Żółte jak moje ulubione dynie.
Pachnące lasem i mchem.
Równie wszechstronne jak pieczarki, ale o ciekawszym, lekko pikantnym czy też korzennym smaku.
Na śniadanie (z jajecznicą), obiad (papardelle z kurkami i mascarpone) czy kolację (tarta z kurkami).
Mogłabym je jeść bez końca, ale sezon na nie jest tylko od końca czerwca do października.
Kurki - odsłona pierwsza.
Jajecznica z kurkami
Dla 2 osób.
150g kurek
1 mała cebulka lub pół dużej
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka masła
4 jajka, roztrzepane
sól, świeżo zmielony pieprz
opcjonalnie: szczypiorek do posypania
Kurki dokładnie umyć, osuszyć i pokroić. Cebulę obrać i drobno pokroić. Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek. Zeszlić cebulkę, dodać kurki. Smażyć na średnim ogniu aż cała woda z kurek wyparuje. Następnie dodać łyżkę masła. Zalać roztrzepanymi i posolonymi jajkami, na małym ogniu usmażyć jajecznicę. Podawać posypane odrobiną świeżo zmielonego pieprzu i szczypiorku (opcjonalnie). Smacznego!
PS. Nie było mnie przez chwilę, bo uczyliśmy i występowaliśmy podczas Dni Tanga w Bydgoszczy... było cudownie! Link do filmików z pokazu już wkrótce. :)




