mam ochotę obejrzeć wieczorem po raz kolejny. W międzyczasie zagniatam ciasto na migdałową tartę, którą później wypełnię kończącymi się już jagodami.



Tarta migdałowa z jagodami

kruche ciasto:
320g mąki krupczatki
150g zmielonych migdałów (mąki migdałowej)
50g cukru pudru
2 białka
150g masła

nadzienie:
500g jagód
70g brązowego cukru
2 łyżki + 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki cukru waniliowego

Migdały utrzeć z cukrem pudrem, jajkiem, białkiem i cukrem. Dodać mąkę, pokrojne w drobną kostkę masło i zagnieść ciasto. Uformować spłaszczoną kulę, zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 30 minut.

Masłem natłuścić formę do tart (najlepiej z wyjmowanym dnem) o średnicy 26cm. Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować je pomiędzy dwom kawałkami papieru do pieczenia. Wylepić tortownicę ciastem. Wstawić do lodówki na 30 minut. Nagrzać piekarnik do 200°C. Po tym czasie nakłuć spód widelcem i podpiekać przez 15 minut.

W międyczasie wymieszać mąkę ziemniaczaną z cukrem waniliowym i brązowym, a następnie z jagodami. Rozprowadzić nadzienie na podpieczonym spodzie. Piec tartę ok. 20minut. Podawać z bitą śmietaną lub gałką lodów waniliowych. Smacznego!



Uwagi:
1. Przepis zaczerpnęłam z Biblioteczki Poradnika Domowego , nr 7 autorstwa Aleksandry Chomicz. Dokonałam w nim paru zmian - min. zmniejszyłam ilość cukru.
2. Nadzienie jest bardzo soczyste, dlatego dobrze przed pokrojeniem ciasta dobrze je ostudzić, a może nawet na chwilę wstawić do lodówki - wtedy pokroi się idealnie. Jeśli chcemy podawać je na ciepło z lodami, można podgrzać pojedyńcze porcje.
3. Tarta jest najlepsza w dniu upieczenia, chociaż na drugi dzień podana na ciepło z lodami smakuje znakomicie.
4. Jeśli chcemy by jagody za bardzo nie rozmoczyły spodu, możemy po podpieczeniu dodatkowo posmarować spód białkiem. 


2010-04-07

Klasyka: Gruszkowa tarta Bourdaloue wg Pierre Hermé

Gruszkowa tarta Bourdaloue to klasyka francuskiej pâtisserie (sztuki cukierniczej), której nazwa pochodzi od nazwy ulicu w 9 dzielnicy w Paryżu. Jej historia sięga 1909 roku, kiedy cukiernik Coquelin kupił La Pâtisserie Bourdaloue na Rue (ulicy) Bourdaloue i stworzył przepis na tartę z gruszkami i kremem migdałowym. La Pâtisserie Bourdaloue działa rzekomo do dzisiaj - jedno z miejsc, które marzę odwiedzić przy okazji podróży do Paryża.

Nie ma co się oszukiwać - przygotowanie tej tarty jest pracochłonne i wymaga dokładnego planowania, ale efekt jest wyjątkowy. Delikatne i kruche ciasto (pâte brisée), krem migdałowy i gruszki macerowane w wanilii... Przepis pochodzi z książki "The Cook's Book", a autorem jest francuski mistrz Pierre Hermé. Według mnie jest to przepis idealny - nic nie trzeba w nim zmieniać, co generalnie rzadko mi się zdarza. Dodatek sosu karmelowego jest opcjonalny, chociaż dla mnie obowiązkowy. Gruszki i karmel - kolejne połączenie doskonałe, których w tym przepisie jest mnóstwo. Zapraszam! :)


Tarta gruszkowa Bourdaloue
La Tarte Bourdaloue

Dzień przed:

1. Przygotuj gruszki:
7 - 8 ładnych i twardych gruszek (Pierre Hermé poleca odmianę Williams) przekrój na pół i wyjmij gniazda nasienne. Do dużego garnka wlej 3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny i 1 litr wody. Wydłub nasionka z 1 laski wanilii i także włóż do garnka. Całość doprowadź do wrzenia, następnie dodaj gruszki. Wytnij z papieru do pieczenia koło o średnicy garnka, z dziurką wielkości pięciozłotówki pośrodku. Przykryj papierem gotujące się gruszki, zmniejsz ogień i pozwól się im gotować przez 10 do 15 minut. Po tym czasie zdejmij z ognia i odstaw na noc.

2. Przygotuj pâte brisée:

188g masła, w temperaturze pokojowej, pocięte w drobną kostkę
250g mąki pszennej
1 niepełna łyżeczka soli
1 żółtko
1 niepełna łyżeczka cukru pudru
50ml pełnotłustego mleka w temperaturze pokojowej

Do dużej miski włóż masło. Porządnie wymieszaj drewnianą łyżką aż zmięknie. Dodaj sól i żółtko. W osobnej miseczce wymieszaj cukier z mlekiem. Dodaj do masła, mieszając cały czas.
Przesiej mąkę do dużego talerza i dodaj do masła i mleka. Do mieszania użyj drewnianej łyżki lub dłoni - delikatnie ale szybko uformuj ciasto. Im krócej trwa cały proces, tym ciasto będzie delikatniejsze i bardziej kruche. Nie powinno to trwać dłużej niż 4-5 minut.
Uformuj kulę, lekko spłaszcz i zawiń w folię spożywczą. Włóż do lodówki na noc (lub jeśli robimy to w dniu pieczenia to na minimum 2 godziny).

Dzień pieczenia:

1. Schłodzone ciasto rozwałkuj pomiędzy dwoma kawałkami papieru do pieczenia. Od czasu do czasu odklej papier od ciasta. Kiedy ciasto jest 3-5mm grube, przełóż je do tarty. Powinno wypełnić dół jak i boki, odetnij wystające kawałki.
Palcami delikatnie dociśnij ciasto do boków formy na tartę o średnicy 28cm. Jeśli ciasto się pokruszy albo połamie, po prostu zlep je ponownie uważając by nie rozciągnąć ciasta. Ciasto ponakłuwaj widelcem i wstaw do lodówki na 30 minut.

Uwaga:
W oryginalnym przepisie spód tarty nie jest podpiekany przed wypełnieniem go kremem migdałowym i gruszkami.  Jednak jeśli nie jesteśmy pewni naszego piekarnika (tj. czy dobrze nam dopiecze spód), to możemy to zrobić:
Nagrzać piekarnik do 180°C, ustawić kratkę w dolnej części piekarnika. Wyłożyć tartę papierem do pieczenia i napełnić fasolą (lub specjalnymi ceramicznym kulkami do pieczenia tart). Piec przez 10 minut, następnie wyjąć fasolki i papier i piec przez jeszcze 5-7 minut. Wyjąć tartę z piekarnika i ostudzić na kratce. Posmarować spód oraz brzegi białkiem (zapobiegnie to nasiąknieciu ciasta kremem migdałowym - będzie ono dłużej kruche).

2. W międzyczasie przygotuj krem migdałowy:

70g miękkiego masła
85g cukru pudru
5g mąki kukurydzianej
85g mielonych migdałów
1 jajko (temp. pokojowa)
1 łyżeczka ciemnego rumu
100ml śmietanki kremówki (temp. pokojowa)

Mikserem wymieszaj wszystkie składniki aż do uzyskania jednolitej masy.

3. Nagrzej piekarnik do 180°C.  Odsącz gruszki. Rozprowadź krem migdałowy na spodzie tarty, następnie ułóż na nim gruszki, wnętrzem do dołu. Wstaw tartę do piekarnika i piecz przez 30 minut. Ostudź na kratce.  Smacznego!

Opcjonalnie:
a) posmaruj tartę podgrzanym i przetartym przez sitko dżemem morelowym
b) przygotuj sos karmelowy:

4 łyżki masła
1/2 szklanki cukru demerara (jasnego lub ciemnego)
1/2 szklanki śmietanki kremówki
szczypta soli
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)

Rozpuść masło w rondlu z grubym dnem. Dodaj cukier, śmietankę, sól i dobrze wymieszaj. Doprowadź do wrzenia i gotuj na małym ogniu przez ok. 5 minut mieszając od czasu do czasu (sos powienien być złoto-brązowy).
Zdejmij z ognia i dodaj ekstrakt waniliowy i jeśli istnieje taka potrzeba - więcej soli.

2010-02-12

Dzień debiutów.


Lubię robić coś po raz pierwszy, a w szczególności gotować i piec - jestem podekscytowana i bardzo ciekawa rezultatu. Moja przygoda z gotowaniem jest bardzo krótka i ciągle jestem na etapie odkrywania czy coś mi smakuje czy nie. Mam parę "moich" smaków, kombinacji, które wiem, że będą mi smakować o każdej porze dnia czy nocy, ale jeszcze więcej niewiadomych i niespodzianek.
Makaroniki to była dla mnie jedna wielka niewiadoma - i owszem, czytałam o nich sporo zarówno na polskich jak i zagranicznych blogach, ale nigdy nie miałam okazji ich spróbować ani tym bardziej zrobić sama. I tak zapewne by zostało, gdyby nie społeczna (blogowa) akcja na przełamywanie strachu przed robieniem makaroników. Jak napisała Truskawkowa Ania: Trzeba zmierzyć się z ich legendą - przełamać strach i złapać mikser w dłoń!  Kluczowa była także moja dziecięca ciekawość... no bo wszyscy już próbowali, zachwycają się... a ja nie!

Na pomoc w przełamywaniu strachu przed robieniem makaroników przyszła Lutowa Weekendowa Cukiernia, tym razem u Olcik z przepisem na makaroniki kawowe. Debiutuję więc podwójnie - po raz pierwszy biorąc udział w Weekendowej Cukierni jak i po raz pierwszy piekąc makaroniki. :) Makaroniki wyszły koślawe, trochę za mocno przemieszane, ale jakie pyszne! Udało mi się uchować małą miseczkę na sesję zdjęciową, która została zjedzona w przeciągu 10 minut po zakończeniu tejże ;) W planach już mam różane z białą czekoladą (na prezent urodzinowy) i szafranowo-dyniowe (na przyjazd moich rodziców)... robienie makaroników wciąga!



Kawowe makaroniki z czekoladą

makaroniki:
100g białek (mniej więcej 3)
40g drobnego cukru
200g cukru pudru
120g mielonych migdałów
1 łyżka kawy mielonej lub rozpuszczalnej

krem czekoladowy:
100g czekolady (użyłam deserowej)
2 łyżki śmietanki 30%
3 łyżki likieru amaretto

1. Makaroniki: białka trzeba rozdzielić przynajmniej dzień wcześniej. Trzymamy je przykryte w lodówce i wyjmujemy nieco wcześniej przed przygotowaniem makaroników, tak aby były mniej więcej w temperaturze pokojowej. Podobno to nie żadna magia tylko wtedy nieco wysychają i efekt końcowy jest lepszy. Niektóre przepisy przewidują nawet dodanie nieco białek sproszkowanych ale nie próbowałam bo nie mam tego specyfiku.

2. Migdały trzeba zmielić razem z kawą i cukrem pudrem w malakserze na drobny proszek.

3. Białka ubić na dość sztywną pianę, dodać drobny cukier i jeszcze chwilę ubijać. Piana ma być sztywna ale nie ma się rwać (to właściwie ogólna zasada odnośnie ubijania piany z białek).

4. Teraz będzie najważniejszy krok dla makaroników. Do piany wsypujemy migdały zmielone z kawą i cukrem pudrem i mieszamy wszystko razem łyżką. Mieszana substancja będzie robiła się coraz rzadsza, trzeba uchwycić właściwy moment. Musi być na tyle rzadka, żeby makaroniki się nieco rozpłynęły, ale nie aż tak by były płaskie jak opłatki. Można sprawdzać wykładając trochę masy na talerzyk. Jeśli po wstrząśnięciu talerzykiem masa rozpłynie się na równiutkie, ale wypukłe kółko to jest ok, a jak trzyma krzywy kształt to mieszamy jeszcze 2-3 razy. Jeśli się rozpływa za szybko to jest za późno i zaczynamy od nowa. Moje są trochę za bardzo zakręcone - odrobinę się rozpłynęły.

5. Można nakładać makaroniki łyżeczką ale łatwiej to zrobić z rękawa cukierniczego. Jeśli nie mamy to bierzemy torebkę ze sztywnej folii i ucinamy jeden róg, też będzie dobrze. Można również zwinąć nieco pergaminu w tytkę. Końcówka do szprycowania musi być okrągła i dość szeroka (mniej więcej 1cm średnicy), jeśli takiej nie mamy to nie bierzemy żadnej tylko szprycujemy wprost z rękawa.

6. Na blachę wyłożoną pergaminem nakładamy okrągłe ciasteczka o średnicy około 3 cm w odstępach około 2-3cm. Jak skończymy to trzeba uderzyć blachą płasko w stół, tak aby makaroniki się nieco rozpłynęły. Z tej proporcji wyjdą 2 blachy ciasteczek.

7. Odstawiamy przygotowane blachy na około godzinę do obeschnięcia. Nagrzewamy piekarnik do 160°C, wstawiamy ciasteczka i pieczemy przez jakieś 15 minut. Potem wyjmujemy i odstawiamy do wystygnięcia. Dopiero potem odklejamy je od papieru (ciepłe mogą się rozwarstwić).

8. Krem czekoladowy: czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej razem ze śmietanką. Można dodać rum lub likier (u mnie amaretto), wymieszać aż krem będzie gładki i odstawić do przestygnięcia.

9. Nakładać odrobinę czekolady na ciasteczka i sklejać je parami.

 

Tutaj widać jak bardzo niekształtne (lub innymi słowy: free form) są moje makaroniki:

2010-01-27

Czekolada i pomarańcze.

Tutaj: Ciepły koc, kubek zielonej herbaty, mroźna zima i czekolada...
Tam: Upalne noce, tango do 6 rano i sok pomarańczowy (jugo de naranjas) na śniadanie z rogalikiem medialuna.
Już niedługo, cztery tygodnie i kubek gorącej herbaty zamieni się w  dużą szklankę świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. 
Tymczasem marząc o Boskim Buenos upiekłam ciasto z czekoladą i pomarańczą. Połączenie tu i tam, połączenie idealne, prawdziwy klasyk. Zapraszam :)



Ciasto czekoladowo-pomarańczowe

2 pomarańcze
150g dobrej jakości czekolady deserowej (użyłam Jedynej Wedla)
5 jajek
200g złocistego cukru demerara
100g zwykłego cukru
400ml oleju słonecznikowego (użyłam z pestek winogron)
125g mielonych migdałów
25g kakao
375g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

do nasączenia:
100ml likieru pomarańczowego

do przełożenia:
180g dobrej konfitury pomarańczowej
1 łyżka galaretki pomarańczowej

polewa / ganache:
170g gorzkiej lub deserowej czekolady
100ml śmietany kremówki

1. Ugotuj pomarańcze na małym ogniu przez 30 minut. Osusz, ostudź, obierz ze skórki i zmiksuj na purée.
2. W międzyczasie: nagrzej piekarnik do 180°C. Wyłóż dno tortownicy o średnicy 24cm papierem do pieczenia, boki posmaruj masłem. Rozpuść czekoladę w kąpieli wodnej, ostudź.
3. W dużej misce lekko ubij jajka z cukrem i olejem. Powoli dodawaj pomarańczowe purée i roztopioną czekoladę. W osobnej misce wymieszaj razem suche składniki: migdały, kakao, mąkę i proszek do pieczenia. Dodaj suche składniki do mokrych, mieszając delikatnie łopatką. Przełóż ciasto do formy i piecz 1h 20min aż do suchego patyczka (ja piekłam 1h 10min.). Przykryj folią aluminiową jeśli góra zacznie za bardzo się brązowić.
4. Ostudź ciasto a następnie dużym nożem przekrój w poprzek na pół. Nasącz obie części likierem pomarańczowym. W małym rondelku podgrzej konfiturę pomarańczową i dodaj do niej łyżkę galaretki pomarańczowej. Gotuj mieszając aż galaretka dobrze się rozpuści. Tak przygotowaną konfiturą przełóż ciasto. Dobrze dociśnij.
5. Przygotuj polewę / ganache: podgrzej śmietankę, zdejmij z ognia jak tylko się zagotuje. Wrzuć do niej połamaną na kawałki czekoladę, odstaw na 5 minut, a następnie dobrze wymieszaj. Ostudź, a gdy ganache stężeje wystarczająco rozsmaruj szerokim nożem na cieście.

 Uwagi:
a. Przepis orgyinalny pochodzi z wydania specjalnego magazynu "Delicious" - "Wicked Desserts" (Orange, almond and chocolate dessert cake). Dokonałam jednak paru zmian, zmniejszając ilość oleju i cukru. Ponadto przełożyłam ciasto konfiturą pomarańczową i nasączyłam solidną ilością dobrego likieru pomarańczowego.
b. Ciągle się zastanawiam czy powinno to być ciasto czy tort.. jak  myślicie? Jakiejkolwiek nazwy by nie użyć, jest to ciasto bardzo wilgotne, bardzo czekoladowe, z nutą pomarańczy i migdałów. Prezentuje się wspaniale i budzi powszechny zachwyt ;) (ciasto zabrałam na warsztaty w zeszłą niedzielę).
c. Do ciasta konieczna jest bita śmietana! :) (zabrakło jej na zdjęciach, bo taka domowa ubijana jakoś wydawała mi się nie bardzo fotogeniczna... )




2010-01-19

Dolce i włoski blok czekoladowy

Od momentu kiedy zaczęłam czytać "Under the Tuscan Sun" ("Pod słońcem Toskani") Frances Mayes, nie mogę przestać myśleć o włoskim jedzeniu. Jak gdybym mogła magicznie przenieść się na weekend do Włoch albo odstraszyć zimę tylko gotując włoskie risotto lub piekąc pizzę... Wierząc, że chociaż częściowo jest to możliwe, cały tydzień pełen był przysmaków z Toskanii, Lombardii, Ligurii, Kampanii i innych części Włoch. (mam nadzieję o wszystkich oczywiście napisać!) Na weekend chciałam przygotować coś specjalnego i coś słodkiego. Wybór był trudny, ale zdecydowałam rozpieścić się czekoladowym blokiem, z mnóstwem migdałów, suszonych moreli i ciasteczek amaretti.Ku mojemu sporemu zaskoczeniu, po długim szarym tygodniu, sobota przywitała nas słońcem. Ponieważ tramwaje ciągle nie jeździły* a nasze lekcje zaczynały się dopiero po południu poszliśmy na spacer w poszukiwaniu jedynego brakującego składnika do bloku czekoladowego: ciasteczek  amaretti. Spacer skończyliśmy pałaszując pizzę w przytulnym włoskim sklepiku Dolce**... Wchodząc do sklepu zauważyliśmy jak na zapleczu jeden z pracowników (Włoch :) ) wyciąga piękną pizzę z pieca... nie mogliśmy się oprzeć i zamówiliśmy po kawałku. Była pyszna... Oczywiście, udało nam się także zakupić ciasteczka amaretti. W konsekwencji, w niedzielę rano zamiast za prysznic lub śniadanie, zabrałam się za przygotowywanie czekoladowego bloku. Och... był tego warty :)



Włoski blok czekoladowy 
Oryginaly przepis pochodzi z  "Kuchni włoskiej" Penny Stephens.

Przepis na jedną małą keksówkę: 11cm x 23cm.

75g migdałów, grubo posiekanych
150g dobrej jakości czekolady (Użyłam ciemnej o zawartości kakao 70%.)
75g masła
210g skondensowanego mleka (słodzonego)
2 łyżeczki cynamonu
75g ciasteczek amaretti, połamanych na duże kawałki
70g suszonych moreli, pokrojonych

1. Wyłożyć formę folią aluminiową.
2. Masło i skondensowane mleko umieścić w rondlu z grubym dnem. Gotować na wolnym ogniu przez ok. 3-4 minuty aż masło się rozpuści. Następnie dodać połamaną w kostki czekoladę i cały czas mieszając gotowac tak długo aż czekolada się rozpuści. Zdjąć z ognia.
3. Do czekolady dodać migdały, morele i ciasteczka i dobrze wymieszać. Gotową mieszankę przelać do przygotowanej foremki. Zanim blok będzie można pokroić, należy go odstawić w chłodne miejsce lub do lodówki na conajmniej godzinę. Smacznego! :) ***



*BKV (firma odpowiedzialna za komunikację miejską w Budapeszcie) ciągle strajkowała...
**Király u. 57., 1077 Budapest
*** Polecam ze szklanką latte macchiato... mmm...

2010-01-15

Postanowienie noworoczne

Ten rok jest dla mnie rokiem pełnym wyzwań. Dwie najważniejsze rzeczy, które nas czekają to przeprowadzka do innego kraju (i zadomowienie się w nim) oraz wyjazd do Buenos Aires na 3 miesiące z naciskiem na rozwój naszego warsztatu. Chcemy się rozwinąć zarówno jako nauczyciele jak i tancerze. W głowie już jestem bardzo zajęta planowaniem wszystkiego, dlatego zdecydowałam, że tyle wyzwań wystarczy i tuzinie postanowień noworocznych powiedziałam nie. Zobowiązałam się tylko do jednego rzeczy - zdecydowałam, że słodkości będę piekła tylko raz w tygodniu. Niezwykłą inspiracją był blog Patrycji i jej post na temat cukru, który wcale nie krzepi... Już jakiś czas temu uznałam, że jest za dużo cukru w naszej diecie i dlatego zaczęłam zmniejszać jego ilości zawarte w przepisach. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że zazwyczaj wystarczy połowa podanej ilości cukru, by poczuć jego cudowny słodki smak, bez uszczerbku dla smaku całego wypieku. Jestem daleka od jakiegokolwiek ekstremum - nie zamierzam wyrzekać się cukru w ogóle, moim celem jest po prostu zmniejszenie ilości, którą spożywamy. Gotuję codziennie w oparciu o warzywa, produkty pełnoziarniste i nieprzetworzone, więc generalnie uważam, że nasza dieta jest bardzo zdrowa za wyjątkiem słodkości. A że piec mogłabym niemal codziennie (i rano, i w ciągu dnia a najchętniej w nocy...) to nawet jeśli są to wypieki z małą ilością cukru, to jednak wciąż jest to dużo ze względu na częstotliwość z jaką piękę...
Podsumowując: W 2010 piękę słodkości tylko raz w tygodniu.*
Obserwacja nr 1: Ciasto pieczone raz w tygodniu staje się czymś o wiele bardziej wyjątkowym. A wybieranie TEGO właściego przepisu, pieczenie, delektowanie się... czysta przyjemość :)
Obserwacja nr 2: Musiałam znaleźć inny upust dla mojej pasji pieczenia i postanowiłam przerzucić moją energię na chleb, quiche i tarty - w ten weekend planuję upiec tartę z burakami i chleb rosyjski :)

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić przepis na potrójnie migdałowy sernik, który upiekłam w zeszły weekend. Sernik tak nam smakował, że cudem udało mi sie ocalić jedną porcję do zrobienia zdjęcia! :)


Włoski sernik migdałowy 
Przepis pochodzi z wydania specjalnego magazynu "Delicious" - "Wicked Desserts".

8 porcji. Jedna okrągła 20cm rozpinana tortownica, nalepiej z teflonowym pokryciem.
Przygotowanie: 15 minut.
Pieczenie: 45 - 50 minut.
Studzenie: ponad godzinę.

Spód:*
200g pokruszonych ciasteczek amaretti
50g masła, roztopionego

Masa serowa:
500g ricotty
250g mascarpone
1 laska wanilii, przecięta wzdłuż - wyłuskane ziarenka lub cukier z prawdziwą wanilią
125g cukru pudru lub drobnego cukru złocistego np. demerara
100g mielonych migdałów (mąki migdałowej)
2 łyżki mąki kukurydzianej
3 duże bio-jajka
starta skórka z jednej cytryny

Dekoracja:
garść płatków migdałowych
cukier puder
bita śmietana

1. Nagrzej piekarnik do 180°C. Dno tortownicy wyłóż papierem do pieczenia. Wymieszaj pokruszone ciasteczka z masłem i wyłóż nimi spód formy. Dociśnij łyżką. Wstaw do lodówki lub zamrażalnika na 10 - 15 minut.
2. W międzyczasie, używając miksera, ubij razem ricottę, wanilię, cukier, mascarpone, zmielone migdały, mąkę kukurydzianą, jajka i skórkę z cytryny. Masa powinna być gładka. Wylej masę na spód z ciasteczek a następnie posyp górę częścią płatków migdałowych.
3. Piecz prze 45 - 50 minut aż sernik będzie złoty, środek ścięty, ale wciąż trochę "galaretowaty". Wyłącz piekarnik, otwórz drzwiczki i pozwól sernikowi całkowicie ostygnąć. Jak już ostygnie, wyjmij z piekarnika i wstaw w chłodne miejsce (lodówka, parapet) na godzinę.
Przed podaniem posyp cukrem pudrem oraz pozostałymi płatkami migdałowymi. Udekoruj bitą śmietaną, jeśli lubisz.
Smacznego!

* Jeśli nie masz ciasteczek amaretti możesz zrobić spód z następujących składników:
200g pełoziarnistych herbatników Digestive
50g roztopionego masła
1 łyżka duńskiego kakao
2 łyżki likieru amaretto lub aromatu migdałowego

2009-11-15

Bardzo orzechowy chlebek bananowy



Bardzo orzechowy chlebek bananowy jest moją wariacją na temat chlebka bananowego Sophie Dahl. Jest bardzo prosty wykonaniu, ale bardzo bogaty i smakowity. Bez wahania nazwałabym go moim chlebkiem bananowym - łączy w sobie wszystkie cechy mojego ciasta idealnego: jest wilgotny, aromatyczny i ma w sobie coś chrupiącego - w tym przypadku są to moje ulubione orzechy. Szczerze mówiąc nigdy nie kończy się na jeden porcji, zazwyczaj nie mogę się opanować i znikają co najmniej cztery... Uwielbiam go z kubkiem rooibosa lub ze szklanką ciepłego mleka.




Bardzo orzechowy chlebek bananowy

4 bardzo dojrzałe banany
100g (1/2 szklanki) brązowego cukru
1 rozbełtane jajko
75g miękkiego masła (ok. 1/3 kostki)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka ekstraktu rumowego
50g rodzynek
50g orzechów włoskich
50g orzechów cashew/ nerkowce
25g orzechów laskowych
25g migdałów (mogą być całe lub w słupkach, ale raczej nie płatki)
170g mąki  (1/3 szklanki)
szczypta soli
1 łyżeczka sody do pieczenia

Mieści się w keksówkę (30cm długą, 11cm szeroką, 7cm głęboką).

Rozgrzej piekarnik do 180°C.Keksówkę wyłóż papierem do pieczenia. Rozgnieć banany (widelcem lub mikserem). Dodaj cukier, jajko, masło i ekstrakt waniliowy i rumowy. Posiekaj orzechy i wyparz rodzynki. Jeśli chcesz by orzechy były jeszcze bardziej aromatyczne, wstaw je do piekarnika na 5-7 minut (180°C jest ok) by się podprażyły. Dodaj orzechy i rodzynki to bananów. W osobnej misce wymieszaj mąkę z sodą i solą. Dodaj mąkę do masy bananowej, wymieszaj tylko tyle by składniki się połączyły. Nie mieszaj za długo. Przelej ciasto do przygotowanej blaszki i piecz przez 50 do 60 minut. (W moim piekarniku zajęło to 50 minut.) Ciasto nie rośnie na początku, dopiero później. Poczekaj 10 minut zanim wyjmiesz ciasto z blaszki. Smacznego!

Bardzo orzechowy chlebek bananowy bierze udział w Orzechowym Tygodniu - niestety, jest to mój tegoroczny jedyny symboliczny udział w tej wspaniałej zabawie. (Chociaż łasuchem na orzechy jestem potwornym...)




Related Posts with Thumbnails